[6]1 kwietnia 2012 @ 19:46


Jutro rano jadę już do szpitala, tudzież nie będę miała okazji się odezwać, wolę dmuchać na zimne i nie dopuścić do kolejnej kradzieży, także nie będę brać laptopa i reszty asortymentu (nie wiem czy byłabym w ogóle w stanie z niego korzystać). Toteż moje Drogie, pierwsze co jak wrócę to napiszę, że żyję. Mam jedynie nadzieję, że operacja się uda, a ja szybko dojdę do siebie i to będzie pierwszy powód by nie wymiotować, jak wyjdzie w praktyce to się okaże, czeka mnie sześciomiesięczna kuracja i zobaczymy.

[10]4 kwietnia 2012 @ 12:02


To ja i mój ogromny brzuch tuż po zabiegu. Dosłownie byłam nadmuchana, masakra. Powiem wam, że jak leżałam na sali operacyjnej to było fajnie, nagadałam się i naśmiałam z pielęgniarkami i anestezjologiem, myślałam, że nigdy nie zasnę, ale potem poszło szybciutko. Fakt ból był niesamowity, nie dość, że brzuch mnie bolał to jeszcze kręgosłup. Dostałam cztery kroplówki z ketonalem i dziś wyszłam do domu. Czuję się w miarę okej, jestem jedynie osłabiona i trochę kręci mi się w głowie. Poza tym w poniedziałek odwiedził mnie kumpel, także się nie nudziłam, po zabiegu wpadła kumpela, ale nie złapała ze mną kontaktu, mimo, że byłam 5 godzin po zabiegu. Pamiętam nawet moje pierwsze słowa jak wieźli mnie do pokoju, widziałam moją mamę i zapytałam się jej czemu płacze, przecież ja żyję i nie umieram. Musiałam źle wyglądać. W każdym razie mam nadzieję, że z każdym dniem będzie lepiej i w końcu odżyję.

[24]6 kwietnia 2012 @ 19:45


Z każdym dniem jest lepiej, nie powiem, że ból ustał, ponieważ męczy mnie jeszcze bark, ale tak to jest dobrze. Szwy ściągają mi w środę i mam zamiar w czwartek wrócić na uczelnię, chociaż na jedne ćwiczenia. Poza tym aktualnie zajmuję się siedzeniem i nic-nie-robieniem, z tego względu, że jakikolwiek wysiłek kończy się napadem bólu i kolejną tabletką ketonalu, ale pocieszam się, że za parę dni powinno być lepiej. Czasem myślę jaka głupia byłam i nie słuchałam się matki, gdyby było inaczej to nie doszłoby do tej operacji, a niestety byłam mądrzejsza, ale kurcze niektórzy nie mają rąk, nóg, nerek, płuc czy innych narządów i żyją! Moja matka robi z tego tak wielką sprawę, owszem teraz muszę się pilnować, nie mogę wielu rzeczy, ale co się stało to się nie odstanie. Wiem, że będzie mi to wypominać. No ale najważniejsze jest to, że waga wciąż idzie w dół, a ja nie wymiotuję, naprawdę jestem z siebie dumna.

[18]11 kwietnia 2012 @ 17:04


Niedawno wróciłam ze szpitala, gdzie ściągnęli mi szwy. Dziwnie to wszystko wygląda, no ale cóż, mam nadzieję, że szybko się zagoi. Jutro zaś w końcu idę na uczelnię, w domu wynudziłam się za wszystkie czasy. W piątek mam praktyki, nie chcę mi się tam iść i wysłuchiwać jak źle robiłam, że to moja wina, że miałam operację, no ale nie mam wyjścia. Byle mieć je z głowy. Potem miałam iść z matką do kumpeli, bo jej rodzice nas zaprosili, ale on ma przyjechać, także no bez porównania. W ogóle to jest niesamowite, że ta jedna, jedyna osoba ma tak ogromny wpływ na nasze samopoczucie. Także mam dobry humor, jak nie bardzo dobry :) Wiem, że nie powinnam się nastawiać, że to nic takiego, no ale nie potrafię. W sumie to jestem zła na siebie, że on tak na mnie działa. Dosłownie trzyma mnie w garści.

