[8]1 lipca 2012 @ 18:06


Nie znoszę tego, kiedy nie wiem na czym stoję.
Wręcz nienawidzę, gdy traktuje się mnie przedmiotowo.

Rozumiesz???

edit.
Wymazałam, zakorektorowałam, zakreśliłam.
Nie ma Cie i jest dobrze ;]

[12]3 lipca 2012 @ 15:08


Jeszcze 5 dni.

Oczyścić umysł. Wyrzucić zbędne osoby z niego. Zacząć żyć bez nich.

[6]5 lipca 2012 @ 17:38


Jeszcze 3 (2) dni.
Już powoli umieram z niecierpliwości. Wiem, że Ty też.
Ileż można czekać???

edit.
no tak, kiedy ma się wybór to los nami tak zakręca, że zostaje się z niczym.

[26]8 lipca 2012 @ 17:23


Po prostu nie przyszedł...

Chuj z nim i resztą.

[20]10 lipca 2012 @ 17:56


W niedzielę przyjechała do nas rodzina, od tamtej pory nie bardzo miałam czas na myślenie, analizowanie czy kontrolowanie. Może zacznę od właśnie feralnej niedzieli.
To było tak, koło godziny 12 dostałam smsa z pytaniem czy na pewno się pojawię na spotkaniu, jemu zadałam to samo i obie odpowiedzi były twierdzące. Następnie poszłam na autobus, pisałam do niego, że się spóźnię 13 minut (tak jak mówiłam wcześniej), a on nic. Na miejscu czekałam na niego bodajże 20 minut, dzwoniłam dwa razy, ale się rozłączył... Wtedy wiedziałam, że się nie pojawi, po prostu stchórzył. Nie spodziewałam się. Niestety na autobus musiałam czekać jeszcze kolejne 30 minut, więc w „nadziei” okrążyłam jeszcze raz to miejsce myśląc, że może jestem w niewłaściwym? Jednak nic z tego. Wróciłam do domu, on się nie odezwał, także koniec znajomości. Po paru godzinach przyjechała moja rodzina i siedzieliśmy do północy.
W poniedziałek pojechaliśmy do starostwa odebrać moje prawko, strasznie się cieszyłam, że w końcu mogłam je potrzymać w rękach :D Potem zaś pojechaliśmy na zakupy do Fashion House'a i tam tak poprawiłam sobie humor, że szok, pomijając ceny, bo jak zobaczyłam jakie były przed obniżką, to masakra, nic bym nie kupiła, ale wracając do szoku, przymierzałam sobie mini, na początku szukałam rozmiaru 42-44, ale jak matka mnie zobaczyła z panią T. i panem A. to się śmiali, poważnie nie wiedziałam jakiego rozmiaru szukam, także okazało się, że mój nowy rozmiar to 38 i nie sądziłam, że kiedykolwiek włożę mini, tak mi się to spodobało, że tylko potem na nie patrzałam :D Kiedyś nienawidziłam zakupów, ciężko było znaleźć cokolwiek na mnie, a teraz jest inaczej, lepiej i nie wyobrażam sobie przytyć. Trochę sobie pofolgowałam jak przyjechała rodzina, owszem wymiotowałam, dyskretniej, ale jednak.
Dziś z kolei byliśmy na plaży w Jastrzębiej Górze, wiatr niesamowity, pochmurne niebo, zimna woda, ale z nimi mi się podobało, naśmialiśmy się, zrobiliśmy trochę zdjęć i wróciliśmy do domku. Czas szybko zleciał. Zjedliśmy obiad, znów wymiotowałam. Teraz mam czas na myślenie i myślę, że facet zachował się jak ostatni cham i prostak. To jest po prostu jawny brak szacunku. Owszem, było mi smutno, ale znieczuliłam się, już jakiś czas temu. Nie wiem jak to się stało i kiedy dokładnie, ale nie podchodzę do życia tak emocjonalnie jak wcześniej, może to i lepiej. Może teraz życie będzie prostsze?

