[53]8 sierpnia 2012 @ 18:23


Ah jestem moje drogie. To był mój najdłuższy leniwy wypoczynek w te wakacje.
Może zacznę od początku, otóż dieta - a raczej jej brak, pierwszego (niedziela) i drugiego(poniedziałek) dnia próbowałam wymiotować, ale bałam się, Ci ludzie nie są głupi i szybko by się domyślili, także od wtorku (31.07) nie wymiotowałam w cale, niestety musiałam jeść, każdy kęs był pełen bólu i strachu. Utyłam, wiem to. Jednakże boję się stanąć na wagę, nie, to za mało, wręcz panicznie się boję. Czuję jakbym miała 5 kg więcej, brzuch mam wystający i źle się czuję. Od jutra standardowo głodówka. To był główny powód powrotu do domu, im dłużej bym tam była, tym dłużej nie mogłabym wymiotować, co za tym idzie waga by szła w górę. Ale nieważne, już wróciłam, biorę się za siebie.
Ogólnie cały pobyt minął mi idealnie, nie obyło się bez śmiesznych akcji, np. gdy prowadziłam samochód to syn rodziny tak się trzymał mojego fotela, jakbyśmy mieli zaraz eksplodować, albo raz tak się przestraszył, że razem ze mną hamował, przy czym nieświadomie przycisnął lakier i w aucie nagle pojawił się dym, no płakałam ze śmiechu dwa dni :D Co do samego woodstocku to było super, bardzo podobał mi się koncert Happysadu (na który swoją drogą tak długo czekałam), a także Elektrycznych Gitar, Machine Head, Sabatona, Goorala i wielu innych. Naprawdę było dobrze. Poza tym M1 sam z siebie dwa razy się odezwał, nawet chce się umówić. No zobaczymy co z tego wyjdzie. M2 tylko jedno w głowie, za co go zjechałam, a on i tak swoje. Ponadto pojawił się nowy M3, który jest policjantem, zapowiada się ciekawie.


Widok na dużą scenę z góry.


Koncert Happysadu.


Koncert Łowcy Kropka B (scena folkowa)


Przejazd motocyklistów główną ulicą Kostrzyna.


Kapitan Jack Sparrow ;)


[24]10 sierpnia 2012 @ 20:23


M1 przyparłam wczoraj do muru i stwierdził, że jestem dla niego tylko koleżanką.
Jutro widzę się z M3, czuję, że miło spędzimy czas, przypasował mi charakterem :)
Ponadto dziś pierwszy raz wyjechałam sama autem na miasto i przeżyłam.

I zapomniałabym, byłam u fryzjera, z długości ścięła mi jedynie końcówki, ale wycieniowała u góry, także takim sposobem mam grzywkę na bok i wyglądam całkiem całkiem.
Zmiany są potrzebne.

edit.
Niedawno widziałam się z ostatnim z M. Jest bardziej niepełnosprawny, niż sądziłam (ma coś z nogami, chodzi jakby miał porażenie mózgowe). Próbował dziś we mnie wejść, ale bez skutku, za co dziękowałam bogu. Piszcie, że jestem złym człowiekiem, bez serca, ale ja nie wiem czy chcę się w to pakować. Nic nie czułam, kiedy się całowaliśmy, kompletnie. Cholera zero uczuć. Czy ja już się tak wyłączyłam, że żadnego człowieka nie potrafię obdarzyć uczuciem?

A no tak, był M1, ale to już nie ma znaczenia.

Za dużo szukałam, chyba przesadziłam, muszę teraz odpocząć.

[14]12 sierpnia 2012 @ 21:34


Skończyłam, miejmy nadzieję, że już się nie odezwie, a ja zostanę w końcu wolnym człowiekiem.
Nie wierzę w to co napisałam, ale jednak wolę być sama. Od teraz konto mam czyste, nie ma już żadnego M.

Ponadto wysłałam CV do decathlonu, mam nadzieję, że się odezwą. W ogóle wypadałoby się zabrać za pisanie pracy i naukę do poprawki. Yhhh.

[32]14 sierpnia 2012 @ 13:47


Tak strasznie nic mi się nie chce.
W sprawie pracy nikt się nie odzywa.
Mam wrażenie, że pęcznieję.
I ten wewnętrzny ból...

[7]17 sierpnia 2012 @ 17:42


Spotykamy się z M3.
Gdyby nie matka to nie miałabym wątpliwości, ale przez nią się waham.
Nie myślę o jego niepełnosprawności, w ogóle nie biorę jej pod uwagę.
Dobrze mi z nim, ALE co ma być to będzie, nie myślę o przyszłości, już nie.
Jestem za młoda by się przejmować jutrem, chcę w końcu żyć i robić to na co mam ochotę.
CZYTAJCIE: łamać serca!

