[13]1 maja 2012 @ 19:19


Zakończyłam już moje praktyki - wczoraj byłam ostatni raz w urzędzie. Będzie mi tego brakować, zwłaszcza, że dowiedziałam się, iż jestem "super-kulturalną osobą" XD Jednak wszystko ma swoje plusy i minusy. Dojdzie mi jeden dzień wolny w tygodniu, także odeśpię to wszystko. A także nie będę już musiała się męczyć z ludźmi, którzy swoją drogą tak zaszli mi za skórę, że brak słów. Poza tym z facetami skończyłam - wszyscy są diabła warci. Przynajmniej ja na takich trafiam. Czemu oni nie potrafią sami przejąć inicjatywy? Albo chociaż być słowni? Ale nie, po co? Przecież korona z głowy spadnie jak dotrzymają słowa, a jak mają przeprosić to już w ogóle, wolą sobie rękę odciąć, aniżeli przyznać się do błędu. Tak to jest, prawdziwi mężczyźni już wyginęli.

[23]6 maja 2012 @ 13:09


To wszystko już działa mi na nerwy, wręcz nie mogę się doczekać, kiedy stąd wyjadę i szczerze powiedziawszy nie wiem czy wrócę. Naprawdę nie mam siły na te ciągłe awantury, krzyki i wypominanie. To jest jedno wielkie darcie ryja. Grunt, że okna są dźwiękoszczelne, bo ktoś by pomyślał, że regularnie dochodzi tu do mordów, albo bóg wie czego. To, że rodzinę mam popieprzoną, to jeszcze jeden pies, ale, że "osiedlowi znajomi" mają na bani, to mnie już frustruje. Otóż wczoraj wybrałam się ze znajomą na rower - to nic, że miałyśmy jeździć, a zamiast tego pojechałyśmy do jej kumpla, którego traktuje jak faceta do wyżalania się i miziania - brak słów - a jemu to odpowiada, no nie wiem, chyba jestem nie z tego świata. Gdy byliśmy u niego, to nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać. Przy nim i jego siostrze pokazała, że jest typową, głupią blondynką (ponadto daje dupy każdemu). Jedno szczęście, że ta siostra (jest w jej wieku '95), miała tyle rozumu, by nie komentować tego co padło z ust blondynki. Nigdy nie słyszałam tylu przekleństw na raz i to wypowiedzianych od tak. No załamałam się po prostu, myślałam, że istnieją jeszcze ludzie na poziomie, ale jednak się myliłam. W tych okolicach dosłownie nie ma z kim rozmawiać, bo mózg się lasuje. Albo ja jestem jakaś niedzisiejsza.
Poza tym wymiotuję co drugi dzień, mam straszne zawroty głowy, moje ręce wyglądają strasznie, twarz mam opuchniętą i całą w kropkach. Jednak od wczoraj się hamuję i jem jeden posiłek dziennie, nie chcę tyle wymiotować, to mnie wykańcza. Ta cała sytuacja mnie przerosła. Stałam się niewolnikiem swojego ciała.

[11]10 maja 2012 @ 16:13


Bywa tak, że gdy dużo dajesz, a w zamian nie dostajesz tak naprawdę nic, budzisz się pewnego dnia i stwierdzasz, że jest ci bez różnicy, że w sumie jesteś tak wyprany z uczuć, że nie masz ochoty na żadne interakcje danego typu. Z nikim i z niczym.

[10]16 maja 2012 @ 18:16


263. The past is always with us, just waiting to mess with the present. Gossip Girl
Przez ostatni tydzień wymiotowałam codziennie, wczoraj udało mi się obejść bez tego, ale dziś znów powtórka z rozrywki. Jestem słabym człowiekiem. Poza tym jestem po kilku godzinach jazd, o dziwo nie zapomniałam jak się jeździ, owszem zapomniałam znaki, światła, gdzie jest jaki olej, ale jest okej. Na uczelni za niedługo zaczną się zaliczenia i egzaminy, jak pomyślę ile tego jest to chce mi się płakać. Jednak by poprawić sobie humor jutro wybieram się z przyjaciółmi do kina :) On też miał iść, ale czy coś z tego wyjdzie to nie wiem. W ogóle ta cała sytuacja z nim jest dziwna. No cóż, mężczyźni mają to do siebie, zachowują się jakby chcieli, ale nie mogli -,-

edit
Do kina nie idę, wszyscy, których prosiłam by ze mną poszli odmówili mi. Także mam ich wszystkich serdecznie w dupie. Od dziś jestem pieprzoną egoistką.

edit 2
Niestety do wszystkiego podchodzę zbyt emocjonalnie, płakałam pół dnia, aż wzięłam się w garść i poszłam "sama" do kina. Znaczy pojechałam. W sumie dobrze zrobiłam, bo film był dobry, naśmiałam się i w pozytywnym humorze wróciłam do domu. Zrozumiałam, że nie potrzebuję nikogo by się dobrze bawić, tzn. były tam dwie moje kumpele - dwóch kumpli z dziewczynami nas kompletnie olało, co mnie zabolało, bo jeden z nich jest moim przyjacielem, a nawet nie przedstawił mnie swojej dziewczynie. Ale tym nie będę się już martwić, zbyt dużo czasu zmarnowałam na martwienie się. Muszę nauczyć się panowania nad sobą.
Cel numer 1: nie dać się emocjom.

