[7]3 kwietnia 2014 @ 15:42


Ostatnimi czasy nie wychodzę z domu bez herbaty. Lubię wypić coś ciepłego, zwłaszcza, że pogoda niestety nie sprzyja, a miło jest w zimnym pociągu ogrzać się ciepłym kubkiem. W domu mam duży wybór herbatek, teraz uzależniłam się od smaku jabłko-mięta. Tymbark się chowa.
Wczoraj spóźniłam się na zajęcia 25 minut i na dzień dobry dostałam kartkę i miałam pisać wejściówkę, wtf?! Potem awantura o majonez w sałatce. Nie mam słów.
Dziś wydałam ostatnie pieniądze w Hebe. A no trzeba.
Czuję się jakby przejechał mnie autobus.

[2]4 kwietnia 2014 @ 21:03


Czuję się mdło.

[5]6 kwietnia 2014 @ 16:53


W piątek był u nas kuzyn wraz z dziećmi, których nie widziałam 15 lat. Nie poznałabym ich na ulicy. Mój kuzyn ponownie się ożenił, z nową żoną zrobili sobie nowe dziecko, którego nie akceptują jego dzieci, ba, młodzież, cztery i sześć lat młodsi ode mnie. W każdym razie nie dziwię się im. Też nie byłabym zachwycona. Kolejne dziecko po 20 latach. Jego nowa żona nie jest zła, moja matka się nad nią zachwyca i w ogóle, ale jak dla mnie taka szara mysz z niej. Włosy nieogarnięte, ubrana jak sprzed wieku, a niby taaakie kokosy zarabia. Wracając do jego dzieci. I. jest modelką, za niedługo leci do Bangkoku. K. koks, w październiku idzie na studia. Matka jak zwykle oczerniała mnie przy nich. Bo przecież jestem od I. gorsza, bo nie wyglądam jak modelka, a ona ledwo na nogach się trzymała, wory pod oczami, zęby okropne, włosy jak u anorektyczki. Poza tym kuzyn naprawdę był zainteresowany tym co robię, co studiuję, co dalej, ale moja matka poczuwała się do odpowiedzi za mnie i dawała wszystkim do zrozumienia, że nie jestem jej dzieckiem, bo przecież nie wiadomo po kim mam taki charakter...
Dalej już nie chciało mi się rozmawiać, bo matka wiedziała lepiej co siedzi w mojej głowie. Kuzyn od razu się zczaił o co chodzi, więc nie drążył tematu. Moja matka nie jest w stanie znieść, że kogoś może interesować to co robię. W rodzinie każdy wie jaka ona jest, dlatego z nikim nie mamy kontaktu.
Wczoraj był u mnie mój M ♥. Czas spędzony jak zwykle pod czujnym okiem mojej matki. Jestem ciekawa jak za jej czasów wyglądało spotykanie się. Siedzenie kilometr od siebie i rozmawianie o elektryce czy o czym?

[13]8 kwietnia 2014 @ 19:14


Czegoś mi brakuje, ale nie wiem czego.

[6]10 kwietnia 2014 @ 21:06


Co rusz wracają do mnie słowa kuzyna, dr Skrzeszewskiej i aktualnego promotora. Nie wiem ile w nich prawdy, ale zastanawiam się nad ich znaczeniem. Mimo, iż te pierwsze usłyszałam trzy lata temu to ciągle o nich myślę. Ile mam w sobie potencjału? Czy go wykorzystuję? Co w ogóle oznacza, że mam potencjał??? Matka wyśmiała mój plan zrobienia doktoratu i zostania na uczelni. To jedyna rzecz jaka wychodzi mi w życiu, dlatego brałam to pod uwagę. A poza tym nie będę jej słuchać, sama robi w czymś czego nie lubi, więc kim jest by mi narzucać coś co mi się nie podoba?
Poza tym co u mnie? Czuję się nijako, dawno nie pisałam o swoich uczuciach, które wrzuciłam to skrzyni i zakopałam. Temat tak ciężki jak Jowisz. Najlepiej jakby go w ogóle nie było. Czasem chciałabym przespać to wszystko.
Ludzie działają na mnie jak płachta na byka. Odzwyczaiłam się od rozmów, nie lubię ich (?). Gdy jeżdżę pociągiem czy autobusem wolę ten czas spędzić w ciszy, bądź ze słuchawkami w uszach. Denerwują mnie to rozmowy o niczym. Mam wrażenie, jakby ludzie i rozmowa z nimi mnie męczyła. Są osoby z którymi potrafię rozmawiać godzinami, ale jest ich tylko garstka. Czuję jakby cała inteligencja i mądrość wszechświata wyparowała i zostali tylko ludzie rozmawiający o takich bzdurach, że zwykle zmieniam miejsce w pociągu, bo nie jestem w stanie tego słuchać.

