[10]9 sierpnia 2013 @ 21:11


Wczoraj wróciłam z Kostrzyna. Woodstock był niesamowity, jednakże pogoda tragiczna - ponad 40 stopni w słońcu - nie da się żyć... No nie da. Ale wrażenia ogólnie super :)
Ogółem spędziłam tam 9 dni, odwiedziłam całą chyba rodzinę Pani Tereni, jej teść zaoferował się, że będzie moim dziadkiem skoro ja nie mam żadnego :) Znam go od lat - wspaniały człowiek.
Było tak jak rok temu czy dwa lata temu. Teraz się upewniłam - wakacje bez Woodstocku to nie wakacje.
Z pracą krucho. W sumie dostałam jedną, ale dojazd tak fatalny, że niestety musiałam zrezygnować. Szukam dalej!
Matka wciąż po mnie jeździ. Dziś znów doprowadziła mnie do płaczu - 1:0 dla niej.
Gdyby nie MN moje życie nie miałoby kolorów.

[6]15 sierpnia 2013 @ 12:34


Jak już jest praca i to taka jaką bym chciała, to albo w chuj daleko, albo za takie grosze, że nawet na bilet mi nie starczy. Jutro kolejna rozmowa, mam nadzieję, że już ostatnia. Boże zlituj się nade mną.
Z matką? Bardzo, bardzo, ale to bardzo różnie. Raz awantury bez poparcia, raz burze bez kompletnego sensu, raz cisza nie wiadomo skąd. Jestem kobietą, ale nie taką! Zero w ogóle jakiegoś stabilnego podejścia do życia. Ponadto wciąż ma jakieś "ale" do MN - a to nie ma pieniędzy, a to nie ma pracy. Taak. Ciężko mieć dom, pracę i samochód w wieku 20 lat.
Jest mi strasznie przykro, że moja matka patrzy na wszystko i wszystkich przez pryzmat pieniędzy. Myśli, że jak ktoś ma jej więcej to na pewno jest porządnym i zaradnym człowiekiem. Aż mnie cholera bierze. Gdyby chociaż miała rację, ale to co ona mówi nie ma w sobie choć krzty logiki. Powiecie, że nie mam jej słuchać, ale ona przychodzi do mnie, każe, tak, każe wysłuchiwać jej, patrzeć prosto w oczy i wymusza na mnie odpowiedź popierającą jej gadanie. Jeśli nie będę słuchać to grozi, że w cale nie będzie ze mną rozmawiać. Oszaleję z nią. Naprawdę.

[7]18 sierpnia 2013 @ 10:27


Jest jak zwykle beznadziejnie. Wykańczam się psychicznie.

edit.
Coraz częściej się zastanawiam dlaczego mnie to wszystko spotyka. Czy istnieje jakiś bóg, który na to wszystko patrzy i ma na to jakikolwiek wpływ? Jeśli tak, to czemu nic z tym nie robi? Pozwala by dobrych ludzi spotykały tak gorzkie i smutne rzeczy? Niby to od nas zależy co się z nami stanie, jednakże na to wszystko mają wpływ czynniki zewnętrzne, od których jesteśmy uzależnieni i chcąc nie chcąc to one w dużej mierze mają wpływ na nasze życie. Szczerze mogę stwierdzić, iż w ciągu ostatniego roku przeszłam o wiele więcej, niż nie jeden dorosły w ciągu całego swojego życia. Nie chodzi o to by się użalać nad sobą, bo nie jedna osoba nie poradziłaby sobie z tym, ale naprawdę nie potrafię zrozumieć co to wszystko miało na celu. Zniszczyłam sobie życie, zdrowie i w imię czego? Od tamtej pory wszystko się za mną ciągnie, na dobrą sprawę "rodzina" nie ułatwia mi niczego - jeszcze bardziej się na mnie wyżywa, rozpamiętuje i pomiata, bo wie, że już nie mogę się postawić. Ten most już spaliłam. Myślałam, że może chociaż kuzynka mi pomoże z pracą, wie, że potrzebuję jej, jednakże cóż, zawiodłam się. Wiem, że jeśli sama sobie nie pomogę, to nikt tego za mnie nie zrobi. Jestem skazana na siebie. Niestety już sobie z tym nie radzę, nie mam tej siły co wcześniej. Mam wrażenie jakbym stała nad przepaścią i jedynym wyjściem byłby skok w nią.

