[1]4 lipca 2011 @ 10:46


104. Flames to dust, lovers to friends, why do all good things come to an end?

Wakacje 2 lata temu pod namiotami w Wierzchucinie.


Opener daje się we znaki, nie mogę spać, a przecież to jest tak daleko! W każdym razie źle sypiam, jeżeli leżenie na łóżku i patrzenie w sufit można nazwać spaniem. Ojciec wziął ładowarkę do baterii i nie mam mp3, to tak jakby zabrano mi oczy. Bez nich nie potrafię funkcjonować i tak samo jest z muzyką. No nieważne. W piątek jadę na am po wpis z angielskiego, a raczej odpowiadać by dostać ten pieprzony wpis. Ta kobieta mnie do grobu doprowadzi, powiedziałam jej, że nie chcę już tej 5, niech wstawi mi 4 i koniec, a ona, że nie, bo mam nieobecności ;/ Pff
Ogólnie to u mnie jest hmm nudno. Czekam na woodstock, kiedy się wyrwę stąd. Poza tym powinnam się uczyć rachunkowości, ale nie mam do tego głowy. To miały być moje najlepsze wakacje, a jednak wyszło inaczej. Kumpela zostawiła mnie na rzecz nowych znajomych, (o nim już nawet nie wspomnę), do pracy nigdzie mnie nie chcą, a matka jeszcze bardziej mnie dołuje. Tak, to będą świetne wakacje.

[2]5 lipca 2011 @ 22:22


105.
"Oh, and the award for the best liar goes to you
For making me believe that you could be faithful to me
Let's hear your speech, Oh

That was quite a show
Very entertaining
But it's over now
Go on and take a bow
But it's over now"
(♪ Rihanna - Take a bow)

Czasem się zastanawiam jakby to było, gdyby moje życie byłoby inne. Mam na myśli szczęśliwsze. W innej rodzinie, innym otoczeniu. Wiadomo mogłam trafić gorzej, ale co by było gdybym trafiła lepiej? Czy bym miała blizny na rękach i na twarzy? Czy byłabym gruba? Zapewne nie. Gdybym miała kochającą rodzinę, przyjaciół, którym na mnie zależy to na pewno nie. Byłabym inna. Sądzę, że byłabym uboższa o te wszystkie doświadczenia, ale po co one mi by były potrzebne, skoro byłabym szczęśliwa? No ale niestety życie jest brutalne i trafiłam tak, a nie inaczej. Na szczęście nie jestem z Afryki i nie zostałam sprzedana za krowę czy inne zwierzę. Ale pomimo tego chyba jednak wolałabym nie przeżyć tego wszystkiego. Chciałabym nie wiedzieć, że okaleczanie powoduje ukojenie, sprawia, że zapomina się o bólu psychicznym, że wymiotowanie daje władzę nad swoim ciałem, ehh mogłabym tak wyliczać w nieskończoność. Jestem po prostu zła, niemiła, wredna, bezczelna i niesamowicie naiwna i łatwowierna. No może byłam łatwowierna. Po ostatnim razie to się zmieniło. Choć zaraz minie miesiąc to jednak zapominanie nie jest łatwe. Potrzebuję więcej czasu, o wiele więcej. Chciałabym się zamknąć w pokoju i przespać tak kilka lat, albo wyczyściłabym sobie pamięć z wszystkich okropieństw, które mnie spotkały, wtedy życie byłoby łatwiejsze. Może są jakieś sposoby, znajdę jakiegoś szamana albo nie wiem. Tonący brzytwy się chwyta.

[1]6 lipca 2011 @ 22:20


106. ♪ Can anybody find me somebody to love?


