[0]6 czerwca 2011 @ 20:40


97. Kobiety tak mają. Pragną czegoś najmocniej na świecie, a potem uciekają, bo boją się to złapać. Boją się cierpieć i rozczarowywać. Jeśli chcesz mieć kobietę, to nigdy nie możesz jej zawieść, to proste. Tzn. byłoby proste, gdybyś nie był mężczyzną. k921
Nie chce mi się NIC. Zaczęła się sesja, to znaczy powinna w czwartek, ale cóż, wykładowcy się pospieszyli. Mam tak zawalony przyszły tydzień, że szkoda gadać, codziennie jeden egzamin, w niektóre dni aż dwa. Masakra. A co się zmieniło od zeszłego razu jak pisałam? Ścięłam się i wyglądam korzystniej, w zeszłą sobotę urządziłam grilla i było fajnie, nie siedzieliśmy długo o dziwo, jakoś po 1 poszliśmy spać ;) Znaczy kto spał ten spał :D Poza tym jest cholernie duszno i gorąco i w ogóle, nie lubię takiej pogody. Jutro mam jeden wykład, w środę też, a przy okazji koło z marketingu i konsultacje z angielskiego, w czwartek piszę zbója z podstaw zarządzania, piątek mam wolny - znaczy jest drugie koło z rachunkowości, ALE nie zaliczyłam pierwszego, a na to nic nie umiem, nie mam kiedy się nauczyć. Także z tego będzie wrzesień. A weekend zapowiada się boski. Ale to tylko zapowiada, jak będzie w rzeczywistości to nie wiem. Dowiecie się po wszystkim :D

[4]12 czerwca 2011 @ 17:36


98. Faceci to świnie, idioci, kretyni, nic-nie-myślące dupki.
Teraz chce mi się tylko płakać, ciąć się i upić w trzy dupy. Nienawidzę siebie, nie cierpię i nie znoszę. Rzygam na swój widok i mam nadzieję, że umrę w strasznych męczarniach. Nie jestem niczego warta, na nic nie zasługuję, jestem beznadziejna.
Mój weekend był podsumowując jednym słowem - okropny, przed chwilą wbito mi jeszcze nóż w plecy i złamano serce, które podałam jak na tacy. Wiem, moja wina, zasłużyłam sobie. Teraz mogę sobie płakać, ciąć się i pić do woli. Nikogo to nie obchodzi. Bylebym szybko zeszła z tego świata. I raz na zawsze wbiję sobie do głowy by nikomu, ale to nikomu nie ufać.

edit.
Troszkę mi lepiej, na szczęścia żyletka nie głaskała moich rąk - przecież nie tnę się od 3 lat, to po co miałabym to zaprzepaścić teraz?
Jednak nie mogłam się opanować z płaczem.
Już pamiętam dlaczego nie zadawałam się z facetami - oni tak często łamią serce.
Ale ten przeszedł samego siebie i to po tym wszystkim...

edit 2
Wcale nie czuję się lepiej. Jest jeszcze gorzej. Wracam do domu po egzaminach i nie mogę pohamować się i płaczę, cały czas płaczę, a on mnie unika na wszelki możliwy sposób. Wszyscy mi powtarzają, że sama tego chciałam, że powinnam się z tym liczyć. Gówno prawda! Jak z nim rozmawiałam wcześniej to nic się nie zapowiadało, że tak mnie potraktuje, to czemu miałabym brać to pod uwagę?
Pierdole to życie. Znów straciło sens, jest gorzej niż było.

[3]16 czerwca 2011 @ 19:10


99.


