[4]1 maja 2009 @ 13:18


23. Great minds have purposes, others have wishes.
Maj, maj, maj. Zaczęła się ta lepsza część nadchodzącego lata. Już nie mogę się go doczekać. Tego słońca, plaży i wolnego dnia od szkoły. Te myśli mnie uspokajają, zwłaszcza, że w domu znów jak po kiju. Właśnie piękę matce ciasto na zgodę, no cóż, przez żołądek do serca. Oby się nie wydarła, że masła nie ma. Całe zużyłam do ciasta czekoladowego. Muszę jeszcze posprzątać i będzie dobrze. Przestałam się nią przejmować, ale niestety nadal jestem od niej uzależniona. Jak pójdę do pracy wtedy będę miała trochę więcej swobody, tymczasem mam przed sobą wizję nadchodzącej matury. Widzę jak nie zdaję matmy, a to ma być już za rok! Skup się! Oczyść umysł. Wszystko będzie dobrze. Na razie nie ma się czym przejmować. Ojj, zapomniałam o cieście! Oby się nie spaliło.

[3]11 maja 2009 @ 14:54


24. Live life like you mean it.
Dzisiaj rano byłam u endokrynologa i dowiedziałam się, że nie mam niedoczynności. Po prostu lekarze się pomylili i od ośmiu miesięcy niepotrzebnie biorę tabletki. Ja już nie wiem co tu się dzieje. Każdy lekarz do tej pory mówił, że mam niedoczynność, a ten ni z gruszki, ni z pietruszki twierdzi, że nic mi nie jest i to moja wina. Myślałam, że tam nie wiem co zrobię. Z nerwów poszłam do biblioteki, do urzędu i przjechałam się do urzędu stanu cywilnego. W zasadzie niedawno wróciłam, tak około 14. Musiałam załatwić kilka spraw związanych z dowodem. Kurcze tak mnie zdenerwował ten lekarz, że nie wiem, a na dodatek moja matka zaczęła gadać, że on mądrze mówi, że to moja wina, że jestem taka i owaka. Powiedziała na końcu, że nie będzie się do mnie wstrącać, a nagle ona do mnie dalej nadaje, że facet miał racje, że powinnam coś zrobić. Zaczęła na mnie jechać itp, ale się tak wkurzyłam, że kazałam się jej zamknąć, powiedziałam jej, że mi odpowiada tak jak jest i że jej nigdy się nic nie podoba we mnie. Potem zaczęła mruczeć pod nosem jaką to ona ma córkę i w ogóle, to jej takie głupie gadanie. No tymczasem zaraz muszę lecieć. Dziś mam wiele dróg, a tak mało czasu.

[6]31 maja 2009 @ 16:38


25. Wolę być niedoskonałą wersją samej siebie, niż najlepszą kopią kogoś innego.
Słowa jak słowa, mają swoja moc. Te mnie jakoś urzekły. Ale od początku nie chciałam się zmieniać w kogoś innego, chciałam pozostać sobą, ale w innym ciele, swoim, ale innym. Trochę dziwnie to brzmi, ale kto chce ten zrozumie. W czwartek zapisałam się na prawko. Wszystko było ładnie, pięknie aż do czasu kiedy wróciłam do domu i doszło do mnie w końcu co mówiła ta pani. Wykłady w poniedziałki i środy. ŚRODY! Kompletnie mi nie pasują, zwłaszcza, że wykłady trwają od 18.30 do 20. Czas w ogóle mi nie odpowiada. Zaczęłam panikować czy nie można się wycofać, czy nie można jakoś kasy wziąć spowrotem, zaczęłam planować, jak nie odzyskam kasy to sprzedam telefon i pójdę od razu do pracy, by oddać matce tą kasę (w zasadzie te 500 zł należy do mnie, ale ciotka mi je dała na prawko). Całe to szczęście prysło w ciągu godziny. Z dnia na dzień było coraz gorzej. Pokłóciłam się z matką, ryczałam cały czas. Wczoraj miałam tak spuchnięte oczy, że nic nie widziałam. A to wszystko przez głupie prawo jazdy. Ostatecznie matka zadzwoniła do koleżanki - robiła też prawko tam gdzie się zapisałam i powiedziała, że chodziła na wykłady z nudów. Większość je odpuszczała po prostu. Uspokoiłam się po tych słowach. Jak będę chciała to się sama nauczę teorii, w końcu dostałam stos podręczników. Nie chcę takimi błahymi sprawami opuszczać zebrań. Są one dla mnie całym życiem. No cóż, na szczęście wymyśliłam jak pogodzić obie te rzeczy i mam w sumie czyste sumienie, bo cały czas mnie to męczyło. Teraz myślę jak zrobić to prawko w ciągu tych wakacji. Na to w zasadzie mam czas, ale z drugiej strony, kumpel tak się ugadał z instruktorem, że od razu po dwóch wykładach miał jazdy, ciekawe czy ten facet, z którym chcę mieć jazdy, też będzie taki w porządku. A tymczasem jeszcze mam szkołę. Cały czas nas męczą, choć już niektóre przedmioty mam z głowy, a niektóre nie. Jak mi się nie chce uczyć. To przechodzi ludzkie pojęcie. Wakacje są za 19 dni, a ja (nie powiem, czasem wyjdę na dwór) muszę siedzieć z nosem w książkach. Ale na szczęście tylko ten tydzień, potem mam wybite. Żebym tylko miała takie oceny do jakich dążę to by było super.

© joliment