No dobrze, wczoraj mnie poniosło. Chociaż no cóż różnie bywa. W ogóle to ostatnio trochę myślałam nad moją przyszłością i postanowiłam sobie, że skończę te studia choćby nie wiem co się działo. Poza tym zastanawiam się czy nie rozpocząć kolejnych, ale to później, jak będę mieć licencjat z zarządzania. Ale to odległa przyszłość. Póki co skupiam się na nauce. W sumie nie jest taka zła jak myślałam. Chociaż mam nadzieję, że później będę robić to co lubię, a nie to do czego jestem zmuszona, ale tym będę martwić się później. Jak na razie mam dwa wrześnie i strach, że nie obejdzie się bez warunku. No ale to mnie nie zniechęca. Jakoś to będzie, wezmę się do nauki i zaliczę wszystko. Co nas nie zabije, to nas wzmocni :) No i wkręciłam się w glee jak widać :D Grunt to pozytywne nastawienie.

[2]7 lipca 2011 @ 21:28


107. I don't know where I belong, but I'll be moving on.


Byłam dziś w ośrodku zdrowia, mimo, że byłam zarejestrowana to i tak weszłam do lekarza z dużym opóźnieniem. Na dodatek się zdenerwowałam, chciałam powtórzyć wszystkie badania, bo zgubiłam ostatnie (brak słów), ale lekarz stwierdził, że nie będzie zlecać badań, bo nie widzi takiej potrzeby. Tu po prostu padłam. Tłumaczyłam mu, że źle się czuję, że chyba moje tabletki nie działają, a on jakby mnie nie słuchał, jakby w ogóle go tam nie było. No po prostu byłam w szoku. Potem wybrałam się na zakupy i wróciłam do domu i oglądałam po kolei grey's anatomy i jakieś inne seriale. Po kilku godzinach wpadła do mnie kumpela, która ni z gruszki ni z pietruszki walnęła, że idziemy jutro do klubu (?!) Podobno babcia ją oświeciła by ta sobie zaszalała mimo, że ma faceta. Mnie nie bardzo spodobał się ten pomysł. Nie lubię chodzić do klubów, jestem raczej typem domownika, albo pójdę na imprezę, ale domówkę. Kluby mnie nie rajcują. Poza tym trzeba się dorzucić na samym wejściu, nie wiadomo też czy się wejdzie, a piwo i drinki są drogie, no cóż, mogę wymieniać w nieskończoność, o! I nie mam czym wrócić do domu, ostatni autobus jest o 22.02 a pierwszy o 5.40. Amen.

[3]8 lipca 2011 @ 20:09


108. Don't say no, no, no, no, no
Just say yeah, yeah, yeah, yeah, yeah




Spodobała mi się dziś ta piosenka, zupełnie nie na temat, ale ma coś w sobie.

A tak poza tym męczy mnie jedna sprawa. Nie chcę marnować czasu na te "studia", po licencjacie wale je i idę na medycynę. Będę robić coś co mnie interesuje. Trzeba spróbować, życie jest tylko jedno.

[2]10 lipca 2011 @ 17:44


109. I don't care if u don't.
Od trzech dni nie odbieram telefonów, nie odpisuję, nie odzywam się, nie daję jakichkolwiek oznak życia. W sumie można powiedzieć, że umarłam.
Wszystko mnie przerosło. Każdy dzień jest taki sam: wstaję, oglądam filmy, wychodzę z psem, oglądam filmy, idę spać. Czasem w ogóle z łóżka nie wychodzę. No bo po co? I tak nie mam nic do roboty.
Myślałam, że to chwilowe, ale jednak nie. Wszystko co robię nie ma sensu. Kumpela mnie olała, bo jej chłopak wrócił z domków. Nie lubię takiego wykorzystywania, ale nie sądziłam, że jak on wróci to ona przestanie się odzywać.
W sumie nie robi, i tak nie była dla mnie nikim bliższym. Po co mi ma zależeć jak innym nie zależy? To tylko strata czasu. Przekonałam się już nie raz, że nie warto się angażować w żaden związek, przyjaźń czy inne paskudztwo. Chyba, że jest się niepoprawnym optymistą i wierzy się, że ludzie mogą się zmienić - a to nieprawda.
Teraz to mi już wszystko jedno.

