[11]4 kwietnia 2016 @ 17:58


Dziś miałam wypadek. Półtorej godziny temu wracałam z pracy i wymijałam rowerzystów. Jedna - nie obracając się, nie sygnalizując skręciła w lewo i wjechała mi na maskę. Najlepsze jest to, że jest schizofreniczką i ogólnie chora psychicznie. Walnął mi układ kierowniczy, wypadł reflektor, oczywiście wszystko porysowane i pocharatane.
Dzięki bogu miałam dwóch świadków, którzy poświadczyli, że to nie była moja wina. Ale więcej nie usiądę za kierownicę. Do teraz nogi mi się trzęsą. Nienawidzę tego samochodu.

PS zabrali mi dowód rejestracyjny i nie mam auta.

[4]10 kwietnia 2016 @ 19:14


czasem chcę zniknąć.

[3]24 kwietnia 2016 @ 21:21


Właśnie skończyłam czytać zanim się pojawiłeś. Poryczałam się jak bóbr. Czemu tak fajnie zapowiadająca się książka ma takie zakończenie? Niepotrzebnie w opisie wspomnieli o Emmie i Dexie z jednego dnia. Jak zwykle czuję pustkę, niewyobrażalną pustkę. No i nasunęła mi się refleksja nad moim nieudolnym życiem. Wiem, że jest nudne, identycznie jak bohaterki.

Samochód dostałam w środę. Bez niego to jak bez ręki. Jednakże widząc rowerzystów dostaję palpitacji i słusznie, bo jeżdżą jak idioci. Myślałam, że tamta baba to jednorazowy incydent, ale nie. Jest ich więcej.

W piątek do biura przyszła A. - żona szefa i opowiadała z jaką sytuacją spotkała się po rozprawie, pewna mecenas nazwała ją "dzieckiem" w żartach o coś tam chodziło, a klient A. się obruszył. No nieważne i mi się powiedziało: a może myślała, że jesteś młoda - A. prychnęła, że jest młoda (ma bowiem 38 lat). Oczywiście nie o to mi chodziło, chciałam to wyjaśnić, lecz M. mi chamsko przerwała, by oczywiście dalej lizać dupe A. więc ja się wycofałam. Powiało chłodem, A. się zmyła i kiedy wróciłam z pracy i zadzwoniłam, by ją przeprosić to już nie odebrała. No cóż.

Mówiłam, że M. mnie wkurwia? M. jest pomocą księgowej, dzieli nas pleksi i jej chujowe życie z mężem i teściową. No i non stop gadanie o jej dzieciach i ich chorobach. Rzygam jej życiem. Wiem, że obrabia mi dupę, skoro obgaduje innych to czemu mnie nie ma? W każdą niedzielę powtarzam sobie, że przestanę wysłuchiwać tekstów z jej życia - no i oczywiście przestanę prawić jej morałów, ale jak ona zaczyna mówić to aż słowa same cisną się na język. Zastanawiam się jak ona żyła do tej pory... Większej niemoty nigdy nie spotkałam. Jednakże to tylko pozory, ona swoje myśli i swoje wie, ale próbuje wyciągnąć ze mnie jakiekolwiek informacje, by polecieć z nimi do szefa.
Ale nie. Jutro. Od jutra zamknę moją niewyparzoną buzię. Nie potrzebuję więcej problemów, a że moje miejsce pracy to plotki same w sobie to lepiej nie dawać powodów do większego zainteresowania moją osobą. Czasem tęsknię za czasami, kiedy umiałam powstrzymać się od rozmów z debilami.

© joliment