[10]1 września 2010 @ 14:27


63. Są tacy, którzy uciekają od cierpienia miłości. Kochali, zawiedli się i nie chcą już nikogo kochać, nikomu służyć, nikomu pomagać. Taka samotność jest straszna, bo człowiek uciekając od miłości, ucieka od samego życia. Zamyka się w sobie.
Przejrzano mnie. Kumpel wczoraj w dwie godziny powiedział mi jaka jestem. W samych negatywach. Trzy razy miałam łzy w oczach. Nie wiedziałam, że jestem taka okropna, bardzo mnie bolały jego słowa, ale nie byłam w stanie nic wykrztusić. Nie wiedziałam, że prawda może aż tak boleć. Nie miałam pojęcia, że inni mnie tak widzą. Jestem negatywnie nastawiona do innych, zawsze na "nie", czekam, aż ktoś pierwszy wyciągnie do mnie rękę, nigdy nic mi się nie podoba, nigdy nie mam humoru, zawsze winny jest cały świat, tylko nie ja. Nie powiem nic na swoją obronę, bo taka jest prawda, ale starałam się zamaskować to, ale jednak moje zachowanie da się zauważyć. Okłamałam go, że to przez to, że nie potrafię nawiązać kontaktu z ludźmi, pff, potrafię podejść do nieznajomego i zagadać. Tu chodzi o to jak wyglądam, ale co ja będę mu tłumaczyć? Mam wielki problem z moim ciałem i jedzeniem, nie lubię, gdy ktoś mnie fotografuje, a co gorsza krytykuje. Kiedy wróciłam do domu to od razu się popłakałam, zaczęłam myśleć, kto jeszcze widzi mnie tak jak on? Ale po jakimś czasie doszłam do wniosku, że dobrze zrobił, że mi o tym powiedział, bo dalej bym żyła w takim zamknięciu. Od tamtej pory zamieniłam słowa "nie", "nie wiem", "nie chcę" na "tak", "spróbuję", "dam radę". Nie ma nic gorszego kiedy wszyscy cię widzą w negatywnym świetle.

edit.
Po dłuższym zastanowieniu doszłam do wniosku, że nie jestem taka jak on mi powiedział, wtedy miałam zły dzień, dowiedziałam się, że moi rodzice sprzedają dom i się rozchodzą. Miałam doła jak nie wiem, a on to odebrał jako obrazę majestatu i pojechał po mnie. W krytykowaniu on jest pierwszy, szkoda, że nie widzi wad u siebie, tylko wytyka je innym.

[2]9 września 2010 @ 21:35


64. Tylko nic mi nie obiecuj. Obietnice są dla dzieci, pierwszych miłości i przyszłych samobójców.
Czas leci, leczy rany, nic się nie dzieje, a ja zamulam. Myślałam, że jak przestanę go widywać to coś zmieni, ale myliłam się. Nie mogę o nim zapomnieć, no nie potrafię. Póki co nie chcę o tym myśleć. W ogóle nie chcę myśleć, myślenie to same problemy. A teraz na dodatek moi rodzice cały czas się kłócą. Przez to wszystko matka się na mnie wyładowuje i traktuje jak służącą. Już mnie to wkurza, ale niedługo zacznie się szkoła i odetchnę. Ten miesiąc muszę jakoś przeżyć. Tak w ogóle ostatnio byłam na zakupach i wydałam moją prawie całą wypłatę. Kasa w sumie jak kasa, raz jest, a raz jej nie ma. Poza tym bardzo długo nie stałam na wadze, tak strasznie się boję, mam wrażenie, że utyłam, chociaż a propo tych zakupów, kupiłam ubrania o rozmiar mniejsze, także już sama nie wiem. Ale jednak to co widzę w lustrze mnie przeraża. Coś muszę zrobić, bo tak być nie może.

[3]17 września 2010 @ 23:00


65. Nie wiem co czuję, co myślę, a nawet do kogo i czego tęsknię. Totalny mętlik. Rozsypane puzzle, a ja nawet nie wiem, czy mam ochotę i siłę cokolwiek układać.
Nie wiem od czego zacząć, wszystko się wydaje tak mało istotne. No to może od początku. Dostałam okres, czuję się jakby potrącił mnie autobus, jestem rozdrażniona co za tym idzie - wszystko mnie denerwuje. Ale to chwilowe, poza tym mam dobry humor, otóż mój pokój już jest cały umeblowany i odpicowany tak jak chciałam. Co do facetów, dałam sobie z nimi spokój, muszę najpierw zająć się sobą - czyli schudnąć. Rodzice dziś znów mi zrobili wykład, że wyglądam jak prosiak. Już nie chce mi się im tłumaczyć, że przez tarczycę jest jak jest. Dlatego zaciskam pasa i im pokażę, że mogę być chuda, obojętnie za jaką cenę. Będzie tak jak kiedyś. Tymczasem muszę znosić to wszystko co się dzieje naokoło mnie, co niekoniecznie jest pozytywne.

[3]29 września 2010 @ 12:22


66. Ta księżniczka nie mieszkała w odległym zamku, nie chronił jej smok ani nie trzeba jej całować by się obudziła. A mimo to księcia wciąż brakowało...
Moje życie to pasmo niekończących się porażek. Ale teraz stwierdziłam, że nie będę się przejmować innymi. To jest moje życie i będę robiła co mi się podoba. Do tej pory nie mogłam wychodzić ze znajomymi, bo musiałam się uczyć, nie mogłam chodzić na imprezy, bo jestem za młoda, bo trzeba posprzątać w domu, zająć się bratem, zrobić obiad, zakupy. Co ja do cholery jestem?! Nic nie mogłam, kompletnie NIC! Powiedziałam dość, jestem dorosła i mogę sama za siebie odpowiadać. Takim początkiem była impreza pożegnalna u kumpla. Wróciłam następnego dnia rano i matka jak zwykle zrobiła mi awanturę, najśmieszniejsze było to, że chciałam wziąć prysznic, a ona do mnie, żebym nie myła się za długo bo głowe chce umyć, ja pierdolę, mamy trzy łazienki, a po drugie miała tyle czasu by się umyć. Tak poza tym teraz cały czas wygarnia mi, że nic nie robię, taa, jasne. Ona cały dzień jest w pracy, a ja zapierdalam w domu jak nienormalna. No i cały czas fanzoli, że się wyprowadzi, dla mnie to nie problem, ale ojciec teraz bez pracy został, więc będzie problem z utrzymaniem domu, najwyżej będę się uczyć i pracować. No a propo nauki w sobotę mam rozpoczęcie, a od wtorku zaczynają się zajęcia na uczelni. W poniedziałki ma być basen, ale załatwię sobie zwolnienie, po co mam jechać taki kawał tylko na 45 minut, by się w basenie popluskać? Te dwie wanny w domu mi wystarczą. No nic, także teraz zaczynam nowe życie, będę robić to na co nigdy nie mogłam sobie pozwolić. Już mi to wszystko zwisa. Czas pobyć nastolatkiem.

© joliment