[1]11 lipca 2011 @ 21:18


110. Somewhere over the rainbow, blue birds fly
And the dream that you dare to why, oh why can't I?

Dziś pełen relaksik. To nic, że w ulewie wracałam do domu, to nic, że żaden samochód nie zwolnił koło kałuży, żeby mnie nie ochlapać, to nic, że powinnam się uczyć na jutro.
Znów się nie odezwałam do kumpla, który myśli, że mnie porwano. Do kumpeli z resztą też nie, ale to inna historia. Nie chodzi o to, że się odosabniam, po prostu wzięłam wolne od życia i od ludzi. A może się odosabniam? Nieważne.
W weekend wraca mój tata, jest impreza i kongres. Jednak trzeba wybrać i stwierdziłam, że mam wszystko w dupie, są wakacje i trzeba szaleć. Ojciec nie będzie miał mi za złe, że wyszłam tylko na jedną noc, przecież jestem dorosła. Nie wyjeżdżam na koniec świata, to tylko Sopot.
Poza tym chciałabym jednak wyjechać na ten koniec świata. Zostanę podróżnikiem, będę robić zdjęcia dla national geographic i zobaczę kawałek świata :)



[1]12 lipca 2011 @ 21:06


111. Things will happen in your life that you can’t stop. But that’s no reason to shut out the world. - Crazy Pete, Now and Then
Rano byłam na akademii z kumplem, babka z angielskiego nas pytała, ale się nie daliśmy i mamy 5.
Po południu zgadałam się z kumpelą i obejrzałyśmy sobie "Pachnidło".
Wieczorem poszłyśmy na rower i krążyłyśmy po mieście półtorej godziny. Doszłyśmy do wniosku, że ludzi (czytaj facetów) wymiotło i taka lipa troszke.
Teraz słucham sobie muzyki i popijam pepsi. Zastanawiam się czy nie poczytać sobie jakiejś książki, albo no nie wiem. Zmęczona jestem, za wcześnie byłam zmuszona wstać :D Zrobiłabym zdjęcia, ale nie mam aparatu, ojciec będzie dopiero w sobote, więc chyba muszę wytrzymać. Poza tym rozglądam się za lustrzankami, czas zainwestować w jedną, no ale co z tego wyjdzie to nie wiem.




[3]13 lipca 2011 @ 21:26


112. Wszystkie dni stają się takie same wtedy, kiedy ludzie przestają dostrzegać to wszystko, czym obdarowuje ich los, podczas gdy słońce wędruje po niebie. - Paulo Coelho
Jutro jadę do endo, nie mam wielkich nadziei, że znajdzie się jakiś wielki środek, który w końcu da jakieś pozytywne rezultaty, ale liczę na to, że mój stan zdrowia chociaż minimalnie się poprawi. Także przygotowałam sobie zestaw pytań, tym razem nie wyjdę, póki nie dostanę na nie odpowiedzi. Tak być nie może.
Niedawno wróciłam z roweru, uzależniłam się :D Zaraz wezmę prysznic i się ogarnę. Gadałam z kumplem, którego tak skrzętnie unikałam, napisałam mu prosto z mostu, że nie miałam ochoty na rozmowę z nikim. Nie umiałam dalej mu wytłumaczyć co i jak, więc chwilę jeszcze pogadaliśmy i koniec. Jednak takie stosunki międzyludzkie, a zwłaszcza utrzymywanie ich to nie moja bajka. Skoro innych nie obchodzi to co czuję, to czemu mam to odwzajemniać? Każdy teraz patrzy tylko na siebie, a takie "obnażanie się" ze sobą, otwieranie się jest nic niewarte. Dziś już miałam powiedzieć mojej dobrej kumpeli całą prawdę o sobie, ale nie potrafiłam. Doszłam do wniosku, że nie chcę być kolejny raz zraniona, nie chcę się męczyć. Dosyć już przeszłam. Poza tym jestem świadoma, że moje relacje z ludźmi są zaburzone od jakiegoś czasu, nie są takie jak być powinny. Zamknęłam się na wszystko w zasadzie. W sumie to i lepiej. Jakoś sobie w życiu radzić trzeba.

edit.
Niewiedza jest błogosławieństwem.

