[2]1 września 2011 @ 11:55


136. As long as we can walk, we play. Water for elephants
Ramię już tylko troszkę mnie boli jak je smaruję czy się dotknę, poza tym jest ok :) Wisze Melonowi flaszke :P Ale to następnym razem, o ile M. mnie do niego weźmie. Tymczasem powinnam brać się do nauki, kumpela do mnie dzwoniła i twierdzi, że zbója będziemy mieć 8, ją to chyb pogięło, nie naucze się do 8 całej rachunkowości! Ehh nie chce mi się myśleć. Potrzebuje kasy, kasy i jeszcze raz kasy. Niestety w życiu nie ma nic za darmo.



[3]2 września 2011 @ 10:47


137. If you never flew, why would you cut the wings off a butterfly?
Wiecie co, osiwieję tutaj, dosłownie. Wszyscy wyprowadzają mnie z równowagi. Nie mam siły na nic. Kumpel mnie pojechał, bo mu się "żaliłam" i stwierdził, że woli mieć wszystkich w dupie i robić to co robi, niż się przejmować. Łatwo mu powiedzieć, mieszka sam ze starą babcią i może sobie pozwolić na wszystko, a ja wciąż jestem uzależniona od rodziców. Poza tym coraz bardziej się zniechęcam do szkoły i moich studiów. Chciałabym mieć wyższe wykształcenie, ale jak pomyśle, że muszę studiować to co mi matka każe to aż mi się nie chce. I gdzie tu jest wolność słowa?! Głupia konstytucja, nieużyteczny papierek.



[3]3 września 2011 @ 12:33


138.
Wczoraj wieczorem wzięłam się za pieczenie ciast, otóż dziś mają do nas przyjechać matki koleżanki, więc wolałam, żeby zjadły coś smacznego. Najpierw przyrządziłam murzynka, według przepisu L. - wyszedł przepyszny, a potem zebrę według Dr. Oetkera - też dobre :P Zawsze je robię, więc nie ma co się w nim spartaczyć :D
Poza tym chodzę wkurzona całymi dniami, po prostu mam już dość. Chciałabym się stąd wyrwać i wyjechać gdzieś daleko, gdzie nic by mnie nie obchodziło.

Zebra


Murzynek



[3]4 września 2011 @ 18:05


139. It's my life!
Od jutra kończę z tym wszystkim, dosłownie. Biorę się do nauki, mimo, ze mało czasu pozostało, ale nie poddam się tak łatwo. Nie mam innego wyjścia. W ogóle biorę się za siebie. Strasznie się zapuściłam przez ostatni rok, także nadszedł czas by coś zmienić. Muszę udowodnić sobie, że potrafię, że jestem silna i niezależna. Jestem w końcu kimś więcej, niż tylko ciężkim bagażem dla moich rodziców. Czuję w sobie moc, niezłomną w siebie wiarę!
Zrozumiałam, że chcę coś zmienić, a dokładniej to moje życie. Inaczej je sobie wyobrażałam. Chciałabym za jakiś czas spojrzeć wstecz i powiedzieć, że żyłam z pasją robiąc to co chcę, że jestem zadowolona z mojego życia. Dlatego zmieniam swoje podejście, w którym nie będzie miejsca na wymówki. Czas zacząć żyć po swojemu.

edit 19:02
No i mamusia zobaczyła tatuaż.


[3]6 września 2011 @ 13:38


140.
I never thought I could feel this power.
I never thought that I could feel this free.
I'm strong enough to climb the highest tower.
And I'm fast enough to run across the sea.

Tak jak powiedziałam tak zrobiłam. Wzięłam się równo do nauki. Zmieniam swoje życie, wiadomo, że czasem jest ciężko, ale nic na to nie poradzę. Wczoraj w ogóle przyjechała ciotka i została na noc, więc wieczorem już się nie pouczyłam - ona lubi mówić. No nieważne. Upiekłam moje ciasto marchewkowe, szkoda mi było gnijących marchewek, więc coś trzeba było uczynić :D Poza tym zauważyłam, że zmienił się mój stosunek w zasadzie do wszystkiego. Nie patrze na to czy będę mieć rok w plecy czy nie. To się nie liczy, ważne jest przyszłe życie, co wtedy będę robić. Póki jestem młoda mogę działać :D No i zachciało mi się gotować, obiadki, ciasta, zupki, pierożki, wszystko. Grunt, że wychodzi :P O sprzątaniu nawet nie wspominam, to już jest rutyna :P
Poszłabym na rower, i na basen, ostatnio marzy mi się wizyta na siłowni. Wiem, dużo tego. Na razie pozostanę przy rowerze. Jak zdam ten semestr, to basen będę mieć za darmo u siebie i siłkę w zasadzie też, tylko ta nasza uczelniana, to ma biedne wyposażenie, jedno szczęście, że w basenie jest woda :D heheh


