[0]3 maja 2010 @ 10:06


46. When you can stop, you don't want to. When you want to stop, you can't.
Chciałabym, żeby czekolada nie tuczyła, kawa nie była gorzka, papierosy nie uzależniały, a miłość istniała.
Takim skromnym zdaniem mogę podsumować to wszystko co się ze mną dzieje. Sama nie mogę tego zrozumieć. A propos do tego chłopaka, wczoraj wieczorem dostałam esa, chciał się umówić. Bardzo się zdziwiłam, że do mnie napisał, miałam oczy jak 5 zł normalnie. Ale jakoś nie potrafiłam w to uwierzyć i okazało się, że oglądał film z tym, który mi się podobał i jestem pewna, że on maczał w tym palce. Kurcze, jak ja nie lubię czegoś takiego. Nie dość, że próbuję o nim zapomnieć, to ten się miesza nie do swoich spraw. No i w każdym razie na dziś się umówiliśmy, nie chciałam mu zrobić przykrości, ale cholernie mi się nie chce z nim iść. Znów będę musiała go ciągnąć za język, ale nie, nie tym razem. Jemu zależy to niech on się stara. No nic trochę sobie pomarudziłam. W ogóle to nie mogłam spać, zasnęłam koło 2, a wstałam równo o 8. Pewnie to przez jego esa się tak zdenerwowałam, że zasnąć nie mogłam, już barany liczyłam. Z resztą to nie ma znaczenia. Pójdę z nim na tą chwilę i koniec.

[edit]
Ojj jest źle, jest bardzo źle. Nie mogę w takim momencie, no nie mogę.

[0]10 maja 2010 @ 15:46


47. Miłość to płomienna przyjaźń.
No i już jestem po wszystkich pisemnych maturach i ustnym angielskim podstawowym, został mi tylko polski i angielski rozszerzony. Na te dwa muszę czekać od dziś dwa tygodnie, ale to w sumie dobrze, mam bynajmniej więcej czasu na przygotowanie się, a potem to już pozostaje równo cieszyć się wakacjami. Tymczasem ostatni tydzień był dla mnie nie mało zakręcony. Egzaminami w ogóle się nie stresowałam, bo zaprzątnęłam sobie głowę czymś innym. Albo raczej to ktoś mi ją zaprzątnął. Ale to już nie ma najmniejszego znaczenia. Tak to jest jak ludzie zawracają dupę, a potem idą i słuch o nich ginie. Tymczasem martwię się o polski, że zapomnę jakąś część pracy i będzie zawiecha i koniec. Szkoda, że nie można mieć swoich prac przy sobie :( W ogóle wykupiłam sobie egzamin na prawko, dwa dni po ustnym polskim i dzień przed angielskim - termin pasuje jak nie wiem, ale cóż, tym się nie przejmuję. Albo zdam, albo nie.

[0]27 maja 2010 @ 13:07


48. Miłość jest jak tama. Jeśli pozwolisz, aby przez szczelinę sączyła się strużka wody, to w końcu rozsadza ona mury i nadchodzi taka chwila, w której nie zdołasz opanować żywiołu. A kiedy mury runą, miłość zawładnie wszystkim. I nie ma wtedy sensu zastanawiać się, co jest możliwe, a co nie, i czy zdołamy zatrzymać przy sobie ukochaną osobę. Kochać – to utracić panowanie nad sobą. - Paulo Coelho
Nareszcie maturę mam za sobą. Zdałam wszystkie ustne, także bardzo się cieszę. Najbardziej jestem dumna z polskiego, nie zapomniałam mojej pracy i wszystko poszło jak po maśle. Teraz mogę już sobie odpocząć i zacząć wakacje. Postanowiłam, że się zmienię, a zaczęłam od wyglądu. Po maturze pojechałam do fryzjera i zmieniłam kompletnie fryzurę. Ścięłam moje długie włosy i mam je teraz trochę za ramiona. Wycieniowałam je sobie mocniej i jak to ujęła fryzjerka - jest to bardziej niegrzeczna fryzura ;p haha. A tak poza tym to postanowiłam się zdrowiej odżywiać i oczyścić swoje ciało. Poza tym będę uprawiać jogę. Powinnam przez to się wyciszyć wewnętrznie. Czuję, że dojdzie to do skutku zważywszy, że nie mam nic do stracenia. Tak w ogóle to jest taki pan, którego lubię, on mnie też, ale jest jeden problem. Jest strasznie nieśmiały i nie wiem jak sobie z tym poradzić. Czuję, że mogłoby coś z tego wyjść, ale no ta jego nieśmiałość wszystko psuje. Zobaczymy za jakiś czas :)

[1]31 maja 2010 @ 17:21


49. Człowiek dziczeje w tej swojej niezależności, przekonany, że tak jest dobrze i fajnie. Tymczasem bardzo łatwo można się tą wolnością zachłysnąć.
Facet konkretna pomyłka. Wczoraj do mnie zadzwonił i zaprosił na grilla. No więc zabrałam się z kumplem i pojechaliśmy do niego. Było nas dziesięcioro. Wszystko ładnie, pięknie, gdyby nie fakt, że on do mnie w cale się nie odzywał. Ja coś próbowałam zagadać, a on nic. Był tam taki jeden chłopak, który w ciągu tych dwóch godzin okazał mi więcej zainteresowania i ciepła, niż on w ciągu tego miesiąca. Kurcze, kto zaprasza kogoś na grilla, a potem się nie odzywa? Po grillu pojechaliśmy na mecz. On wziął aparat. Odizolował się od wszystkich i robił zdjęcia. Jak mecz się skończył pożegnałam się z koleżanką i poszłam do domu, nie miałam ochoty na niego patrzeć. On zachował się nazbyt lekceważąco. Później na gadu tłumaczył się tym, że był jakiś nieobecny, że potrzebuje czasu by zaufać dziewczynie i musi sobie wszystko poukładać. Niech sobie układa, ale już beze mnie. To było chamskie. Inni starali się ze mną rozmawiać - znałam tylko kilka osób, jakoś być miłymi, a on przeszedł samego siebie. Nie rozumiem takiego czegoś. Wcześniej było fajnie, pisał esy i w ogóle, a teraz się nie odzywa, muszę go ciągnąć za język i mam już tego dosyć. Obiecywał, że się poprawi i tak dalej, ale on potrafi tylko gadać i nic więcej. Nie potrzebnie zawracał mi głowę. A myślałam, że jest w porządku.

© joliment