[4]15 lipca 2011 @ 22:47


113. Wariatem jest ten, kto żyje w swoim własnym świecie, jak schizofrenicy, psychopaci czy maniacy. Albo inaczej: ten, kto jest inny niż reszta ludzi. - PC
Mam już dość. Zdaje sobie z tego sprawę, że powtarzam to dosyć często, ale cóż. Taka prawda.
Lekarz jak zwykle mnie zawiódł informacją o ilości nadprogramowych chorób. Nie wiem ile pieniędzy wydałam i wydam na kolejne wizyty, leki czy badania. Już po prostu załamuję ręce. Czemu moje życie tak wygląda? Od lekarza do lekarza. Ehh życie nie jest fair. Taki pijak pod sklepem cieszy się lepszym zdrowiem aniżeli ja. Gdzie tu jest sprawiedliwość?! Aż mi żal moich rodziców, bo to oni mnie sponsorują i wydają pieniądze na leczenie, które i tak jest mizerne w skutkach. Bym się nie zdziwiła gdyby padło hasło "wyjeżdżamy szukać lekarza za granicą". Tutaj brak jakichkolwiek kompetentnych, aż strach iść pod skalpel, bo jeden rutynowy zabieg może zniszczyć komuś życie. Także nie mam zaufania do tutejszych specjalistów. Każdy mówi co innego i każdy uważa, że ma rację.

Jutro przyjeżdża mój tatuś. Czas najwyższy. Ugotuję mu coś smacznego i chyba pokuszę się na upieczenie ciasta. Coś mu się należy po tych tygodniach chińskich zupek i galaretek.

Jutro również miałam iść do tego pożal się boże klubu, ale skoro przyjeżdża ojciec to mam wymówkę by nie iść. To nie moje klimaty, a w domu trzeba posprzątać. Nie zostawię ojca na lodzie, taka wredna nie jestem.
A tak nawiasem mówiąc znów mnie ludzie znienawidzą, dlatego, że się wykruszyłam. Ale to już najmniej mnie obchodzi.

Mam znów problem z kolanem, boję się, że nie będę mogła jeździć, a rower to moje życie. Glukozamina mi się skończyła, a opasek nie mogę znaleźć. Poza tym jeżdżę już dwa razy dziennie, ale i tak uważam, że to za mało. Jak da radę będę jeździć trzy razy. Ale to sama przyjemność.

[6]16 lipca 2011 @ 23:00


114. Każdy z nas żyje w swoim własnym świecie. Ale gdy popatrzysz na niebo pełne gwiazd, zobaczysz, że te różne światy zazębiają się, tworzą konstelacje, systemy słoneczne i galaktyki. - PC
No więc mój tatuś przyjechał i przywiózł ze sobą niesamowite zdjęcia. Jednak Norwegia to piękny kraj zarówno latem jak i zimą :)
Na rowerze nie byłam, moja własna matka mnie wystawiła - wiedziałam, że tak będzie. No ale moje kolano musiało odpocząć, także lepiej dla niego. Jutro będę jeździć.

Poza tym mieliśmy jechać na plażę, ale, że jest dużo roboty koło domu to jedziemy jedynie na zakupy, prawdopodobnie oglądać meble do salonu i wracamy do domu i kończymy ogrodzenie. Czyli powtórka z zeszłego roku.

Moja kumpela się rozchorowała, także i tak byśmy nie szli do klubu - lepiej dla mnie. Kurcze nie myślałam, że jestem takim domatorem, niby chcę się wyrwać, ale kiedy przychodzi co do czego to zawsze się jakoś wymiksuję. Chyba, że byłoby to inne towarzystwo, no to wtedy bym się zastanowiła.