[3]8 września 2011 @ 13:04


141.
Imagine All The People
Living Life In Peace

Dziś przychodzi babka oglądać dom i z racji tego ogarniam go, a raczej zabieram się do ogarniania, wcześniej miałam przerwę od nauki. Także troszkę posprzątam, by jakoś tu wyglądało.
Jutro spotykam się z kumpelą i będziemy się uczyć. Ja jej pomogę w finansach, a ona mnie w rachunkowości :D I wszyscy będą szczęśliwi, poza tym, że babka z rachunkowości wzięła sobie urlop i wraca z niego na trzy dni przed rozpoczęciem roku. Brak mi słów na to wszystko. Zero organizacji, a najlepsze jest to, że nikt w katedrze nie wie, kiedy mają się odbyć nasze poprawki. Ona nic nie ustaliła i poszła sobie... wiecie gdzie.
Ale z drugiej strony mam więcej czasu na naukę. Zobaczymy co z tego wyjdzie.


[3]9 września 2011 @ 19:01


142. It's okay not to be okay
Dom babce się spodobał. Matka ma podać w poniedziałek dokładną cenę i wtedy dowiemy się co dalej.
Kiedy matka zadzwoniła by mi to powiedzieć zrobiło mi się smutno. Tyle włożyliśmy w ten dom. Zmarnowałam 6 lat mojego życia na coś co i tak mamy sprzedać, tylko dlatego, że mojej matce nie podobają się sąsiedzi. W sumie to już zwisa mi to czy sprzedamy go czy nie, ale nikt mi nie zwróci tych wszystkich lat, wakacji spędzonych nie ze znajomymi, nie na plaży tylko właśnie na budowie. Wkurwia mnie to wszystko. Już dawno mieliśmy jechać na wakacje, mieliśmy zwiedzać świat, przecież do cholery są pieniądze, to wciąż odkładane na dom, no po co? Po co do cholery?! Niepotrzebnie zmarnowany czas. Harowałam jak wół na tej pieprzonej budowie, robiłam wszystko, każde wakacje przesiedziałam na niej i to wszystko na nic. Wiecie co, nerwy mi już puściły. Mam tego dosyć, niech matka z ojcem robią co chcą, a ja od tego ręce umywam. Niech sobie budują kolejny dom i idą na kolejne zadupie. Matka dokładnie wie, że z bratem jesteśmy wykończeni psychicznie i potrzebujemy w końcu spokoju i stabilizacji, a nie kolejnej budowy. Chcemy tak jak inni w naszym wieku wyjeżdżać na wakacje i widzieć sens w tym co robimy. A rodzice żałują nam każdego grosza. Brak mi słów na ich skąpstwo i dwulicowość. Niech robią co chcą. Niestety jestem zmuszona wziąć kredyt na głupi warunek jeśli nie zdam, bo od nich nie dostanę ani grosza. To się dopiero nazywa wsparcie. Nie chcę mieć z nimi już nigdy więcej do czynienia. Zmarnowali mi życie.

[2]11 września 2011 @ 16:23


143. Nothing's like it seems to be.
Tego dnia 10 lat temu dwa samoloty pasażerskie uderzyły w WTC. Pamiętam, że wróciłam ze szkoły i nagle na wszystkich kanałach pokazywali dwie bliźniacze wieże, które jedna po drugiej zawaliły się. Tego dnia zginęło w sumie 2973 osoby. Niby wszystko wydarzyło się tak daleko od nas, to jednak zamach ten miał wpływ na wszystkich. Jestem pełna podziwu dla ratowników, którzy brali udział w akcji, wielu z nich nie przeżyło tego. Niektórzy nawet skakali z okien. Ileż to trzeba było mieć odwagi, albo nawet na odwrót, jak trzeba było być zdesperowanym. Zastanawia mnie to dlaczego ludzie ludziom gotują taki los. Przecież oni niczym nie zawinili, to jednak terroryści w "imię Allaha" poświęcili swoje życie by zabić tysiące innych. No i nie mam słów na pasażerów z lotu 93, którzy nie dali się porywaczom i za cenę swojego życia uratowali prawdopodobnie Biały Dom od tragedii. Wątpię, żebym była tak odważna i rozsądna by poświęcić siebie za ludzi, którzy mnie nie znają i w ogóle. Za dużo dziś o tym myślę, jutro przecież mam egzamin. Ale jednak nie daje mi to spokoju. Mam wrażenie, że moje życie jest jakieś puste i ni z gruszki ni z pietruszki pomyślałam, że może mogłabym popracować jako wolontariusz. Dawno temu chciałam to zrobić, ale nie miałam odwagi. Jeśli zdam te egzaminy to pocisnę te studia i po licencjacie zrobię coś ze sobą. Nie wiem co, ale nie będę stać w miejscu.