BTW jeśli ktoś już chce przywłaszczyć sobie mój html to niech powie, a zrobię mu nowy szablon. Naprawdę to nie jest problem.


[17]13 kwietnia 2014 @ 17:23


Dziś dla odmiany nie będę narzekać.
Jest okej.

[6]18 kwietnia 2014 @ 11:08


Nie uwierzycie. Po n wysłanych CV do h&mu odezwali się i mam rozmowę we wtorek. No szok. Jednakże zastanawiam się czy nie zrezygnować. Nie chcę zasilać wyzyskiwanej rzeszy ludzi za marne grosze. ALE pójdę i zobaczę co mi zaproponują. Nie mam ochoty na przepytywanie, już raz mnie maglowali i starczy. Nie będę prosić by mnie zatrudnili, to oni mają się cieszyć, że się zdecydowałam na nich.
Postanowiłam sobie, że w święta/po świętach zabieram się za pisanie magisterki. Muszę pójść do promotora by oddać mu już czarno na białym plan, literaturę i kilka stron pracy, by wiedzieć na co zwrócić uwagę i szybko się za to wziąć. Wątpię by w wakacje chciałoby mi się ślęczeć nad laptopem.
Kuzynka mimo, iż urodziła dzieciaka jakieś trzy czy cztery tygodnie temu nadal nie dała znaku życia. A obiecała matce, że zadzwoni i do niej wpadniemy. Wiedziałam, że tak będzie. Czułam, że będzie nas mieć w dupie. A teraz ciotka zaprasza nas do siebie na święta, gdzie ona będzie. Nie ma mowy bym jechała. Od zawsze wiedziałam, że się na nas wypnie.

[5]19 kwietnia 2014 @ 22:37


Dopiero usiadłam. Po całym dniu gotowania, sprzątania i latania mam już dość. Nigdy chyba się tyle nie narobiłam na raz. Wiem jedno. Nigdy więcej świąt w domu. Nie lubię tego dwudniowego szału.

Ale muszę się pochwalić moim pierwszym sernikiem na zimno :D Przepis wzięłam stąd, ale przerobiłam go ciut. A mianowicie dałam dwa serki homogenizowane waniliowe po 400g oraz trzy galaretki truskawkowe - nie miałam agrestowej i pomarańczowej. A na górę dałam banaaaany. Wbrew pozorom długo się czeka, aż galaretka stężeje i przybierze właściwą konsystencję by można ją było wlać do tortownicy bez obaw, że się wyleje.



[1]21 kwietnia 2014 @ 20:46


Wkurwia mnie to, że za każdym razem matka próbuje mi i innym udowodnić, że jestem najgorsza. Dziś znów się nasłuchałam u ciotki. Kuzynka przyszła z niemowlakiem i matka znów - litania, że ładniejszego dzieciaka nie widziała, że grzeczna, mała i w ogóle. Dosłownie wchodziła kuzynce w dupe. Najlepsze jest to, że to samo mówiła o dzieciaku kuzyna. Naprawdę zwisają mi te dzieciaki, nie lubię ich, ale to już przechodzi ludzkie pojęcie. Wszystko jestem w stanie znieść, ale kiedy zaczyna na mnie gadać przy innych to szlag mnie trafia...

[15]23 kwietnia 2014 @ 21:22


Tak ciężko jest się zabrać. Za cokolwiek.

[11]25 kwietnia 2014 @ 12:30


We wtorek byłam na pobraniu krwi, pielęgniarka 20 minut szukała mi żył. W efekcie znów mam pokłute ręce, a w poniedziałek idę na kolejne badanie, a wtedy będą mi pobierać na dodatek dwa razy krew. Nie wiem skąd wezmą mi żyłę, chyba z tyłka, bo do teraz ręce mi się nie zregenerowały.

[9]26 kwietnia 2014 @ 21:15


Takie cyrki to tylko w Polsce.
O 12 zawiozłam ojca na lotnisko, by wrócić tam o 18, bo okazało się, że jego bagaż został w Polsce (pilot wywalił 30 walizek, bo samolot był za ciężki?!).
Jego torba przyleci do niego dopiero w czwartek.
Także do tej pory mój ojciec będzie głodować, bo całe jedzenie na 6 tygodni jest w tej torbie.

[4]28 kwietnia 2014 @ 19:15


Teraz tylko czekać na wyniki prolaktyny.

To jakby czekanie na wyrok.

[10]29 kwietnia 2014 @ 18:23


Prolaktyno! Ty suko! Zniszczyłaś mi życie!


PS. Nigdy nie będę mogła mieć dzieci.

[6]30 kwietnia 2014 @ 19:19


I co dalej?

© joliment