[2]1 sierpnia 2011 @ 13:55


125. I can cry, but where would that get me?
Właśnie wróciłam z zakupów, za chwilę idę robić obiad, a potem się spakuję i jedziemy. W sumie nie mam zbyt wiele czasu by się tu rozwodzić, ale powiem wam jedno, otóż prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, a raczej wychodzi na jaw, że takowi nie istnieją. Dużo się nauczyłam w ciągu zeszłego miesiąca, wiem, że mogę liczyć tylko na siebie, a moi "przyjaciele" mają mnie szeroko i głęboko, liczą się tylko imprezy i chlanie - trzeba nazwać to wszystko po imieniu. Także udaje mi się uciec od tego na tydzień, jak wrócę to zobaczymy co dalej. Póki co czekają na mnie naleśniki. Poza tym bardzo się cieszę, że dziś jedziemy, fakt, że nocnym pociągiem bez rezerwacji, matka panikuje, jakby mogła to by zaopatrzyła mnie w gaz pieprzowy i inne cuda. No cóż, jakoś to będzie, tym razem nie jade sama, także luz. Nie wiem, kiedy się tu odezwę, mam nadzieję, że dopiero po tygodniu - chcę odpocząć od komputera i telefonu. W zamian za to będę robić zdjęcia, które później tu wstawię :) Także trzymajcie się ;*

[1]10 sierpnia 2011 @ 10:21


Było fantastycznie, w sumie mogłabym zostać dłużej, ale ojciec wyjechał, matka do pracy a pies sam w domu. No, ale zacznijmy od początku :D

Poniedziałek (1.08)
Godzina 20:23, pociąg specjalny do Kostrzyna nad Odrą ruszył z Gdyni Głównej. Mieliśmy to szczęście, że wagonów było więcej, ludzi mniej, a sam pociąg był piętrowy :)



Na nasze nieszczęście okazało się, że bilet, którym się poruszaliśmy był "zły" i trzeba było dopłacać, ponieważ to była linia specjalna, a nie zwykłe inter regio, w sumie to były grosze, ale sam fakt - kobieta w kasie - zero doświadczenia.
Jak na normalnych ludzi przystało byliśmy zmęczeni, ale brat wziął sobie do serca, że w kolejkach "kroją" i trzeba być czujnym - nie przysnął ani na moment.

Wtorek (2.08)
Godzina 6:24, wysiedliśmy na górnym peronie w Kostrzynie, przywitali nas starzy sąsiedzi, którzy mieszkali koło nas parę lat temu w bloku. Pojechaliśmy do domu, sąsiadka pojechała do pracy, a my położyliśmy się spać.
Gdzieś koło 14 chyba wstaliśmy, zrobiliśmy obiad i pojechaliśmy do rodziców pani T. (żeby tam dojechać przejeżdża się przez park krajobrazowy Ujście Warty), potem zaś zajechaliśmy na chwilkę na woodstock zobaczyć co się dzieje. Ludzie dopiero się zjeżdżali, scena nie była ukończona i nie było większości straganików.





Środa (3.08)
Tego dnia sprzątałam, chłopaki grali na konsoli i kompie na zmianę, potem jeszcze jechaliśmy na zakupy bodajże, do rodziców pana A. i jak wróciliśmy to poszliśmy na ognisko do pana M., siedzieliśmy tam dosyć długo. Było sympatycznie, na koniec poprzyklejałam się do pianek :D Już więcej ich nie zjem z ogniska - sam cukier :P Niestety nie mam zdjęć.

Czwartek (4.08)
Godzina 19:34, dostaliśmy się na pole koło sceny. Nie było wiele ludzi, tak ok. 500 tys. (uwierzcie to było nic w porównaniu co działo się ostatniego dnia podczas koncertu Prodigy)

Tego dnia przeszliśmy całe pole, straganiki i wszystko wszystko, ale pierwsze co to na wejściu zobaczyliśmy:


Wcześniej dziewczyna przed nim skakała w samych stringach ;)


Ludzie w błocie potrafią się bawić, gdzieś nawet widziałam piłkę.