[3]12 września 2011 @ 17:05


144. Ain't no mountain high enough.
Jestem po pierwszej poprawce. No cóż, jak zdam to będzie dobrze.
Teraz powinnam się zająć rachunkowością, ale dowiedziałam się o śmierci taty pani T. u której byłam, kiedy był woodstock. Jestem po prostu w szoku, przecież jeszcze w sierpniu z nim rozmawiałam. Taki fajny facet. Także powiedziałam, że na pewno pojadę na pogrzeb. Dopasuje sobie pociągi i będzie ok. W ogóle ostatnio ludzie umierają. Porządni ludzie. A takie pijaczyny spod monopolowego żyją, są zdrowi i nic im się nie dzieje. Najgorsze rzeczy zawsze dopadają dobrych ludzi. Ehh życie jest okrutne.



[1]13 września 2011 @ 19:21


145. Kiedy życie daje Ci Bad Romance, pokaż mu swoją Poker Face, weź swój Telephone, zadzwoń do Alejandro i Just Dance.
Dokładnie tak. Sama nie wiem co myśleć o sprzedaży domu, rodzice wymagają, że pomogę im zdecydować, a raczej powiem im co robić. Naprawdę nie wiem. Mam na głowie egzaminy, a oni chcą abym myślała o wszystkim. Przez to wszystko się gubię, nie uczę się, szukam mieszkań, domów, działek i nie skupiam się na rzeczy najważniejszej. Chciałabym, żeby ktoś mi powiedział co mam robić. Żeby załatwił za mnie wszystko, a ja bym przyszła na gotowe, jak ojciec kiedy wraca z Norwegii i tylko patrzy na to co zrobiliśmy.
Zapomniałam wczoraj napisać, że byłam u kumpla. Spotkałam go przypadkiem jak wracałam z egzaminu i w sumie poszłam do niego na śniadanie :D Miał się tam pojawić M., ale się nie zjawił. Także nie zrobił mi mojego kolczyka. Teraz to już mój najmniejszy problem.



[2]14 września 2011 @ 19:54


146.
Dziś była u mnie kumpela i tłumaczyła mi rachunkowość, no cóż. Potem byłam u lekarza i dowiedziałam się, że muszę iść do szpitala zrobić sobie wszystkie badania, ale póki co nie mam takiej możliwości. Jest mi z tym źle, ponieważ nie wiem co się dzieje, ludzie straszą mnie guzem, a ja już mam tego dość. Tak jest tylko w Polsce, lekarze są mądrzy po fakcie, zamiast zrobić badania i wtedy stwierdzić co się dzieje. Jak szłam na kolejkę to spotkałam kumpelę i dowiedziałam się, że warunek z rachunkowości poszedł do góry i teraz ma kosztować 720 zł! Po prostu mnie zamurowało, teraz nic mi się nie układa. Na dodatek matka cały czas się zastanawia co zrobić z domem, czy sprzedać czy nie, co potem, co na to ojciec, czy się zgodzi. I Ci, którzy myślą, że pieniądze dają szczęście są w błędzie.


[3]17 września 2011 @ 13:20


147.
Tak szybciutko wam napiszę co się u mnie dzieje, bo nie bardzo mam czas, od rana robimy na działce, a teraz muszę się wziąć za sprzątanie. Także wczoraj byłam u kumpeli i uczyłyśmy się rachunkowości. Idzie mi coraz lepiej :P Poza tym w domu nic się nie dzieje, niby szukamy mieszkania. Mam obcykane dosłownie wszystkie na Gdyni, już patrzeliśmy nawet w tych apartamentowcach, ale jak matka zobaczyła je w środku, to po prostu szok, mieszkanie za 700tys do remontu. Naprawdę, wszystko zrobione na odwal, trzeba jeszcze dużo kasy włożyć, aby móc się wprowadzić. Nie było tam nic, dosłownie NIC prócz beznadziejnych okien i drzwi wejściowych. W życiu bym takiego mieszkania nie kupiła. Także jesteśmy w kropce. A jutro się okaże, czy w ogóle mam czegoś szukać czy nie. Ojciec pewnie się nie zgodzi.



[14]19 września 2011 @ 19:44


Nie zaliczyłam finansów jak pozostałe 107 osób.
Ten facet jest nienormalny!
Co ja niby mam mu jeszcze napisać na tym egzaminie???