Nawiasem mówiąc powinnam się zacząć uczyć rachunkowości i finansów, ale nie ciągnie mnie do tego - bardzo źle. Muszę jakoś zaprzeć się w sobie i zabrać się do roboty, bo będzie słabo.

A tu zapowiedziane zdjęcia z Norwegii (Fiska):










[4]18 lipca 2011 @ 19:39


115. Poza pewnymi przypadkami patologicznymi, ludzi ogarnia obłęd wtedy, gdy próbują przełamać rutynę. - PC
No i wszystko jest po staremu, ojciec wrzeszczy z byle powodu, matka nie pozostaje mu dłużna, a ja z bratem jesteśmy traktowani jak woły, które się zaprzęga do pracy. Dziś jechaliśmy oglądać meble do salonu, bowiem mieliśmy już wcześniej jedne, ale okazały się tak jakby "zepsute" - wykonanie pozostawiało wiele do życzenia, jakby były zrobione z tekturki. Także dziś znaleźliśmy konkretne meble, jutro mamy jechać i je zamawiać. No ale jak wracaliśmy zastał nas korek, ojciec z matką się przekrzykiwali, którą drogą powinniśmy jechać, ojciec rzucał różnymi słowami a to na matkę, a to na innych kierowców. Mnie było niedobrze.

Teraz jest podobnie, z tym, że chyba coś mnie wzięło, czuję się fatalnie. Nie lubię być chora we wakacje, no ale przynajmniej upiekło mi się - nie musiałam zrywać chwastów. A nasza działka dosyć spora jest i jak widzę ile zostało to, aż w głowie mi się kręci.

Pojutrze jadę do ginekologa, podobno moje przypadłości wynikają ponadto z czego innego. Sama już nie wiem, wolałabym wiedzieć od czego po prostu i zacząć to leczyć. Mam dość tej niewiedzy, matki drącej się na mnie, że to moja wina i w ogóle. Jakby to było zależne ode mnie ;/ No cóż.
Po ginekologu idę do okulisty - okulary mam za słabe i chciałabym zmienić oprawki.

Chciałam iść dziś na rower, ale mój plan nie wypalił, ledwo co ruszam się z łóżka na fotel. Cały czas trzymam się blisko łazienki na wszelki wypadek. Nigdy tak słabo mi nie było. No ale nieważne, pewnie przejdzie mi za kilka dni :)

A tu zdjęcia z Ulstein zimą:








[1]19 lipca 2011 @ 21:07


116. Tylko jedno może unicestwić marzenie – strach przed porażką. - PC
Dziś się namachałam łopatą. Rąk nie czuję. Wszystko mnie boli i padam na twarz. Matka nas olała i siedziała sobie w domu, z kolei ojciec się wyżywał na mnie i bracie i odwaliliśmy całą brudną robotę. Wiedziałam, że tak będzie. Matka mówiła, że nam pomoże, gówno prawda! Wykręciła się, że ktoś musiał obiad zrobić ;/ A te tony żwiru to co? Same się nie przesypią. Także mieliśmy z bratem zajęcie na cały dzień. Zapowiadają się takie długie dwa tygodnie. No nie dam rady, to już jest wyzysk, od rana do wieczora.

Jutro jadę do tego lekarza. Nie wiem czy się cieszyć, bo co jeśli to nie będzie to? Jeżeli jajniki mam w porządku? Chyba chcę mieć tą chorobę. Może to się wydać absurdalne, ale chcę znać powód dlaczego wyglądam tak, a nie inaczej i jak najszybciej zacząć leczenie. Chcę wyglądać normalnie, jak człowiek i tak się czuć.

Także z dzisiejszego powodu nie wyszłam na rower. Nie potrafię odróżnić rąk od nóg. Wypiłam w ciągu dnia praktycznie 4 litry wody, jestem cała spuchnięta i nie do życia. Za godzinę pójdę spać, ale wcześniej chyba wezmę jakieś tabletki przeciwbólowe, bo bolą mnie mięśnie. Au revoir!