[13]14 lipca 2012 @ 12:53


W środę rano bratu spadł na głowę kieliszek i ten od razu ryj wielki, że to moja wina, pani T. i pan A. patrzeli na siebie z niedowierzaniem, ale no nic ogarnęliśmy się i pojechaliśmy do Gdańska na Starówkę i ogólnie się przejść i popatrzeć, kurcze mieszkam tak blisko, a nigdy nie mam czasu by się wybrać. No nieważne. Wróciliśmy do domu koło 20, najadłam się i znów wymiotowałam. Pan A. rozpoczął odważny temat, że matka mnie i brata ogranicza, nie daje wolnej ręki i wszystko musi być tak jak ona sobie tego życzy. Bardzo się cieszyłam, że ktoś w końcu zwrócił jej uwagę, ale ona to puszczała mimo uszu, nawet dziś stwierdziła, że jej się to nie podobało, bo ona wychowuje po swojemu. Także nic z tego nie wyszło, wciąż jest jak wcześniej, matka traktuje mnie gorzej, niż zwierze, pokazuje, że jestem nikim, a jak chcę żyć po swojemu to mam się wyprowadzić. Tak zrobię, ale za rok, skończę licencjat i wtedy mam nadzieję, że szczęście w końcu się do mnie uśmiechnie i zostanę stewardessą i przestanę być zależna od rodziców, którzy cały czas mi żałują.
Rodzina w czwartek rano wyjechała, od tamtej pory się nudzę, miałam jechać do M2 ale nie miałam odwagi. Nie jestem gotowa. Poza tym dziś wraca ojciec, może pozwoli mi się przejechać autem (?) Niedawno również kosiłam trawę, ale matka wyskoczyła z ryjem, że źle to robię, więc zostawiłam kosiarkę i poszłam do domu. W przyszłym tygodniu może będę mieć dom tylko dla siebie. Z jednej strony chciałabym, ale z drugiej, nie jestem pewna co do tego z M2. Nie wiem czy traktuje mnie poważnie, a jednak to nie jest takie hop siup. Yhh

[26]16 lipca 2012 @ 11:19


Ojciec przyjechał w sobotę, wtedy też odbyłam swoją pierwszą jazdę naszą skodą. Nie było źle, ale nie czuję tego samochodu, jak dla mnie on powinien zajmować złom, a nie nasz garaż, no ale cóż. Dlatego doszliśmy do wniosku, że potrzebuję swojego autka, toteż od wczoraj oglądam sobie toyotki, w sumie już sobie upatrzyłam jedną, ale no o 3tys przekracza budżet, jednak mam nadzieję, że rodzice się na nią zgodzą, uważam, że lepiej jest dopłacić trochę i mieć nowsze autko z wszystkimi bajerami. No nie wiem, zobaczymy, jutro mam zamiar jechać i je obczaić (przy okazji z nim wrócić :D) Jak coś zamieszczę fotki :) Poza tym M1 znów sobie o mnie przypomniał i chce się spotkać, ale znając życie to tylko słomiany zapał i za chwilę o mnie zapomni. Przyzwyczaiłam się. Chociaż oczywiście mogę się mylić. Mylę się?

[24]17 lipca 2012 @ 11:42


Nie ma autka, nie ma żadnego z M, nie ma niczego.
Jak zwykle po staremu.

Chowam telefon, wyłączam gadu, nie ma mnie. Znikam.

