[12]4 września 2012 @ 07:27


Moje Drogie, nic nie jest tak jak być powinno. Z mieszkaniem nie wypaliło i mieszkałam u MF, moja matka pokazała na co ją stać, rodzina się na mnie wypięła, a MF uważają za psychicznego narkomana. Nie sądziłam, że będzie tak źle. Matka postawiła mi ultimatum, albo ona, albo on. Czy to jest sprawiedliwe?

Aktualnie noc spędziłam w domu, bo matka mnie błagała, na co stwierdziła, że wiedziała, że wrócę z podkulonym ogonem (!) co nie jest prawdą, gdyż zrobiłam to dla niej. Poza tym wiadomo straciła do mnie zaufanie i nigdy go nie odzyska, jak się z nim zwiążę to mnie wydziedziczy i nic od niej nie dostanę itp itd.
Na koniec dodam, że dostałam okres, cieszę się w bólu i niedługo poprawka na co płaczę i zgrzytam zębami.


ps. Nie jestem w stanie każdej z osobna odpisać, nie wiem czy dziś wrócę do domu, kiedy się z wami skontaktuję, nie wiem nic.

[7]7 września 2012 @ 17:30


Naprawdę jest mi ciężko. Szczerze to nie wiem co robić, naprawdę nie wiem.
Niech matka da mi powód, a się wyprowadzę i nigdy do niej nie wrócę.

[7]10 września 2012 @ 11:33


Z soboty na niedzielę byłam na noc u MF, zaraziliśmy się od babci świądem i musieliśmy się smarować, masakra, no coś strasznego, ale nie o to chodzi. Gdy wróciłam do domu to standardowo awantura, że MF jest taki i owaki, że przez jego chorobę nie poradzimy sobie, że ludzie będą się ze mnie śmiać, że nasze dzieci będą chore - no cała litania. Ja potem się wkurwiłam i zaczęłam się pakować, stwierdziłam, że miarka się przebrała i więcej nie wytrzymam, matka kazała mi zostać do przyjazdu ojca. Ale potem coś zaskoczyło i zaczęła mnie przepraszać, że jestem jej jedyną córką i zrobi dla mnie wszystko i wciąż traktowała mnie jak dziecko, a nie jak już dorosłą osobę.
Nie wiecie w jak ogromnym szoku byłam, nie sądziłam, że tak szybko zrozumie o co mi chodzi. Mam nadzieję, że to nie na chwilę. Poza tym rzeczywiście doceniłam to co miałam, a miałam dosłownie wszystko. Wiedziałam, że mam dobrze, ale nie sądziłam, że życie jest tak drogie, a z pracą tak krucho. Tzn. wiedziałam to wszystko, ale nigdy na sobie tego nie odczułam. Mam tak zajebiście dobrze, że eh. Nie żebym była rozpieszczonym dzieckiem, ale gdy czegoś potrzebowałam to od razu to dostałam. Szkoda tylko, że moi rodzice zastępują tym okazywanie uczuć. Muszę nad nimi popracować.
A teraz biorę się za naukę do poprawki.

edit.
No i znów matka swoje, że mam na niego uważać, bo nie poradzimy sobie w życiu przez jego niepełnosprawność i jest w szoku, że zdecydowałam się z nim stracić dziewictwo. No tak, najlepiej czekać do 40. Faceci puszczają się na lewo i prawo, a o tym się nie mówi. Nie będę się ograniczać i tyle. No i nie mogę widywać się z nim za często, bo przecież chemia szybko mija.

Ciekawe co przemawia przez moją matkę, bo tego troską nie można nazwać.

Czyli dobrze było na chwilę.

[8]11 września 2012 @ 17:37


Sajgon, kongo, kino, jak zwał tak zwał.

Nauka, nauka, nauka! ;[

[11]15 września 2012 @ 18:12


Jest źle. Ojciec nic nie pomógł.
Nie mam siły, naprawdę nie mam.

Sznurek czy żyletka?

[5]16 września 2012 @ 21:28


Mam wrażenie, że utyłam z 10 kg, ale to musi się skończyć. Wszystko przez MF i jego chęć "naprawienia" mnie.

Koniec z jedzeniem, skończyły się dobre czasy.


Ponadto nauka, nauka, nauka. We wtorek poprawka. Zdam?

[5]17 września 2012 @ 17:51


Notatki ogarnęłam, ostatni egzamin ogarnęłam, teraz zostaje tylko powtórzyć wszystko i się modlić o podobny egzamin. Boże jeśli to czytasz to łaskawie wysłuchaj mnie i zważ na to, iż nie potrzebny mi warunek, wystarczą mi te problemy co mam teraz. Zlituj się nad swym biednym dzieckiem, które nie ma na bilet i pojedzie jutro na gapę.

Ponadto jutro mam rozmowę o pracę, w końcu może uda mi się gdzieś zahaczyć.

