[18]1 września 2013 @ 19:11




[10]2 września 2013 @ 18:53


412. The difference between want and need is self control.
Kiedyś w bliższej lub dalszej przyszłości musi nadejść taki moment, kiedy dochodzimy do wniosku, że to o co tak się staraliśmy, było naszym światełkiem w tunelu nagle się okazuje nierealne i nie dochodzi do skutku. Wtedy rozumiemy, iż nasza ciężka praca poszła na marne, bo przecież nie osiągnęliśmy zamierzonego celu, nie ma naszej nagrody.
Moim priorytetem było ukończenie studiów, znalezienie pracy i wyprowadzka... gdzieś...
Studia skończone, dostałam się na dzienne jak i zaoczne mgr. Idę na dzienne, bo pracy wciąż nie mam. Chodziłam, zostawiałam CV, dzwoniłam do kuzynki, która jest dyrektorem regionalnym w pewnej firmie, prosiłam, ale bezskutecznie. Nikt nie chce mi dać pracy, toteż wyprowadzenie się nie wchodzi w grę, bo za co się utrzymam? A z podkulonym ogonem po miesiącu do domu też nie mogę wrócić - zważywszy na to co miało miejsce rok/pół roku temu.
Wstawać mi się nie chce, nawet przestałam już sprzątać. Nie ruszałabym się w cale gdyby nie to, że z psem trzeba wyjść na dwór. Od matki wciąć słyszę jaka gruba jestem, że nic nie robię, nie mam pracy i inne mniej przyjemne epitety. Za to wciąż zachwala brata, że ma pracę, studiuje i poznał modelkę.
Codziennie chowam się po kątach i staram się nie płakać, jednak czasem to nie jest możliwe, moja frustracja wygrywa ze mną i się załamuję. Naprawdę czuję się bezsilna i wiem, że nikt nie jest w stanie zrozumieć tego co przeżywam... Tak bardzo chciałam się usamodzielnić, odciąć od tego co mnie zabija od środka i zacząć żyć, a nie tylko egzystować, ale zostałam przyparta do muru przez szarą rzeczywistość.
Znów wymiotuję, ale widząc stan moich rąk staram się ograniczać i nie jeść, bo są w opłakanym stanie. Z drugiej strony myślę po co? I tak nigdy nie będę zdrowa, to ciągnie się już latami. Leczenie mi nie pomogło, może to przez to, że nie spotkałam nikogo kto by rozumiał, wiedział i nie mówił non stop, że będzie lepiej, to nerwy.
Matka cały czas krzyczy na mnie, dzień w dzień, rozładowuje swoje emocje i wypomina mi każdą bzdurę, a ja już nie mam na to wszystko siły. Nie chce mi się żyć, coraz częściej wracają do mnie myśli, że to nie ma sensu, po prostu już tak nie mogę. Myślenie, że później będzie lepiej jest śmieszne, bo nie będzie. Codziennie jest to później i nic się nie zmienia. To "kiedyś" już mnie nie interesuje.

[3]4 września 2013 @ 09:43


Na początku jak coś wydaje się proste, to później okazuje się, że w cale takie nie jest.
Co najśmieszniejsze, sami siebie ograniczamy, lub wmawiamy, że nie możemy albo nie potrafimy i tym usprawiedliwiamy swoją słabą wolę.

Ostatnimi czasy rzeczywiście jest źle, matka zachowuje się jakby przechodziła klimakterium po raz drugi, a mnie ze względu na to co było z MF traktuje jak służącą. Nie wiem po co to wszystko rozpamiętuje, o MF rozmawiamy co drugi dzień jak nie codziennie. Ona po prostu chce abym miała wieczne "wyrzuty sumienia" za to co jej zrobiłam. A nie daj boże powiem jej, że nie chcę o tym rozmawiać, to się zdenerwuje i powie, że "zrobiłam" takie coś "jej" to mam teraz słuchać. Nie do wiary...

W sobotę mam rozmowę w Decathlonie. Boże zlituj się nade mną.

[6]5 września 2013 @ 20:52


Za dużo czekolady.

Nie wierzę, że to napisałam O.O

[4]7 września 2013 @ 18:30


Nie ma określenia jak niczyja wina, bo czyjaś zawsze jest jak coś pójdzie nie tak.

Mam już dość tego co się dzieje na około mnie.
Matka non stop robi mi wyrzuty, że nie pracuję i w związku z tym muszę codziennie sprzątać cały dom, gotować dla mojego brata i wychodzić z psem.
Chcę pracować, bardzo. Niestety nie wszystko jest ode mnie zależne.

[7]8 września 2013 @ 11:28


„Nie poddawaj się rozpaczy.
Życie nie jest lepsze ani gorsze od naszych marzeń, jest tylko zupełnie inne.”


[6]9 września 2013 @ 18:41


Rano byłam w laboratorium oddać krew, czas sprawdzić czy wszystko jest okej. Potem poszłam do dentystki, zrobiła mi dwa zęby, za trzy tygodnie kolejna wizyta i wymiana starej plomby. Wtedy zostaną już tylko dwie do wymiany i koniec. Popołudniu byłam z kolei na rtg. Kręgosłup ma się źle. By mieć kompletny zestaw muszę iść jeszcze do okulisty.
Z Decathlonu dostałam meila, iż mam interesujące CV, ale mój profil im nie odpowiada. Hyh.