Mam strasznie zmienne nastroje, ale wystarczyło o dziwo, że sprzątnę swój pokój, pozmieniam coś i ogólnie czymś się zajmę. Przede mną jeszcze dwa egzaminy, jeden jutro, a kolejny w piątek za tydzień oraz zaliczenie z accessa we wtorek. Doszłam do wniosku, że na gwałt potrzebuję pracy na wakacje, bo jeśli znów przesiedzę je w domu to umrę. Wolę się męczyć fizycznie, z tą różnicą, że będą mi za to płacić, aniżeli w domu przekopać całą ziemię za darmo i dzień w dzień sprzątać. Naprawdę można zwariować.
O nim już tak nie myślę, wiadomo wszystko świeże jest i się nie da nie-myśleć, ale jestem na dobrej drodze :) Uzmysłowiłam sobie parę spraw i poczułam się od razu lepiej :) Wszystko wymaga czasu, to fakt, dlatego od tej pory zacznę wychodzić, spotykać się ze znajomymi, a moja matka mi w tym nie przeszkodzi, bo cholera chcę coś skorzystać z tego życia.

[16]18 czerwca 2011 @ 13:45


100. Wolność to nic więcej, niż szansa na bycie lepszym. Albert Camus
Wczoraj byłam sobie na ognisku z ludźmi z roku. Było fajnie. Byłam w domu o 22.30, niestety później nie miałam autobusu. Ale i tak warto było iść. Świetnie się bawiliśmy :) Więcej tego będzie jak skończą mi się egzaminy, czyli no muszę wszystko zaliczyć do końca czerwca i będzie ok. No i w końcu odpocznę. Ten rok był długi, o wiele za długi. Popełniłam wiele błędów, a także dużo się nauczyłam. Najważniejsze jest to by o tym pamiętać i nie popełniać tych samych błędów później. Ale jednak życie jest brutalne i historia lubi się powtarzać. Powiedziałam matce, że w tym roku we wakacje chcę zobaczyć Barcelonę, bo ile można siedzieć w domu?! Co innego gdybyśmy nie mieli pieniędzy na takie wycieczki, ale do cholery są! Matka to przemyślała i powiedziała ojcu, że jedziemy do Hiszpanii. Mam nadzieję, że to nie są puste słowa bo się zdenerwuję. Nie chce zwiedzać świata w wieku 80 lat na wózku!

[3]22 czerwca 2011 @ 20:54


101. Searching for a soul which has been cast into eternal damnation.


Zdjęcie mojego autorstwa zrobione, kiedy wracałam z ogniska :) Widok z dzikiej na sea tower. Godzina 21.00
Jestem po egzaminie ze statystyki - to był hardkor! Wszyscy ściągali na potęgę, a facet nic z tego sobie nie robił, coś tam nas uspokajał, ale to tam, pff. Pytania z kosmosu, więc jakoś musieliśmy się posiłkować. W piątek zostaje mi marketing, a w sobotę ćwiczenia ze staty i koniec! Oby, nie potrzebuje więcej poprawek. I tak dosyć się nalatałam teraz. Ta sesja jest gorsza od poprzedniej, dosłownie, mimo, że w lutym miałam dwa ustne egzaminy, to jednak wszystko mieliśmy zaliczone już w grudniu, a tu wykładowcy obudzili się w czerwcu i zwalili jak jeden mąż. Mam dość, naprawdę. Chcę wakacji. A nie wspomnę ile będę musiała się jeszcze najeździć za wpisami, np. z angielskiego mam 8 lipca ;| Brak słów. A chciałam do pracy iść ;/

[4]26 czerwca 2011 @ 21:29


102. Our deepest fear is not that we are inadequate. Our deepest fear is that we are powerful beyond measure. It is our light, not our darkness, that most frightens us. Your playing small does not serve the world. There is nothing enlightened about shrinking so that other people won't feel insecure around you. We are all meant to shine as children do. It's not just in some of us; it is in everyone. And as we let our own lights shine, we unconsciously give other people permission to do the same. As we are liberated from our own fear, our presence automatically liberates others. Coach Carter