[11]19 lipca 2012 @ 16:36


Popijając sok bananowy zastanawiam się ile może dać uśmiechu choćby jeden sms od tej osoby, która nie jest nam obojętna, a świadomość tego, że my nie jesteśmy jej obojętni jeszcze bardziej wprawia nas w dobry nastrój. Ludzie czasem nie zdają sobie sprawy, że zwykłe gesty takie jak dotyk czy też uśmiech sprawiają drugim radość, podnoszą na duchu i sami zaczynają się uśmiechać.
Po wielkiej depresji rzeczywiście wyszło słońce, za szybko wszystko i wszystkich skreślam, ale po prostu nie potrafię ufnie podchodzić do otaczającej rzeczywistości. Chyba na drugie imię powinnam mieć dystans. Niby trzeba dać życiu szansę by pobiegło własnym torem by się rozwinęło, ale mam taki głupi przycisk w głowie, który mówi kontrolować, wiedzieć na czym się stoi, być pewnym jutra, ale tak się nie da. Nie da się przewidzieć co będzie jutro, w zasadzie niczego nie można być pewnym. A może tu chodzi o coś innego? By dać sobie szansę? By zaryzykować? Wcześniej pojęcie ryzyka nie istniało w moim słowniku, czas to zmienić. Życie jest jedno, a ja nie mogę ciągle się bać. Nikt mnie nie nauczył łapać życia garściami, dlatego zrobię to sama. Spróbuję i zaryzykuję. Co mam do stracenia?

[6]21 lipca 2012 @ 12:25


Ujrzeć świat w ziarenku piasku,

I niebo w polnym kwiecie,

Zamknąć w swej dłoni nieskończoność,

A wieczność w jednej godzinie.


[12]23 lipca 2012 @ 16:40


Jakiś czas temu widziałam się z M1.
Szczerze powiedziawszy nie sądziłam, że nasze spotkanie przybierze taki obrót, nie wiem co zaskoczyło, ale w końcu było tak jak bym tego chciała. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się, on zrobił mi masaż, ja jemu, jakoś zaczęliśmy się przytulać i poszło. W końcu na mnie patrzył tym wzrokiem. Nie wiem co dalej, czy w ogóle coś będzie. Nie chcę o tym na razie myśleć, niech jest tak jak teraz. Chyba warto było czekać.

edit
czekania ciąg dalszy.
zaczyna mi to działać na nerwy.

[6]27 lipca 2012 @ 12:15


285. Men are stupid. If you forget, they will remind you.
Wczoraj byłam na plaży, przez 30 minut szukaliśmy miejsca by zaparkować, okazało się, że wszystkie parkingi są płatne, kiedyś tego nie było. W każdym razie pogoda była śliczna, niebo było bezchmurne, a fal żadnych, mimo, że to otwarte morze. Mój pies prawie cały czas pływał, ja też chwilę posiedziałam w wodzie, a tak to korzystałam ze słońca. Nie siedzieliśmy za długo, bo brat musiał iść na kurs, ale zawsze coś. Ludzi było tak hmm w miarę, jednak nie czułam się swobodnie. No, ale nieważne. Waga w końcu ruszyła, mam nadzieję, że teraz będzie tylko lepiej :) Ponadto w poniedziałek lub wtorek wyjeżdżam do rodziny na woodstock. Jednak troszkę się obawiam tego, co ja tam będę jeść? To znaczy jak ukryję, że nie jem? Nie będę mogła wymiotować, aż mam strach... No, ale pocieszam się faktem, że od tylu miesięcy to ukrywam, to czemu nie uda mi się przez tydzień?
Wczoraj rozmawiałam z M1 przez dwie godziny na skype. Rzeczywiście upewniłam się w tym, że mu na mnie nie zależy, a przynajmniej nie tak jak bym chciała. No trudno, nieważne, czas ruszyć do przodu, bez niego.

[9]28 lipca 2012 @ 19:01


Moje drogie, w związku z tym, że jednak jutro rano wyjeżdżam, to nie będę w stanie pisać. W sumie jako taki dostęp do internetu będę mieć, ale lepiej dmuchać na zimne, także odezwę się jak wrócę za jakiś tydzień, może dłużej. Przyda mi się taki odpoczynek od wszystkiego i wszystkich. Trzymajcie się! ;*

© joliment