[1]20 lipca 2011 @ 23:01


117. Lustro pokazuje prawdę; nie myli się, gdyż nie myśli. myślenie w swojej istocie jest myleniem się. - PC
Jeszcze parę godzin temu bym nawrzucała sobie na blogu, bym przeklinała i zapewniała, że już nigdy nie wrócę. Napisałabym list pożegnalny, a potem wzięłabym wszystkie pigułki pod ręką i zapiła je wódką czy innym trunkiem, nieważne jakim.
Po wściekłości nadszedł czas na płacz, zaś następnie ogarnęła mnie bezsilność, niemoc (?) tak na przemian ze smutkiem.

Jestem niewolnikiem swojego ciała.

A to wszystko po tym jak byłam u ginekologa. Czułam się dziwnie, jedno szczęście, że to była babka, bo przed facetem bym się nie rozebrała. Jak to ona ujęła: z ginekologicznego punktu widzenia jestem kompletnie zdrowa. Tu nie wiedziałam czy się cieszyć czy płakać. Nadal nie wiem co mi jest. Zleciła mi badania i tyle.
Uświadomiła mnie, że nie wrócę do starej wagi, a raczej ja to wydedukowałam z jej miny. Z resztą endo też mi mówiła, że nie wrócę do starej "formy", a dietetyk z kolei, że już taka zostanę.
Nie widzę powodu do życia. Nienawidzę siebie za to jak wyglądam. Najgorsze jest to, że nigdy nie będę wyglądać jak kiedyś. Wcześniej miałam jakiś cień nadziei, ale teraz jestem już pewna, że nie ma cudownego leku. Meridia została wycofana, także jedyny most został zburzony. Nie umiem się pogodzić z tym faktem. Matka mi wypomina, że gdybym jej wcześniej posłuchała to bym tak nie wyglądała, i ma rację, ale głupia byłam. Teraz nie da się nic zrobić.
Ehh nie chce mi się już nawet tłumaczyć. Mam to gdzieś, to wszystko, moje beznadziejne grube życie.

edit.
Zawieszam bloga. Do odwołania. Przejebałam sobie i muszę uciekać.

[2]24 lipca 2011 @ 15:12


118. No dobrze, stwierdziłam, że należą wam się wyjaśnienia.
Nie mogłam się tu pokazać przed obawą, że ktoś niepowołany to przeczyta. Nigdzie już nie jesteśmy wolni ze swoimi myślami.
Otóż w czwartek popełniłam największą głupotę życia. Napisałam smsa o matce i zamiast wysłać go do kumpeli to wysłałam go właśnie jej. Zjechałam ją i ciotkę w nim (czyt. dziwka). Tłumaczyłam, że to kłamstwo - rzeczywiście nim było, bo tak nie myślałam. No, ale matka pokazała esa ciotce i wujkowi. Skończyło się moje życie. W domu wszyscy traktują mnie jak śmiecia. Nikt nie ma prawa ze mną rozmawiać, oczywiście na woodstock nie jadę. A we wrześniu mam iść do pracy, a w październiku na studia zaoczne. Matka powiedziała, że nie wybaczy mi tego do końca życia i już nigdy od niej nic nie dostanę. Najbardziej boję się o leki, które niedługo się skończą.
Ja to po prostu wiedziałam. Wiedziałam, że coś zniszczę.
Jestem na etapie szukania pracy i mieszkania.
Moi "przyjaciele" mają mnie w dupie i zostałam z tym wszystkim sama, nawet brat jest przeciwko mnie, chociaż sam wie jaka nasza matka jest, to boi się jej przeciwstawić, bo też by miał kłopoty, taa to się nazywa solidarność - zawsze za nim stawałam, a teraz on się wypiął ;/
Teraz wiecie co u mnie. Mam szlaban w sumie na wszystko. Nie mam nawet pieniędzy by przejechać się do urzędu pracy. Wiem, że to wszystko to moja wina, ale po co to roztrząsać?

edit
Właśnie jestem po burzliwej rozmowie z matką. Było ciężko, ale cóż. Nic to nie zmieniło.
Wiem tyle, że matka już nawet mnie nie lubi. Cała rodzina widziała smsa.