[9]19 sierpnia 2012 @ 09:55


Koniec spotykania, brat mnie wsypał, matka nie może przeżyć, że koleś jest niepełnosprawny (chodzi jakby miał porażenie mózgowe, no strasznie).
Wiem, że on nie jest szczytem moich marzeń, ale trochę się zaangażował, a takie coś trzeba przerwać, chciałam tylko się trochę zabawić.
Wczoraj pierwszy raz paliłam zioło i pierwszy raz miałam tak wyjebane, we wszystko, że aż jestem w szoku. Wiadomo, wróciłam do domu to dostałam takie opr, że heh nie chcę już do tego wracać.
No powoli powinnam zabierać się do nauki, ale mogę po drodze zaszaleć ; )

edit.
Nie tak miało być, no nie tak.
W rzeczywistości wychodzi zawsze inaczej...

[5]20 sierpnia 2012 @ 16:54


Pogubiłam się w tym wszystkim...
wymaż, wymaż, wymaż!

[10]22 sierpnia 2012 @ 20:43


Przed chwilą wróciłam od mojego MF (M3) z imienin jego mamy. Było naprawdę pozytywnie. Nigdy nie widziałam tak sympatycznej i zgranej rodziny, na dodatek tak otwartej. Widzę ogromną różnicę, gdy wracam do domu, no bez porównania. Chciałabym u niego zostać. Tam czuję się normalnym człowiekiem, nikt po mnie nie jeździ, nie obraża, nie wykorzystuje. Wszystko staje się przyjemnością. On sam traktuje mnie jak księżniczkę, nie sądziłam, że tak się da. Wcześniej byliśmy u jego 92-letniej prababci - niesamowita kobieta. Szczerze powiedziawszy to momentami miałam łzy w oczach. Moja „rodzina” to normalna patologia. Widzę ile straciłam przez te 21 lat. Ale czekam tylko aż skończę studia i się wyprowadzę, nie wiem za co i gdzie, ale nie będę dalej się wykańczać psychicznie. Poza tym mój MF już mi zapowiedział, że zdarzy się tylko jedna akcja to przyjeżdża, pakuje mnie i zabiera do siebie. Chciałabym tego póki co uniknąć, niech tylko zrobię licencjat, potem już nic mnie nie interesuje.

[5]23 sierpnia 2012 @ 18:19


Nie ma na świecie nikogo bardziej niezdecydowanego ode mnie.

[6]24 sierpnia 2012 @ 17:02


Najlepszy sposób by poprawić sobie humor? MONTAŻ!




[Monting, montaż - palenie marihuany w lesie]

[10]25 sierpnia 2012 @ 12:17


Nie paliłam jednak. Zrobiłam to z nim. Nie czuję kompletnie nic w związku z tym. Matka zabrania mi się z nim widywać, a co dopiero coś więcej. Jestem wyprana z uczuć. Czuję, że ten związek jest błędem. Złamię mu tym serce. Co robić?

A co jeśli wpadliśmy? [Tu już nakręciłam pełnometrażowy film, w którym widać jak rośnie mi brzuch]

[16]26 sierpnia 2012 @ 10:13


Trochę myślałam nad tym co tu napisać. Robię to już niemalże codziennie, chyba potrzebuję kogoś by mnie wysłuchał i powiedział, że będzie dobrze.
W ostatnim czasie moje życie wywróciło się do góry nogami, nie poznaję go jak i siebie (tak Kriss, masz rację, nie jestem sobą).
Nie wiem w imię czego, gdzieś po drodze zgubiłam wartości, o które tak wcześniej walczyłam. Teraz w zasadzie nic z tego nie ma sensu. Popełniłam masę błędów, z których nie umiem się wydostać, grzęznę coraz bardziej. Czy czas to rozwiąże? Szczerze powiedziawszy to nie wiem, nie mam zielonego pojęcia.
Mam wrażenie jakbym stała na samym środku belki zawieszonej nad przepaścią, a widok w obie strony jest tak zamglony, że sama nie wiem czy iść w lewo czy w prawo, cofnąć się też już nie będę mogła. Czy to wszystko jest warte zachodu?




Matka wzięła telefon i przeczytała wszystkie smsy. Więc jeśli znów się do niego odezwę to mam się wynosić z domu. Zabrała mi wszystko i powiedziała, że już nigdy nic nie dostanę. O całej sytuacji dowie się reszta rodziny. Szczerze to nie wiem co robić. On chce mnie wziąć do siebie, ale z drugiej strony to jest moja matka, zostawiając ją pokazałabym, że ktoś inny jest od niej ważniejszy. Dziewczyny, nigdy nie byłam w tak czarnej dupie co dziś.



[14]27 sierpnia 2012 @ 14:12


Nie wiem czy to dobre wyjście czy też nie, ale jutro się wyprowadzam. MF załatwił mi mieszkanie, jestem na etapie szukania pracy.
Już tak dłużej nie wytrzymam. Wszyscy sądzicie, że to jest istny terroryzm ze strony mojej matki. Owszem, jest.
To się nazywa przemoc psychiczna w rodzinie. Dosyć się nacierpiałam. Nie mam więcej siły.
Wiem, że prędzej czy później zostając tu coś bym sobie zrobiła, tak jak wcześniej.



© joliment