[3]3 lipca 2010 @ 18:28


55. Boję się spróbować, bo jeśli mi się nie uda, to nie wyobrażam sobie reszty mojego życia. Bezpieczniej jest pozostawać w sferze marzeń, niż ryzykować popełnienie błędu. Paulo Coelho
Jakoś się ogarniamy. Gres już leży na betonie, także spoko, przedwczoraj przywieźli drzwi, a jak tata wróci to zamontuje i będzie gites. Po tym pojedziemy kupić meble i będzie spoczko :) No i w tym tygodniu facet zamontuje rolety - w końcu! Tak tu słońce daje, że oddychać się nie da. Tak w ogóle to jestem brązowa. Kumpel się ze mnie śmiał, że w poniedziałek będę już murzynką, a to wszystko przez to, że tak szybko się opalam. W sumie to mam ciemną karnację, a opalenizna długo mi się utrzymuje. Ale z tego co słyszałam to od poniedziałku ma się ochłodzić, w sumie to się cieszę, bo już mam dosyć tych upałów. To już było przesadnie gorąco. Tak poza tym to zamulam, jak zawsze. Po tej przeprowadzce czuję się taka wyalienowana.

[12]13 lipca 2010 @ 22:20


56. Udaję radość, której we mnie nie ma, ukrywam smutek, żeby nie martwić tych, którzy mnie kochają i troszczą się o mnie. Niedawno myślałam o samobójstwie. Nocą, przed zaśnięciem, odbywam ze sobą długie rozmowy, staram się odegnać złe myśli, bo byłaby to niewdzięczność wobec wszystkich, ucieczka, jeszcze jedna tragedia na tym i tak już pełnym nieszczęść świecie.
Moje życie to porażka. Doskonale opisuje mnie cytat wyżej. Jestem już wszystkim zmęczona, nie mam siły dosłownie na nic. Po przeprowadzce tutaj nikogo nie mam, moi "przyjaciele" mnie olali. Jednym słowem umieram `śmiercią naturalną`. To w sumie dwa słowa, ale z resztą nie ważne. Nie mam życia, moim jedynym ratunkiem jest dostanie się na studia dzienne i uczenie się dla zabicia czasu, ale jest jedno ale - muszę się dostać. Teraz to mi już wszystko zwisa. Naprawdę. Nic nie ma sensu.

[5]25 lipca 2010 @ 21:24


57. You think this is too horrible to have really happened, this is too awful to be the truth! One Flew Over the Cuckoo's Nest
Uwielbiam tą książkę. Czytałam ją z przyjemnością. A dziś leci film, niestety po północy, ale mam nadzieję, że dotrwam do tej godziny, bo warto. Poza tym nic u mnie się nie zmieniło. Pogrążam się jeszcze bardziej. Ale kogo to obchodzi? Nikogo. Ten chłopak, który zawrócił mi w głowie parę miesięcy temu nadal się tłumaczy, że potrzebuje czasu, bo nie potrafi się otworzyć i ma nerwowy okres. Sranie w banie. Mógłby mi prosto z mostu powiedzieć, że go nie interesuję, a nie, że nie potrafi się otworzyć. Ze wszystkimi normalnie rozmawia i w ogóle, a mnie zlewa. Nie cierpię takiego czegoś. Najgorsze jest to, że nie potrafię zapomnieć. Dlaczego to jest takie ciężkie? Gdybym go nie widywała to pół biedy, ale niestety go widzę, to pogarsza wszystko.

edit.
Dostałam się na Akademię Morską. Jednak nie jestem aż tak głupia.

© joliment