Im in deep shit.

edit 2
Zapomniałam nadmienić, że jak poszłam w ten dzień do koleżanki i powiedziałam co się stało to mi się oberwało, a ona może obwieszczać całej rodzinie co się dzieje ;/

[3]25 lipca 2011 @ 11:51


119. ♪ ♪ ♪
Nawet nie wiem co powiedzieć. Wszystko mnie przerosło. Jest źle.

[2]26 lipca 2011 @ 16:53


120. Muszę przestać myśleć. Trzeba udawać, że wszystko jest w porządku i wszystko będzie w porządku. - PC
No cóż, jakoś to jest. Samej mi ciężko ocenić sytuację. Niby jest lepiej, ale skąd mogę wiedzieć, czy to nie gierka, a w rzeczywistości wyjdzie inaczej? Z tego co mi się wydaje to kolejna gierka. Na mnie ona nie działa. Czyli wszystko znów jest jak kiedyś, matka krzyczy bez przerwy, ojciec nie pozostaje jej dłużny, a my z bratem jak poprzednio, do pracy! Ale mam przeczucie, że to i tak nie zmienia postaci rzeczy - nie pojedziemy na woodstock. Już brak mi słów, myślałam, że tego roku gdzieś pojedziemy. Najśmieszniejsze jest to, że ani razu nie byłam nad morzem, a mam do niego rzut beretem. Teraz jak sprawy się pokomplikowały to pewnie zobaczę je jak będę szła na zajęcia. A dzisiejszy dzień mija pracowicie. Ehh, chciałabym chociaż jednego dnia tych wakacji poczuć, że mam wakacje. Zero sprzątania, zero pracowania w "ogrodzie", tylko obijanie się, jazda na rowerze i by było super. Ale życie jest brutalne i tak się nie da. Tak na marginesie mam we wrześniu trzy poprawki, z czego pewnie nie obędzie się bez jednego warunku (na który mnie nie stać). I tak optymistycznie kończę.

edit.
Niektórzy mają wiele powodów by przestać żyć, jak na przykład ten Pan, ale jakoś żyją i dają sobie radę. To czemu ja nie potrafię? Niby mam wszystko, ale jednak mam wrażenie, że czegoś mi brakuje. Nie wiem co dokładnie.

[1]27 lipca 2011 @ 21:46


121. Każdy ma prawo marzyć inaczej. - PC
Nie czuję rąk i kręgosłupa. Nogi mi odpadają. Dziś posadziliśmy 39 tuj. Powiem wam, że efekt jest super, ale jeszcze lepiej będzie to wyglądać jak położymy kostkę i ogólnie zrobimy ogród. Jak będzie słonecznie to zrobię zdjęcie i wstawię :) Póki co cały czas pada, no, ale nie mieliśmy wyjścia, pracowaliśmy w deszczu, ale jak jest się już mokrym to tak się tego nie czuje. Poza tym matka gadała z bratem na temat wyjazdu, jest nocny pociąg bezpośredni do kostrzyna, no, ale matka boi się brata puścić samego, wtedy on (czas najwyższy!) wstawił się za mną, matka powiedziała, że nie zasłużyłam i że się zastanowi. Jest tylko jedno "ale", jeśli nie skończymy ogrodzenia do końca tygodnia - nici z wyjazdu. Także jutro bierzemy się za szalunki, nieważne czy będzie padać deszcz, chociaż przy zalewaniu powinna być ładna pogoda. Yhh wszystko się dzieje na niekorzyść.