[7]20 sierpnia 2013 @ 10:35


Huśtawka, totalna huśtawka... Nie odnajduję się w tym wszystkim, kompletnie. Nigdy nie wiem czego mogę się spodziewać.
Teraz puszczam wszystko mimo uszu, denerwowanie się nie ma sensu. Awantura tak czy tak będzie.
Z tego wszystkiego znów zabrałam się za ćwiczenia, jakoś trzeba rozładować emocje.

[14]22 sierpnia 2013 @ 17:07


Dziś była u mnie moja KK. Jestem pełna podziwu dla niej i jej nerwów na jej byłego. Facet nie dość, że ją okłamywał od początku znajomości to na dodatek ją okradł i nie była to mała suma. Skąd Ci faceci się biorą? Wiedziałam, że od pewnego czasu ma pecha co do mężczyzn, ale żeby jeden po drugim? Najpierw zdrada, potem kłamstwo i kradzież? To trzeba być zwyrodnialcem by tak potraktować wartościową osobę.
Sama jestem w szoku, że spotkałam mężczyznę, który by sprostał moim wymaganiom, a także mojej mamy - ale ona zawsze znajdzie coś co jej się nie będzie podobać - czytaj "zbyt" chudy XD
Myślałam, że po MF nie znajdę nikogo, albo po prostu nie będę w stanie pokochać czy też zaufać. Swoją drogą ostatnio przypomniało mu się o moim istnieniu i zaczął mnie przepraszać i nawiedzać, bo chce "porozmawiać". Pfff no cóż, optymista. Myślał, że po tych miesiącach będę chciała do niego wrócić??
W domu dalej różnie. Wyzysk level: hard.

[6]23 sierpnia 2013 @ 15:37


Bo to wszystko jest jakieś nie takie jak być powinno. Chcę czegoś, ale sama nie wiem czego. Teraz brzmię jak kobieta? Huh. Czuję się beznadziejnie, jakby cały świat mnie opuścił i zgasło światło.
Dziś kolejny popis matki, wąty o to, że żyję i oddycham "jej" powietrzem.
Chce mnie wsadzić do wariatkowa.
To kwestia czasu zanim oszaleję.

[7]24 sierpnia 2013 @ 19:27


Niczego bardziej nie pragnę, jak być niewidzialną.

[11]26 sierpnia 2013 @ 19:43


Co mnie żywi, niszczy mnie.

[10]29 sierpnia 2013 @ 10:17


Wczoraj byłam na Assessment Center w H&M. Oprócz mnie były jeszcze 3 dziewczyny. Kazano nam ułożyć pudełka z naklejkami by głosiły jakieś tam hasło. To trwało 10 minut, w ciągu tego zadania kazano nam zmienić na dole pudełka z niebieskimi gwiazdkami, bo niby taki był "odgórny" rozkaz. Następne zadanie trwało również 10 minut i musiałyśmy wieszać ubrania na wieszakach i układać na stole a w tym samym czasie dostałyśmy kartkę z pytaniami i musiałyśmy na nie odpowiadać. Na koniec usiadłyśmy w kółku i musiałyśmy przeprowadzić dyskusję na tematy podane na kartce i co byśmy zrobiły w zaistniałych sytuacjach. Istny wyścig szczurów. Jedna babka non stop zabierała głos, a, że miała jakieś 35 lat to się chwaliła swoim doświadczeniem itp. także nie dawała innym dojść do słowa. Odpowiedź mają dać czy "tak czy nie" w ciągu dwóch tygodni. Szczerze to nie wiem. Po nas była następna grupa, jakieś 10 osób, także no cóż. Jak szukają 2 osób, a przychodzi 30 to mają w czym wybierać.
Poza tym w domu byle jak. Wciąż to samo.
Teraz doszedł stres a propos ewentualnej wpadki. To chyba jakaś klątwa nade mną wisi. Jak się wali, to wszystko, nie?

[11]30 sierpnia 2013 @ 20:05


Fałszywy alarm.
Czemu teraz wszystko stało się trudniejsze? Nie powinno być na odwrót?

© joliment