[9]14 kwietnia 2012 @ 12:10


Powoli zaczynam nadrabiać zaległości, których swoją drogą mam sporo, ale dziś powiedziałam sobie, że ogarnę cały rachunek kosztów, bowiem we wtorek mam iść do P. na konsultacje i odpowiadać z ćwiczeń na których mnie nie było - zejdę tam na zawał (facet czepia się wszystkiego), poza tym muszę ogarnąć moją część na projekt z logistyki dystrybucji, o metody org. się nie martwię - to jest lanie wody, no i ta cholerna ekonomia. Chyba ktoś naprawdę chce mnie wykończyć i powiem szczerze, że nieźle mu to idzie. Dziś matka wypomniała mi moje nieskończone prawko, moja pięta achillesa, ale własny samochód jest tego wart (nie wspominam o paliwie, na które będę musiała zarobić). Także w przyszłym tygodniu w wolnej chwili skoczę do ośrodka i wykupię sobie jazdy, mam nadzieję, że to będzie moje ostatnie podejście. No i stażystka, z którą pracuję zabiera mnie na targi pracy, a nóż widelec coś w końcu znajdę, nie chcę spędzić kolejnego lata na przekopywaniu działki czy stawianiu ogrodzenia, mam nadzieję, że gdzieś mnie zechcą do pracy. Tak w ogóle to teraz mamy w domu problem, ojciec nie może znaleźć pracy, nigdzie go nie chcą, mimo, że rozesłałam milion cv, w Norwegii też nic dla niego nie ma. Boję się, że wszyscy możemy na tym źle wyjść - oczywiście zawieszam kupno mieszkania, nie wiem czy w ogóle w takim razie je dostanę, zwłaszcza, że nikt też nie chce kupić naszego domu. Także jak ma się sypać to wszystko. Rodzicom już nawet nie wspominam, że coś mnie boli, mam wrażenie, że ci chirurdzy coś mi w środku uszkodzili, poza tym moje ramię po wenflonie z narkozą wygląda źle, żyły mogą się zapchać? W każdym razie nie sądziłam, że kiedykolwiek nas takie problemy dopadną. A przyczyną są zawsze pieniądze, tudzież ich brak.

[34]16 kwietnia 2012 @ 17:15


Czy można uciekać przed czymś, do czego się biegnie?

[9]21 kwietnia 2012 @ 20:07


Tak cholernie nie chce mi się uczyć, co gorsza wiem, że muszę. W sumie za chwilę zacznie się sesja, a ja jestem w czarnej dupie, bo olałam sobie totalnie. Jedno szczęście, że ten semestr jest w miarę lajtowy, to może obejdzie się bez poprawek (nadzieja matką głupich), zobaczymy za miesiąc. Jednak przy życiu trzyma mnie świadomość, że w maju pójdę na rower, zacznę biegać i w końcu coś ze sobą zrobię. Ta operacja kompletnie pomieszała moje plany, nie wykupiłam karnetu na siłownię, nie biegałam, w ogóle ledwo chodziłam. Aczkolwiek teraz jest ładna pogoda - o wiele lepsza, niż wcześniej kiedy biegałam w deszczu, więc szkoda by było ją zmarnować na rzecz siłowni. Ponadto brzuch wygląda lepiej, rany prawie się zrosły, toteż jakoś funkcjonuję. Praktyki za tydzień mi się skończą (alleluja!), także otrzymam dwa dni wolne, obym dobrze je wykorzystała. Poza tym to nic takiego się nie dzieje. Ostatnio spotykam starych znajomych i słyszę, że strasznie schudłam, że dobrze wyglądam i w ogóle cud, miód. Wiadomo - tylko się cieszyć, ale moja waga i lustro mówią co innego. Ktoś tu w takim razie kłamie.

edit
Ja wam kurwa pokażę! Będziecie jeszcze płakać.

[14]24 kwietnia 2012 @ 17:54


Nie chcę się chwalić, ale póki co nie wymiotowałam dziś i na to wygląda, że już nie będę - taki mój mały sukces. Jednak pozytywne myślenie dobrze wpływa na nasze nastawienie. I jakiś czas temu dowiedziałam się, że zakwalifikowałam się do Erasmusa :) Także przyszły semestr spędzę sobie w Bremerhaven :) Poza tym w czwartek lub w piątek idę z nim do kina.
W końcu zaczyna się układać.

[15]28 kwietnia 2012 @ 17:03


Wczoraj znów wymiotowałam, co na moje nieszczęście widać. Cały dzień chodziłam w okularach przeciwsłonecznych -,- Poza tym muszę się wziąć do nauki, nie ma mowy o poprawkach w tym roku. Stanę na głowie, by zdać za pierwszym razem rachunek kosztów i całą resztę. To będą ciężkie dwa miesiące.

© joliment