Tego komentować nie trzeba ;)


A to jest bożek Hare'go Kryszny - ludzie z tej religii przyjeżdżają na woodstock co roku i mają o takie gówienko :D


Tu z kolei sobie tańcują, a muzyka naprawdę spoko, wpada w ucho i ciężko jest stać i nic nie robić. ♪


A ich jedzenie jest po prostu mega. Ludzie stali w długich kolejkach, by coś kupić. Tak na marginesie to oni wszyscy są wegetarianami.


Ten pan (z Ameryki) tłumaczył zasady ich religii.


Ci państwo zbierają na piwo (jak większość tam, bardzo mało oryginalny pomysł, później zobaczycie dlaczego :D)


Widok na główną scenę z góry.


To scena folkowa - zespoły, które tu grają, jeśli wygrają złotego bączka (jak np. Arka Noego) mogą zagrać na dużej scenie.


To zobaczyłam przy czyimś namiocie:D


To wokalista zespołu Donots - naprawdę dali czadu.


Aaaaaaa! Kocham go! Tak przy okazji to Zebrahead ♪ i czekałam do godziny 23 by ich usłyszeć :D Stałam tuż pod sceną, zero powietrza, ale jakie wrażenia :D


Gitarzysta zespołu Zebrahead, też uroczy :D


Piątek (5.08)
Tego dnia nie szliśmy na woodstock - nie było interesujących mnie zespołów, także zostaliśmy w domu, a raczej w basenie :D Siedzieliśmy w nim jakieś 4 godziny, czas szybko zleciał.

Sobota (6.08)
Tego dnia grało kilka interesujących mnie zespołów, w zasadzie przyszłam tylko na nie :)


Jak byliśmy na miejscu to na dużej scenie grał Enej - wypromowany przez Owsiaka.


No i ludzi było więcej.


Oni na bębnach również dali czadu. ♪


Tym panom należy się duży plus za oryginalność - zbierają na ubrania ;)


Po drugiej stronie przystanek Jezus :D


A tu wokalista zespołu Airbourne, też byli świetni, a zdjęcie nawet fajnie mi wyszło :)


Jak wyżej.


Tego dnia grało jeszcze Prodigy, przed którym była godzinna przerwa - zażyczyli sobie barierek pod sceną, które sprowadzono dla nich z Francji, długo montowali sprzęt, ale dali radę.

(W trakcie godzinnej przerwy staliśmy przy barierkach koło "jeżdżącej" kamery i nagle patrzymy z panem A. a tu Owsiak, dosłownie szedł i otarł się o nas :D byliśmy w sumie w szoku, pan A. zdążył go dotknąć, a w drodze powrotnej zrobił mu zdjęcie, niestety zamazane.)

Jednak taka scena nie jest przystosowana na taką muzykę. To znaczy mam na myśli nagłośnienie, Ci co grali tu rocka, reggae dali radę, ale muzyka elektroniczna zmieszana z techno nie wypada tu najlepiej. Nie było za bardzo słychać efektów, ale było fajnie.
Do domu, a raczej do samochodu szliśmy z buta. Samochód mieliśmy parę km od sceny, chyba 5 będzie. No i w domu byliśmy po 2 w nocy.
Spaliśmy do 12.

Niedziela + Poniedziałek + Wtorek (7-9.08)
Niedzielę odsypialiśmy i odwiedziliśmy kolejno wszystkich rodziców, w poniedziałek oglądaliśmy filmy i w sumie tak nam zleciało. Był ładny zachód słońca.




A ten piesek dotrzymał mi towarzystwa :)


We wtorek o godzinie 11.24 mieliśmy pociąg z Kostrzyna do Szczecina, potem zaś o 14.08 z Szczecina do Wejherowa. Nie lubię pociągów powrotnych.
W Wejherowie zamówiliśmy taksówkę, wróciliśmy do domu i znów jest po staremu.
W przyszłym roku postaram się załapać na pokojowy patrol :)