Wczoraj byłam ze znajomymi na cuda wiankach :) I były też wianki! Niestety nie mogłam zostać dłużej - brak kolejki, a potem autobusu, wracanie z buta nie uśmiecha mi się, zwłaszcza na to zadupie.
Zdecydowaliśmy, że sprzedajemy dom, za dwa dni mija rok od wprowadzenia, ale no nie wszystkim tu się podoba. Mamy okropnych sąsiadów, którzy urządzają sobie imprezy w garażu, sam sąsiad to idiota, sika przed domem i ogólnie jest niedorozwinięty. Jego żona zachowuje się jak tania dziwka, kiedy w zeszłym roku byli u nas robotnicy, to ona chodziła z gołą dupą przy nich. Brak mi słów na nich. Mnie przeszkadzają już nie te dojazdy - da się je przełknąć, ale właśnie to, że jak gdzieś wychodzę to ostatni autobus do domu mam o 22 a kolejny jest o 5. Strasznie mnie to denerwuje. A zima swoją drogą jest tu okropna. Musiałam zaopatrzyć się w trapery i inne sprzęty. Chociaż jednak lubię ten dom, podoba mi się, miejsce jest fajne, tuż obok lasu, widok na Gdynię, ale mimo tego jednak wolałabym mieszkać gdzieś w centrum Gdyni czy innego większego miasta, Sopotem tez nie pogardzę :D Także szukamy kupca, jak się znajdzie to kupujemy tam duże mieszkanie i heyah :D Nawiasem mówiąc, gdybym miała prawko (nie zdałam 4 razy) pewnie inaczej by było, ale że go nie mam i nie mam kasy na kolejne egzaminy to jest jak jest. W sumie mnie to wszystko nie przeszkadza, mogę jakoś przymknąć oko, ale moja matka no nie radzi sobie. Twierdzi, że to nie jej miejsce i koniec. Wiadomo szkoda nam tego domu, jest świetnie urządzony, przestronny i w ogóle, ale jednak nic nie poradzę.
Poza tym mam strasznego doła. Ten, on, wszystko jedno jak go nazwę, idiota, kretyn, cham, skurczybyk, już jest u siebie. Nie ma go tu, ale jednak źle się czuję. Pomyśleć, że się przed nim otworzyłam, a on najzwyczajniej w świecie mnie olał i to po dniu spędzonym razem. Nigdy mu tego nie wybaczę, znienawidziłam go tak bardzo, że nie jestem już wstanie otworzyć się na nowo. Może to i lepiej, byłam zbyt łatwowierna i ufna. Żaden facet na to nie zasługuje. Za to ja zasługuję na odrobinę szczerości i jakichkolwiek wyjaśnień - nawet tego z jego strony nie otrzymałam. Zwyczajny cham.

[3]30 czerwca 2011 @ 22:37


103. Kiedy świat zacieśnia się do rozmiaru pułapki, śmierć zdaje się być jedynym ratunkiem, ostatnią kartą, na którą stawia się własne życie. Paulo Coelho

Jakoś nie czuję się najlepiej, cały czas mam doła, dziś na dodatek pokłóciłam się z matką, jeszcze mnie wkurwiła i w ogóle jest beznadziejnie. Poza tym sprawiam wrażenie wraku człowieka. Wszystko straciło sens (to zabrzmiało jakby wcześniej miało), no ale teraz jestem jak takie wielkie ZERO. Naprawdę jest słabo, nie myślałam, że kiedykolwiek będę w takim stanie - a bywałam w różnych, to jednak tu jest pierwszy raz. Czuję się jakby ktoś najpierw zapukał do mojego serca, zaopiekował się nim, a potem ni z gruszki ni z pietruszki wziął nóż i zaczął mi go wbijać od środka. No niefajnie. Jednak zapomnieć nie jest tak łatwo jakby mogło się wydawać. To jest ciężka sprawa. Chciałabym, żeby ten czas leciał szybciej, chciałabym zrobić coś sensownego, w ogóle chciałabym, aby moje życie miało jakiś sens, bo póki co nie widzę go.

A tu Paryż - zdjęcia zrobione przez moją kuzynkę w sierpniu zeszłego roku:




A to mnie męczy ostatnio ♪ Rehab (glee)

© joliment