Jak nie zdam poprawki to rzucam te studia i zajmę się czym innym. Za dużo sobie oni wszyscy pozwalają.

edit 9:42 wtorek
Facet nas wzywa jutro do siebie, ciekawe jaki ma argument, że przepuścił tylko 13 osób. Po*ebany i nic więcej.

edit 13:03 środa
Finanse zaliczone -,-


[7]22 września 2011 @ 16:53


Już jestem po statystyce, wszystko podyktowała mi kumpela przez smsy, także mam nadzieję, że facet to zaliczy, a tak na marginesie siedziałam w pierwszej ławce i czekaliśmy na tego idiote 2 godziny, bo myślał, że piszemy później. Ładnie.

edit 19:13
♪♪♪
♪♪♪♪
♪♪♪♪♪
♪♪♪♪♪♪

[2]25 września 2011 @ 18:44


Kogo ja próbuję oszukać, nie uczyłam się i nie zdam.

[4]26 września 2011 @ 20:08


Jutro o 16 mam rachunkowość. Nie wiem co zrobię jeśli nie zdam. Nie uczyłam się wystarczająco dużo. Strasznie się boję.

[13]27 września 2011 @ 18:22


Dopiero co weszłam do domu i w zasadzie jestem załamana. Babka na zbóju dała mniej czasu - 45 min, walnęła takie rzeczy, że bania mała, a pisało nas jakieś 80 osób. Wyniki jutro o 13, także zobaczymy czy zdam. Nie jestem tego tak do końca pewna. Niby się uczyłam, ale jednak nie wystarczająco.

[7]28 września 2011 @ 16:20


Nie wiem jak to się stało, sama jestem w szoku, ale zdałam. Na 3-, ale to nie jest istotne, ważne, że zaliczone! Także jutro piszę egzamin, za chwilę zabieram się do nauki, jak to zdam to będę świętować przez tydzień.
No i oczywiście dziękuję, że trzymałyście kciuki, ale po części jestem zdania, że głupi ma szczęście :P

edit
Właśnie się dowiedziałam, że ktoś wczoraj z mojej miejscowości wygrał 28 mln w lotka i to nie była ja ;((

[11]29 września 2011 @ 19:19


Egzamin - porażka. Zaczęło się od tego, że babka dała nam złe testy, a ja miałam zawał na miejscu, bo nic nie wiedziałam, ktoś zagadał i wtedy nam zamieniła. Żeby zaliczyć trzeba mieć 10 zadań dobrze. Sama teraz nie wiem jak mi poszło, bo jak wyszliśmy z sali to tylko słyszałam, że to mam źle, tamto mam źle i tyle. Wcześniej dostałam okres i od rana umierałam do godziny 14, bo nie miałam tabletek, jedna kumpela się zlitowała i poleciała po apap extra i przeszło mi po 3 tabletkach. Jestem bardzo jej wdzięczna, bo inaczej nawet nie napisałabym tego egzaminu.
Tak w ogóle to dzwoniła do mnie mama i powiedziała, że jest w stanie załatwić mi oddział w szpitalu. Normalnie tak się cieszę, że w końcu zrobią mi wszystkie badania, bo dosłownie umierałam śmiercią naturalną na coś czego sama nie potrafię nazwać. Wszyscy straszą mnie guzem, uwierzę po badaniach. Tymczasem strasznie się stresuję tym egzaminem, bo gdybym go nie zdała to chyba podetnę sobie żyły, zwłaszcza, że ćwiczenia mam zaliczone. A tak poza tym to muszę wybrać przedmioty specjalnościowe i przedmioty innych specjalności. To nic, że nikt nam nie powiedział o co w nich chodzi i wybiera się na chybił trafił i trzeba je wybrać na następny rok też. To nie jest ważne. Yhh, nie zasnę dziś.

edit piątek 10:13
Jakby tego było mało w nocy nie mogłam oddychać, poszłam do matki i powiedziałam, że mam spuchnięte gardło, a ona na to, że nic mi nie jest. Dziś byłam u lekarza po zwolnienie z basenu, po leki i chciałam, żeby zajrzała mi w gardło. Okazało się, że to angina. Cały czas się boję. W nocy miałam najczarniejsze myśli, układałam sobie nawet list pożegnalny. To chyba jest to czego bym nie chciała. Z jednej strony dobrze wiedzieć co dolega człowiekowi, ale z drugiej, no nie wiem. Kiedy spytałam się lekarki czy ta choroba może być wrodzona czy też nabyta, odpowiedziała, że tak i wtedy spojrzała na mnie z politowaniem i skomentowała słowem "niefajnie". By całkowicie się wyleczyć potrzebna jest operacja - i nie mam na myśli mojego gardła.

[8]30 września 2011 @ 18:46




I to by było na tyle :P

© joliment