[5]4 maja 2013 @ 21:29


Chujowe samopoczucie towarzyszy mi przez całą majówkę. To, że nikt mnie nie rozumie to nie nowość, to, że nikt nie odbiera telefonu ode mnie to też nie nowość, to, że siedzę sama tym bardziej nie nowość.

W domu z matką jak wcześniej - awanturki, kłótnie i inne głupoty. Stwierdziła, że lepiej będzie jak się wyprowadzę. Też tak uważam. Cały czas szukam pracy, a jak znajdę pracę to znajdę i mieszkanie.

[4]5 maja 2013 @ 20:36


Powoli wraz z końcem weekendu robi się lepiej. Ale do pełni szczęścia chyba potrzebuję całkowicie się oderwać od przeszłości (czyt. odzyskać telefon i książkę) a będzie okej.

BG sprawia, że na mej twarzy pojawia się uśmiech. Jego głos mnie uspokaja, a jego śmiech rozbraja.
On jest jedynym facetem, przy którym jak dotąd, czuję się naprawdę wartościowa i wyjątkowa. Chociaż jeden facet wie, że komplementy nie gryzą, a szczera rozmowa nie boli ;)
Czuję się jak w filmie jak Harry poznał Sally.

edit.
Kawałek mnie umarł.

[1]7 maja 2013 @ 19:15


Moje problemy nie mają końca. Dziś znów dostałam list z mopsu, że mam się pojawić na komisji interdyscyplinarnej w sprawie niebieskiej karty (przemoc w rodzinie), którą założyłam w grudniu. Wiadomo tym razem nie mam wyjścia i muszę iść. Matka narobiła mi tam siary, ale jak nie pójdę to to będzie się ciągnąć za mną. Myślałam, że się odetnę, myliłam się.

Wczoraj byłam odebrać wyniki badań od psychologa. Jestem niestabilna emocjonalnie, możliwe, że choruję na zaburzenia osobowości, jestem biernie agresywna, zachowuję się jakby nie było problemów, mimo, że są - duże. Tłumię w sobie wszystko, aż później wybuchnę i będzie źle. Nie mam celów życiowych, jedynie zawodowe. Łatwo to można pomylić. Gdy psycholog mi to wytłumaczyła to zrozumiałam jaką pustkę noszę w sobie. Najgorsze jest to, że ogarnęła mnie taka nie-wiem-mania. Cały czas się denerwuję, stresuję, najgorzej wychodzi na tym mój organizm.
Boże jeśli istniejesz to zrób coś z tym! Widzisz co się dzieje, a masz to w dupie! Nie chcę żadnej pieprzonej siły, aby przejść przez to piekło, chce aby w końcu było dobrze.
Amen.

edit.
Nienawidzę niesłowności i nie dotrzymywania obietnic.

Wszyscy przypominają sobie o mnie jak czegoś chcą. Tylko wtedy.

[8]9 maja 2013 @ 17:24


Jestem po rozmowie w H&M. Drugiej. Mam nadzieję, że będzie i trzecia.

Wzięłam się za pracę licencjacką. Łatwo nie jest, ale w końcu idę do przodu, tak samo z projektem z projektowania działalności gospodarczej. Resztę spokojnie ogarnę.

Poza tym jakoś egzystuję. Każdy dzień jest taki sam. Ciekawe kiedy wybuchnę i zwariuję. Zaczynam odliczanie.

[9]11 maja 2013 @ 16:05


I znów rozczarowanie.

Ja się pytam, ile to jeszcze będzie trwało???