[8]20 maja 2012 @ 11:27


Nie mam słów na niego. Sam się odzywa, potem się na mnie wyżywa i na koniec stwierdza, że nie chce mu się ze mną gadać. No inne określenie jak chuj mi tu nie pasuje.
I weź tu otwórz swoje serce przed człowiekiem, kiedy on pokazuje ci drzwi.

edit.
Dobrze, już dobrze, olałam kolesia definitywnie XD

[8]22 maja 2012 @ 18:56


No i sesja za pasem, pojutrze mam koło z ekonomii, ale nie powinno być tak źle. No, ale co mam na myśli, w sobotę moja matka wyjeżdża do znajomej i wraca w poniedziałek. Dlatego chciałam coś ogarnąć, bo stwierdziłam, że sama nie będę siedzieć w domu, po prostu wynudziłabym się, a tak ktoś by mnie przy okazji pilnował. Wymiotuję w sumie codziennie, w zeszłym tygodniu udało mi się nie wymiotować dwa razy, a tak to no widzicie. Za każdym razem mówię sobie, że zjem normalnie i nie polecę do łazienki, ale w praktyce zawsze jest inaczej. Masakra co jedzenie robi z człowiekiem, zwłaszcza, gdy ma się na jego punkcie obsesję.
Toteż dobrze by było, gdyby ktoś wpadł do mnie na weekend i najlepiej został na te dwie noce. Wtedy to by rozwiązało całą sprawę.

[13]27 maja 2012 @ 09:41


Ekonomia menedżerska zdana na 5 :D W piątek byłam w kinie z tym moim szurniętym, a dokładnie to na maratonie filmowym - boże co mnie podkusiło? Jestem wykończona po tym, a on był beznadziejny po prostu, gadał tylko o sobie, nie dał dojść do słowa, coś tam po komplementował, że schudłam, że to i tamto, ale co z tego? Byliśmy razem, ale osobno. Zachowywał się jakby był dosłownie sam, także pff upewniłam się, że z niego tępy chuj. Dlatego no cóż, wczoraj wymiotowałam trzy razy, eh co emocje robią z ludźmi, ALE moje Drogie poszłam na rower z takim kolesiem, którego niedawno poznałam no i było fajnie. Po jakimś czasie pojechaliśmy do mnie, rozmawialiśmy sobie, śmialiśmy się i coś chyba zaiskrzyło. Nie macie pojęcia jak wczoraj chciało mi się seksu, on ma to coś w sobie co mnie po prostu rozbraja i tak został na całą noc, ale spoko do niczego nie doszło (jedno szczęście, że miałam okres). Jednak mam swoje zasady i tak szybko nie przestanę być dziewicą. Przynajmniej tak sobie powtarzam, a jak wyjdzie w praktyce to się okaże. Wiem, że żaden książę na mnie nie czeka, nie spotka mnie żadna wielka miłość, dlatego może czas zacząć żyć pełnią życia, a nie czekać na coś co nigdy nie nadejdzie?

[20]31 maja 2012 @ 15:50


Czy ja tak dużo chcę? Naprawdę mam aż tak wysokie wymagania?
Czy mam napisane na czole: wdam się w romans z zajętym facetem, przeleć mnie, daję byle komu?
Nie mam po prostu słów, jak wcześniej nie było nikogo, tak teraz tyle mi się facetów zwaliło na łeb i jeden lepszy od drugiego. Owszem są wyjątki, ale co z tego jak się chce tego, który chce tylko seksu? Naprawdę jestem aż tak trudna do pokochania? Wiem, że mam bardzo ciężki charakter, ale no do cholery seks bez związku?! Nie potrafię sobie wyobrazić i nawet nie wiem do czego przyrównać, po prostu taki układ jest bezsensu, a najlepszy jest motyw, że każdy chce spróbować z dziewicą. Pff raz spróbuje to już nią nie będzie no i tyle na ten temat. Wiem, że książę po mnie nie przyjedzie, ale chociaż jego giermek, czy ktoś. Poza tym trudno w tych czasach o szacunek. Jeszcze chwila i przestanę go mieć sama do siebie.

Ale wiecie co? Nie poddam się, może gdzieś tam czeka na mnie facet, który doceni to, że nie dałam pierwszemu lepszemu, że czekałam właśnie na niego.
Ah tak, ten mój optymizm.
Zostanę starą panną.

© joliment