[1]16 sierpnia 2011 @ 11:30


127. You build up hope but failure's all you've known.
Nie wzięłam się jeszcze za naukę, szukam wciąż pracy i chodzę wkurwiona. Matka każdego dnia dolewa oliwy do ognia, wiecznie jakieś pretensje, oskarżenia i kłótnie nie wiadomo o co. Mam już jej serdecznie dość. Dlatego mam gdzieś wszystko, biorę resztę pieniędzy która została mi z woodstocku i wydam ją, co do grosza. Miałam to przeznaczyć na tatuaż, ale wyszło, że będę mieć go za darmo to olewam resztę. Nie będę więcej oszczędzać tylko dlatego, że matka żałuje nam kasy. Na dodatek 1/3 przeznaczyłam na książki dla brata, jedno szczęście, że ja nie potrzebuje. Także dziś przestałam się nią przejmować. Za dużo sobie pozwalała przez te wakacje, a ja się nie dam. Też jestem człowiekiem.

edit 15:16
No więc 2/3 pieniędzy wydałam w aptece, a resztę przeznaczyłam na zeszyt i lody czekoladowe - wiadomo one zawsze poprawiają humor. Matka jakiś czas temu dzwoniła i chyba na "załagodzenie" sytuacji kupiła mi buty. Nie dam się przekupić.

edit 16:30
Tak na marginesie znalazłam fajną stronkę -> klik tutaj.

[3]17 sierpnia 2011 @ 15:34


Są takie momenty, kiedy każdy z nas ma dość... dość krzyczących wiecznie rodziców, dość wysłuchiwania z ust mamy swoich wad, dość deszczu, dość upałów, dość łez wycieranych nocą w poduszkę, dość samotnych spacerów ze słuchawkami w uszach, dość wszystkiego. Wtedy najchętniej wybieglibyśmy z domu pakując w torbę portfel, prince polo, butelkę z mineralną wodą i ucieklibyśmy na dworzec czekając na pociąg do wiecznego szczęścia. Na pociąg do miejsca gdzie nikt nas nie zna, gdzie można by było ułożyć wszystko od nowa. Ułożyć tak jak sami tego chcemy. Pojechać w miejsce, gdzie moglibyśmy być reżyserami własnego życia.



[4]20 sierpnia 2011 @ 20:48


Mam doła. To wszystko nie ma sensu. Nie zdam tych egzaminów. Nic się na nie nie uczyłam jeszcze, poza tym do pracy nigdzie mnie nie chcą. Matka powiedziała mi wprost, że to przez to, że jestem gruba. Także nigdy nie będę robić tego co lubię, bo musiałabym być szczupła, a nie jestem. Żyć nie umierać.

[5]21 sierpnia 2011 @ 20:49


130. Let's go! We can't live forever!
Tak nie miało być, no nie miało. W głowie mam mętlik, dosłownie! Tak mało czasu na zastanowienie, nie wiem co robić, no nie wiem. Boję się, że wybiorę źle, że to nie to, że będę żałować. Jestem typem człowieka, który chciałby zatrzymać krowę i sprzedać krowę. Tak się nie da. Coś muszę zrobić. A nie mam z kim pogadać. Jedna moja kumpela odstawiła mnie na rzecz klubowego towarzystwa, a druga z kolei zostawiła mnie dla faceta. Obie pamiętają o mnie albo jak coś chcą, albo jak nie mają co robić - co się nie zdarza często. Dlatego ja wrzucam na luz z ludźmi, bo z nimi nie warto.

A tu Pan, którego kocham, ubóstwiam, uwielbiam i wszystko (podobno ma wrócić w przyszłym roku na woodstock :D )




[6]24 sierpnia 2011 @ 20:57


Moje życie to porażka. Mam już dość. Szukam pracy, znów. W przyszłym tygodniu idę zrobić sobie kolczyk i tatuaż.

[7]26 sierpnia 2011 @ 13:47


132. Life isn't about waiting for the storm to pass, it's about learning to dance in the rain.
Yhh nie chce mi się uczyć. Chyba jednak studia nie są dla mnie. Ale pracy tu nie ma żadnej, także lipa. Poza tym jest strasznie gorąco, pogoda wręcz na plażę, ale ja muszę siedzieć w domu ;/
Dziś byłam w aptece i kupiłam wszystko co będzie potrzebne do pielęgnacji ucha po przekłuciu i tatuażu. Prawdopodobnie będziemy się z kumplem tatuować we wtorek :)

Takie coś chcę sobie walnąć i też w takim samym miejscu:



[12]27 sierpnia 2011 @ 10:59


133. Czekanie sprawia ból. Zapomnienie sprawia ból. Lecz nie móc podjąć żadnej decyzji jest najdotkliwszym cierpieniem. PC
Od rana sprzątam i już nie mam siły. Jest tak gorąco, że to się w głowie nie mieści, a najgorsze jest to, że nie ma czym oddychać. Gdyby był ojciec to może byśmy pojechali na plażę, ale i tego nie jestem pewna. Pewnie byśmy siedzieli w domu i kopali rów pod drenaż. Także widzicie, koniec wakacji, a ja ani razu nie byłam nad morzem. Kolejny rok z rzędu. Mam tak blisko, a jednak muszę siedzieć w domu.
Od kilku dni wstaję o godzinie 7-8. To jest okropne. Raz myślałam, że jest 10 i zagoniłam brata by wyszedł z psem, a sama się wzięłam za sprzątanie łazienki, a okazało się, że jest parę minut po 7. Nie wiem co się ze mną dzieje. Nie mogę sobie poradzić sama ze sobą. Właściwie to się poddałam. Chciałabym mieć męża, który by pracował, a ja bym siedziała w domu z dziećmi i robiła wszystko. Wtedy to byłaby przyjemność. A teraz to co robię nie ma najmniejszego sensu. Już nawet nie wspomnę, że faceci są do bani i lepiej zostać lesbijką.

[3]29 sierpnia 2011 @ 13:57


134. My life is way too short for me to spend my time around people who don't care about nothin'. Pride
Niedawno wyszły ode mnie moje koleżanki, które bardzo mnie wsparły w moim postanowieniu. Takiego czegoś potrzebowałam. Zrozumienia. Wiem, że w tym wszystkim nie jestem sama, a gdybym się przeprowadziła to to by zadziałało na moją korzyść. Nie byłabym taka nerwowa, bym się obracała w normalnym, przyjaznym otoczeniu. Wtedy życie miałoby sens. Jestem bliska powiedzenia matce, że jednak chcę studiować pielęgniarstwo. Muszę wykonać do tej uczelni tylko kilka telefonów. Grunt to pewność.
Poza tym dziś wstałam po 7 i wybrałam się na zakupy. Miałam w planach upieczenie ciasta marchewkowego no i w sumie nie wyszło tak źle. Moim kumpelom i bratu smakowało. Chyba troszkę za dużo marchewki dałam, bo gdzieniegdzie ciasto jest ciemniejsze, no ale uważam, że jest pyszne, a ten zapach mówi sam za siebie :D Oczywiście 1/3 blachy została już zjedzona.

Ciasto marchewkowe:


edit 20:38
Nie no, nie wyrobię. Rozmawiałam z matką. Nie mogę zmienić studiów, powiedziała, że nie dam rady i mam się uczyć na poprawki. A jak nie zdam to do pracy, ale i tak ma wyrzuty, że nie będę wtedy się dalej uczyć (teksty w stylu: gdybym była młodsza to bym poszła na studia; teraz te studia to jest pikuś w porównaniu co było 30 lat temu).
Mam już dość, na dodatek czyta wszystkie moje smsy. Na kompie pozakładałam hasła, żeby nie weszła tam gdzie nie powinna. Ja nie wiem co to będzie.
Ale stwierdziłam, że jednak muszę uciekać z domu, bo się psychicznie wykończę. Nie zdam egzaminów i idę do pracy, jakiejkolwiek.

[5]31 sierpnia 2011 @ 16:32


135. Skoro nie można się cofnąć, trzeba znaleźć najlepszy sposób, by pójść naprzód. PC
Moi drodzy, jak bunt to bunt! Niedawno wróciłam od S. który zrobił mi mój pierwszy (ale nie ostatni) tatuaż. Przerobił go trochę i w sumie zmienił miejsce jego położenia :D Bardzo mi się podoba, no i matka tak szybko go nie zobaczy, a co do bólu, da się przyzwyczaić, jak S. mi robił cienie to było bardziej jak głaskanie, a nie wbijanie igieł :P Także da się przeżyć :D A co do kolczyka, niestety nie miał igły (buuuu) i nie zrobił mi, ale to innym razem :D



© joliment