[16]12 maja 2013 @ 17:23


Doszłam do wniosku, że nie mam żadnych planów, bo moje życie jest puste.
Sama nie wiem czego chcę. Moim życiem steruje matka. Może dlatego gubię się w tym wszechświecie?
Robię to co jej się podoba, w zasadzie muszę. Ona trzyma mnie w garści. Doskonale wie, że nie jestem w stanie się na tyle usamodzielnić by się wyprowadzić i się samej utrzymać. To jest niewykonalne. I ona mi to powtarza. Codziennie.
Szczerze to już nie wiem jak postępować z nią. Psycholog sama mi mówiła, że matka jest przekonana o tym, że muszę postępować jak ona chce póki u niej mieszkam - co jest mylne, bo jednak mam już 22 lata (niestety) i własny rozum. Ale tu koło się zamyka, bo przecież nie mam za co i gdzie się wyprowadzić.
Pomyślicie, że jestem wyrodną córką - może i jestem - ale czekam na taki dzień, kiedy albo moja matka umrze, albo będzie mnie stać na własne mieszkanie. Chciałabym już żyć bez niej. Bez tego stresu. Może życie nie byłoby o wiele łatwiejsze, ale wiem, że byłabym szczęśliwsza. Z resztą wiecie jaka jest sytuacja pomiędzy mną i moją matką. Sama się dziwię, że to wytrzymuję, ale kiedyś trzeba będzie powiedzieć dość. Mam nadzieję, że nastąpi to prędzej, niż później.

A co do tego okropnego gatunku, który co rusz łamie mi serce i wypina się dupą.
Z BG rozmawiamy codziennie, gdyby nie on chyba bym już zwariowała. Naprawdę. Mimo, że sam ma problemy ze sobą i to nie małe, które komplikują naszą relację to chyba widzę poprawę, albo tylko mi się zdaje, że jest ciut lepiej. Albo może po prostu inaczej, aniżeli rok temu.
Zastanawiam się tylko, kiedy to schrzanię. W tym jestem dobra.

[7]15 maja 2013 @ 10:19


Widziałam się wczoraj z B.
Czas działa na jego korzyść.
Nie wiem ile kilometrów wczoraj zrobiliśmy, ale na pewno było ich dużo. Byliśmy chyba wszędzie, na plaży, w lesie, na monciaku i szliśmy jakimiś ulicami, których nie znam. Bez niego chyba bym się zgubiła.
Do domu musiałam jechać taksówką, gdyż 1) nie miałam autobusu, 2) brat stwierdził, że nie chce mu się po mnie przyjeżdżać i mam sobie poradzić sama, 3) tata już pił.
Zapamiętam to sobie.
No także było fajnie, dużo śmiechu, gadania o wszystkim i o niczym. Teraz w planach mamy wybranie się do ZOO. Potem zaś B. wymyślił sobie, że pojedziemy na plażę z kocem i przesiedzimy tam całą noc - oczywiście jak będzie cieplej.
Jak wróciłam do domu to rozmawialiśmy znów jakąś godzinę.

I co z tego? No właśnie nic. Wielkie NIC.

[4]16 maja 2013 @ 15:23


Jestem po rozmowie z MF. Ostatecznie powiedziałam mu, że to koniec.
Wiadomo, on płakał, użalał się, smęcił, wytykał mi, że olałam nasz związek. Jakby zapomniał, że to on mnie olał jak się wyprowadziłam i dopiero teraz uświadomił sobie jaki był i nagle stał się miły. Hah, najlepsze jest to, że uważa, że nie dałam mu szansy. Szansę miał codziennie, aż do wyprowadzki. Cierpliwość moja kiedyś się kończy. A do niego nic nie docierało. Zachowywał się jak dziecko. Pierścionek również oddałam.
Nie, żebym nie miała uczuć - bo mam. Wciąż coś do niego czuję. Chociaż kiedy go widziałam to już nie było to samo. Już tylko kojarzy mi się ze strachem.
Także jakiś kolejny rozdział w moim życiu został zamknięty.
Zrozumiałam, że muszę skupić się na sobie, na moich przyjaciołach i ogólnie na umacnianiu więzi z nimi :)
I jak powiedział mój jeden przyjaciel, muszę przestać oczekiwać czegoś z nie wiadomo czego ;p W sensie, co ma być to będzie i przyjdzie w najmniej spodziewanym momencie.

[6]17 maja 2013 @ 14:37


– Co sprawia, że człowiek zaczyna nienawidzić sam siebie?
– Może tchórzostwo. Albo nieodłączny strach przed popełnianiem błędów, przed robieniem nie tego, czego inni oczekują.