Zastanawiam się nad wniesieniem sprawy do sądu o przyznanie alimentów. Wiadomo, jestem wrogiem matki numer 1, ale mam prawo do normalnego życia, a ona mnie ograniczyła jakbym co najmniej kogoś zabiła, ale jej się nie przemówi do rozsądku. Podczas sobotniej rozmowy wykrzyczała, że mnie nienawidzi, że żałuje, że mnie urodziła i mnie wydziedzicza. Matki już nie mam.
Po radzie Pana Z. wszystkie rozmowy zaczęłam nagrywać. Za każdym razem matka sobie zaprzecza i twierdzi, że to ja kłamię. To co jest na tych nagraniach jest tragiczne, ale nie miałam wyjścia. Są to niezbite dowody na to, iż moja matka powinna się leczyć. Bo takie zachowanie nie jest normalne.
Ponadto przedwczoraj mój brat przeszedł samego siebie, pokłóciliśmy się, ja trochę go postraszyłam usunięciem gier - to fakt, ale on na to zaczął mi grozić, rzucać się, wyzywać (wiedziałam, że przeklina, ale żeby aż tak to nie) potem mnie uderzył. Matce tłumaczył się tym, że to przez nerwy. Moim zdaniem on też ma coś z głową i powinien się leczyć. Brata też już nie mam.
Doszło do mnie, że to co się dzieje u mnie w domu to znęcanie psychiczne i to jest karalne. Na początku temu zaprzeczałam, ale teraz po odsłuchaniu tych wszystkich nagrań to widzę. Jestem w szoku, że wytrzymywałam to przez tyle lat albo w sumie nie wytrzymywałam, bo przecież mam za sobą kilka prób samobójczych, cięłam się, choruję na bulimię i co chyba najważniejsze - jestem zniszczona psychicznie, mam bardzo nerwowy i wybuchowy charakter. Nie wiem kiedy dojdę ze sobą do ładu. Muszę odwiedzić w końcu psychiatrę i popracować nad sobą, wiem, że jeśli nic z tym nie zrobię to żaden człowiek ze mną nie wytrzyma, a że ostatnimi czasy spotkałam tego jedynego, to nie chcę by moja przeszłość popsuła mi teraźniejszość i miała wpływ na przyszłość.

[9]21 września 2012 @ 10:49


Poprawkę zdały dwie osoby, mnie wśród nich nie ma. (-)
Pracy wciąż nie mogę znaleźć. (-)
Nie mam na bilet, doładowanie i hmm kurtkę. (-)
Matka chce wnieść sprawę do sądu. (-)

Przejebałam sobie życie tylko dlatego, że jestem z kimś, kogo nie akceptuje moja rodzina i w końcu po trzech latach zachowuję się jak osoba pełnoletnia, która niby może wychodzić z domu, ale jak przychodzi co do czego to nie może, bo jak to tak można, że w domu tylko śpię?! -.-
Brakuje tylko pytanie dlaczego.

[6]23 września 2012 @ 18:02


Przed chwilą znów awantura. Tym razem z udziałem matki, ciotki i wujka. Wiadomo: nie szanuję się, puszczam się, jestem nieodpowiedzialna, nierozsądna, głupia, nikogo nie szanuję, jestem zapatrzona.

Nie mam siły ani słów by opisać moją frustrację. Na dodatek wszyscy przyklaskują i współczują matce, no bo przecież ma rację. A rodzice MF przetrzymują mnie i traktują jak księżniczkę, bo przecież ich syn ma darmową opiekunkę ...

Znalazłam pracę, tylko muszę wyrobić książeczkę sanepidowską, na którą nie mam pieniędzy, muszę pożyczyć.
We wtorek się dowiem czy będę pisać z rachunku kosztów trzeci termin, czy też jakoś zdałam (trzeba mieć ewentualnie 20 pkt).

Wspominałam już, że moje życie to koszmar?

[11]25 września 2012 @ 18:37


Wiadomo RK nie zdałam, czekam na trzeci termin.
Ponadto dziś byłam u psychologa, która wytłumaczyła mi, że matka mną manipuluje i przez nią nie myślę samodzielnie, to znaczy za każdym razem cytuję matkę i wychodzi na to, że nie mam własnego zdania. Miała rację, ale wciąż boję się robić konkretne ruchy, boję się wnieść sprawę do sądu, boję się reakcji matki, rodziny. Wiem, że już jest źle, ale nie chce by było gorzej. Chociaż psycholog mi wyjaśniła, że gorzej już być nie może.
Jutro rano znów jadę z MF do sanepidu, a potem z nim pomyślę co dalej. Swoją drogą wciąż mi jego mało, chciałabym spędzić z nim sama cały tydzień, dzień i noc. Przez to wszystko nie mieliśmy kiedy się cieszyć sobą. Wiem jak wiele dla mnie robi, tak samo jego rodzice, za co chyba nigdy nie będę w stanie się odwdzięczyć. Tymczasem idę dalej się lenić, a wtedy idę prać :)

[8]28 września 2012 @ 15:35


Będziecie małżeństwem to będzie inaczej.

Póki co nie jesteśmy małżeństwem, do ślubu mi się nie spieszy, a nie chcę by to było wyjście z sytuacji, to ma być nasza wspólna decyzja.

Tak w ogóle zobaczyłam mój nowy plan na ten semestr, ponadto dołożyli mi kolejnych wykładów i codziennie mam zajęcia od 7 do 19, a w weekendy praca. Nie wspominam o pisaniu pracy licencjackiej. Mam nadzieję, że ten semestr szybko zleci. Czuję, że po drodze gdzieś się wykończę

Mam zakaz spania u niego, mogę się z nim widywać, ale nie za często. Jeden "wybryk" i matka wyrzuca mnie z domu. Nie mogę się wyprowadzić, nie utrzymam się sama, trudno, najwyżej matka mnie zabije jak mi obiecywała, ale nie jestem w stanie podać jej do sądu.

© joliment