[8]10 września 2013 @ 20:33


Jutro rekrutacja grupowa do Pull&Bear. Trochę naczytałam się w necie i już sama nie wiem co myśleć.
Bóg już dawno mnie opuścił, także nawet nie nastawiam się, że dostanę tą pracę.

edit.
Pracy nie dostałam.

[9]12 września 2013 @ 12:00


No więc pracy nie dostałam, tak jak czytałam tak też było. Trzeba mieć 180cm wzrostu, 3kg pudru na twarzy i oczy jak panda.
Rozumiem trzeba wyglądać schludnie, ale jaaaa nie macie pojęcia jaka zła byłam. Słyszałam wypowiedzi naprawdę wartościowych dziewczyn, które pracy nie dostały, bo nie były tak wymalowane i nie miały cycków na wierzchu.

Poddaje się. Od kwietnia nic nie mogę znaleźć.

[9]13 września 2013 @ 18:30


Istny piątek 13-ego. Wszystko jest jakieś do dupy. Nic mi się nie układa.
Najbardziej chcę zostać sama.

Potrzebuję czekolady.

[5]15 września 2013 @ 12:00


{Hold me close and hold me back
The magic spell you cast
This is la vie en rose

When you kiss me, heaven sighs
And though I close my eyes
I see la vie en rose

When you press me to your heart
I'm in a world apart
A world where roses bloom

And when you speak, angels sing from above
Everyday words seem to turn
Into love songs

Give your heart and soul to me
And life will always be
La vie en rose}


[12]17 września 2013 @ 16:55


Jutro kolejna rozmowa, tym razem do ZARY.
Trzymajcie kciuki ;D

[13]18 września 2013 @ 16:27


A no dostałam pracę w ZARZE :)
Jednak do trzech rozmów grupowych w Inditexie sztuka XD

[10]20 września 2013 @ 16:01


Nienawidzę szybkiej zmiany planów, tego, że coś nie idzie po mojej myśli.
Rano byłam na uczelni odebrać dyplom, okazało się, że muszę oddać legitymację, a że nie miałam pieniędzy na bilet, to musiałam podjechać do mamy po kase (miałam tylko ulgowy, a nie chcę dostać znów mandatu). Potem dowiedziałam się, że nie jestem na tej specjalności co chcę - więc znów się zdenerwowałam i to odkręcałam. Babka dała mnie z powrotem gdzie byłam i mogłam wybrać sobie grupę, więc poszłam do KK. Jednakże jak wróciłam do domu ona dzwoni do mnie i krzyczy, że zmienia grupę, bo u nas jest babka, która ciśnie gorzej, niż Pogo i nie zdamy. Ja znów się wkurzam, bo musiałabym dzwonić i odkręcać grupę. Potem ona dzwoni i stwierdza, że to jednak nie ta babka, bo jej mamy koleżanka była na naszej specjalności i było okej i ma notatki. Ale, żeby było ciekawiej KK chce iść tam, gdzie na początku składałyśmy podania. Czyli kolejna zmiana nie dość, że grupy to i specjalności. Tu gdzie jestem plan mam fajny, pogodzę go z pracą, a gdybym miała iść z nią na inwestycje i nieruchomości to pracować mogłabym jedynie w weekendy. Ehh. Ona ma pieniądze na wszystko i nie interesuje jej praca, także jej to nie robi do której mamy zajęcia. Już głowę mam małą, bo non stop coś. Od rana chodzę wkurwiona. Na dodatek ojciec mi suszy głowę abym zainstalowała mu programy na laptopie. Grr....

[13]21 września 2013 @ 18:56


Zostaję tam, gdzie mnie przypisano. Specjalność mi się podoba, plan też, ludzi poznam wszędzie. KK musi sobie poradzić beze mnie.

Dylemat za dylematem.

[8]23 września 2013 @ 21:21


Za oknem typowa jesień.
U mnie też jesień, jak co roku z resztą. Czas wielkich zmian. Póki co jak zwykle się dołuję, doprowadzam do płaczu i uświadamiam sobie jak spieprzyłam swoje życie. Jednakże jak pisałam, jest to okres, kiedy biorę się w garść i mam nadzieję, że tym razem też tak będzie, chociaż ciężko jest mi się zebrać do kupy, kiedy z każdej strony bombardują mnie w domu złośliwościami, aluzjami i po prostu zwykłym „ale ty jesteś gruba i brzydka, nie powinnaś nikogo mieć, a jeśli ktoś cie chce znaczy, że jest ślepy”. Dziękuję mamusiu. Umiesz mnie podbudować. A tatuś? Tatuś chowa głowę w piasek, lubi spokój, czyli nie ma tematu.
Aż zapragnęłam się usamodzielnić i wyprowadzić, tak szybko jak to będzie możliwe.

[9]25 września 2013 @ 14:30


Pierwszy raz w życiu ugotowałam zupę i wyszła całkiem smacznie. Miała to być prezydencka, którą poleciła mi Kasia, ale ze względu na brak składników i posiadanie jedynie mieszanki warzywnej, a także koncentratu pomidorowego wyszło jak wyszło.
W ogóle rodzice już chcieli mnie brać na wieś i zmusić do zbierania jabłek w sadzie, ale ostatecznie dzięki bogu zmienili zdanie.

Zimno. Strasznie marznę.

[8]27 września 2013 @ 16:00


Czuję się jakby potrącił mnie autobus.

[13]29 września 2013 @ 15:19


Gdy osiągnęła już wszystko, czego oczekiwała od życia, doszła do wniosku, że nie ma ono sensu, bo wszystkie dni były takie same. I postanowiła umrzeć.

© joliment