Dokładnie mamo. Dokładnie.



Jednakże dziś, albo od dziś jestem odważniejsza. W mówieniu co myślę, co czuję, czego chcę. Nikt nie będzie mi narzucał swojej woli i traktował bez szacunku.
Teraz to ja dyktuję "warunki".

takie tam smęty

[3]19 maja 2013 @ 13:07


Delfinalia były do dupy. Kiedy wreszcie W. po mnie przyjechała (chyba po 3 godzinach - nigdy więcej się z nią nie umawiam) to jak dojechałyśmy na miejsce to zaczęło grzmieć, błyskać się i padać. Przestałyśmy godzinę pod daszkiem, potem pobiegłam pod parasole i tam też chwilę siedziałam i okazało się, że koncerty są przesunięte, także w końcu wróciłam do domu. Ogólnie byłam wkurwiona. Nikt, nigdy nie kazał mi czekać tyle na siebie. I jak wracałyśmy to ona była na mnie obrażona, bo rozmawiałam ze znajomymi i latałam między nią a nimi. Sama nie chciała tam podejść... No nieważne. Dzień ogólnie do kitu ;)

[92]21 maja 2013 @ 15:42


I dopadło mnie załamanie.

[11]25 maja 2013 @ 20:10


Dzień rozpoczął się dość hm intensywnie. Wstałam wcześnie, by wyjść z psem, potem trochę czasu zajęło mi ogarnięcie się i pobiegłam na autobus, który swoją drogą się spóźnił. No nieważne.
Byłam na rozmowie w CCC. W sumie to był bardziej monolog kierowniczki. Miała się dziś odezwać, ale chyba już tego nie zrobi. Także już pracy nie szukam. Czekam na wyniki stażu i może po studiach gdzieś się załapię.
Później spotkałam się z B. i pojechaliśmy do... ZOO :D Było bardzo fajnie. Naszą uwagę przykuł słoń, który kołysał się na boki, niestety nie nagraliśmy go. Wyglądało to przezabawnie. Poza tym karmiliśmy lamy. Spokojnie, ichnim jedzonkiem :D Wiadomo zwierząt było multum, a ja niestety zapomniałam okularów, za co pluję sobie w brodę, bo tak się namrużyłam oczy, że szkoda słów. W każdym razie było fajnie. Ale chyba mnie coś bierze. Musiałam iść z buta do domu, bo nie było autobusu, a 6 km w takim deszczu robi swoje. Grunt, że jak byliśmy w ZOO to nie padało :)
Chce mi się spać.

[36]27 maja 2013 @ 10:42


Ile razy mogę jeszcze spieprzyć sobie życie???

Z milion.

[14]28 maja 2013 @ 21:45


Mózg mi paruje od tych projektów, a sesja jeszcze się nie zaczęła ...


edit.
Jesteśmy sumą wszystkiego, co wydarzyło się przed nami, tego, co stało się na naszych oczach, wszystkiego, co nam zrobiono. Jesteśmy każdą osobą i rzeczą, których istnienie na nas wpłynęło, albo na które wpłynęło nasze istnienie. Jesteśmy wszystkim, co się dzieje, gdy już nie istniejemy i wszystkim, co nie stałoby się, gdybyśmy nie istnieli.


[56]30 maja 2013 @ 10:10


Myślałam, że z B. się przyjaźnimy - myliłam się. Nie wiem co się zmieniło, co się stało, nie wiem. Nie rozmawiamy. Nie będę zmuszać, ale przecież mi obiecał... Po co w takim razie? Za szybko się chyba przyzwyczajam.
No w każdym razie nie będę się już tym denerwować, bo nie warto. Ale nie mam sobie nic do zarzucenia w tej kwestii, próbowałam :)

Moje drogie, mam takie pytanie do was. Co myślicie o spotykaniu się z młodszymi? Macie jakieś doświadczenia? Czym to ogólnie pachnie? :)

© joliment