[5]28 lipca 2011 @ 22:30


122. A jakie jest największe kłamstwo świata? - To mianowicie, że nadchodzi taka chwila, kiedy tracimy całkowicie panowanie nad naszym życiem i zaczyna nim rządzić los. W tym tkwi największe kłamstwo świata.
Dziś nawoziliśmy ziemię na tuje, podlewaliśmy je, montowaliśmy szalunki i zgarnialiśmy żwir przed domem. Jutro będziemy zalewać pewnie. Yhh. Dużo roboty i nawet nie chce mi się o tym pisać, mało kto wie o co chodzi :P
Przed chwilą kumpel powiadomił mnie, że jutro jedzie się dziarać i mogę zabrać się z nim i w końcu będę mieć tragusa. No i po ostatnich wydarzeniach chciałam być szczera z matką i jej powiedziałam, ona zjechała razem z ojcem mój pomysł, już wymieniła mi hiv, aids i inne, poza tym powiedziała, że mój kumpel jest nienormalny i nie mam się z nim kolegować. Także jak kłamię jest źle, jak mówię prawdę też niedobrze. A już od ponad roku chciałam zrobić sobie ten kolczyk, nie wspominając, że jego kolega by mi go zrobił za darmo, kurcze taka okazja, a ja nie mogę "bo nie", "bo nie będę się kolczykować", no brak mi słów. Jeden kolczyk, w niewidocznym miejscu. Także postanowiłam sobie go zrobić. Jestem pełnoletnia, po drugie nie jestem w ciąży, nie mam dziecka, nie narkotyzuję się i nie jestem alkoholiczką. Tylko jest jeden problem, mój ojciec jest w domu i nie wiem co wymyślić, a skoro dziś im o tym powiedziałam to się domyślą. Ehh. Mogłam nic nie mówić, by się dowiedzieli po fakcie, a gdyby to było powodem, że nie pojadę na woodstock to mam już tego dość, biorę rzeczy i się wyprowadzam. Pojadę do urzędu pracy, się zarejestruję i zobaczymy.

edit.
Kolczyk zrobię w przyszłym tygodniu, zależy od kumpla kiedy będzie jechał do gościa się dziarać.

[3]30 lipca 2011 @ 10:30


123. Są takie momenty, kiedy każdy z nas ma dość... dość krzyczących wiecznie rodziców, dość wysłuchiwania z ust mamy swoich wad, dość deszczu, dość upałów, dość łez wycieranych nocą w poduszkę, dość samotnych spacerów ze słuchawkami w uszach, dość wszystkiego. Wtedy najchętniej wybieglibyśmy z domu pakując w torbę portfel, prince polo, butelkę z mineralną wodą i ucieklibyśmy na dworzec czekając na pociąg do wiecznego szczęścia. Na pociąg do miejsca gdzie nikt nas nie zna, gdzie można by było ułożyć wszystko od nowa. Ułożyć tak jak sami tego chcemy. Pojechać w miejsce, gdzie moglibyśmy być reżyserami własnego życia. k921
Mam spuchnięte dłonie, tyle wczoraj robiliśmy, że nie pamiętam jak się nazywam. Poza tym jestem wkurzona, na woodstock nie jadę ;/ I tyle pracy z mojej strony poszło na marne, nawet upiekłam głupie ciasto, a oni swoje. Ja im jeszcze pokażę.

edit 15:39
Wykorzystali mnie, dosłownie. Byli mili po to by mi teraz wbić nóż w plecy.

edit 17:57
Walę to wszystko. Już w niczym nie pomogę, nie jestem tanią siłą roboczą.

edit 20:54
Jestem tak wkurwiona, że mogłabym komuś poprawić buzię. Nienawidze ich.

[4]31 lipca 2011 @ 16:45


124. I know it's not perfect, but it's life. Life is messy sometimes.
Nie wiem o co chodzi i jak to się stało, ale właśnie się pakuję i jutro z bratem jedziemy. Nie pytajcie, bo nie wiem co się stało mojej matce, że zmieniła zdanie. "Odwiesiła" moją karę.

© joliment