[2]7 marca 2009 @ 10:14


16. Amor non quaerit, amor reperit.
Ajajajj. Ostatnio utyłam, ale to nie koniec nowości. Utyłam przez... WODĘ! Piłam ją codziennie ok 3litry, może troszkę więcej. Nie wiedziałam, że przez taki bzdet można tyć, ale jednak. Teraz akurat ograniczyłam ilość wody i waga spada - na szczęście. Byłam przerażona jej przyrostem. W każdym razie znów weekend i niestety trzeba się uczyć. Wiedziałam, że będzie ciężko w marcu, ale nie, że aż tak! Za to kwiecień będzie już luźniejszy, więcej wolnego i w ogóle, tak samo maj. O czerwcu już nie wspomnę. Chcę wakacje, lato, słońce! Tymczasem skupiam się dalej na chudnięciu. I już nie będę tyle pić. Teraz sprawdza się zdanie, że wszystko w dużych ilościach szkodzi. Teraz jestem mądra, szkoda, że wcześniej o tym nie wiedziałam ;)

[2]12 marca 2009 @ 12:23


17. Powiedz twojemu ciału: wolę mieć w tobie niewolnika niż być twoim niewolnikiem.
Mam anginę i od poniedziałku nie byłam w szkole. Czuję się strasznie, wszystko mnie boli i ciężko mi się oddycha, ale antybiotyk już powoli zaczyna działać. W sumie to już schudłam 5 kg, choć jednak w ciągu trwania tej całej choroby matka we mnie wpycha swoje zdrowe zupki i inne świństwa. Już nie mogę patrzeć na jedzenie, aż rzygać mi się chce jak o nim myślę. Nie mam zamiaru znów odwiedzać toalety. W ciągu tego wolnego nie mam do niczego głowy, do nauki niestety też nie, więc w zasadzie nic takiego nie zrobiłam i nie robiłam. Ostatnio zaś kupiłam sobie tabletki na przemianę materii, niestety są na receptę, ale mam na szczęście w porządku lekarkę, która zapisała mi to co chciałam, bynajmniej na razie tak jest. Stwierdziłam jednak, że zacznę je brać jak wyzdrowieję, bo teraz łykam po siedem tabletek dziennie, w skład wchodzi antybiotyk, flegamina, euthyrox na tarczycę i ibuprom, bo dostałam okres. Wszystko tak na raz zwaliło się w jednym tygodniu. I czuję, że chyba zaraz umrę.

[8]15 marca 2009 @ 16:38


18. Jedz mniej, waż mniej.
Proste i logiczne. Od dziś wszystko co jem ma smak wątróbki, a to co piję grejfruta. Brzuch mnie zaczyna boleć jak zjem więcej niż połowę talerzyka. Mdli mnie od jedzenia, kiedy nie jem czuję się o niebo lepiej, jakby ktoś doczepił mi skrzydła. Jak się ociepli będę biegać z bratem wieczorami, a popołudniami jeździć rowerem z tatą. Będę jeść mniej, o połowę tego co dotychczas. Zgubiła mnie moja słabość do słodyczy. Począwszy od dzisiejszego dnia nie jem już ich, ani ziemniaków, ani makaronu, sera oraz innych rzeczy, które sprawiają, że tyję. Powtarzam sobie, że skoro tyłam miesiącami to nie schudnę w trzy dni. Wiem, że to będzie długi proces, ale efekty są tego warte. Idzie wiosna, robi się cieplej i można w końcu coś zacząć robić w tym kierunku by ważyć mniej. Mam zamiar pójść na prawo jazdy, więc nie będę tak często bywać w domu. Teraz w ogóle nie będę w nim spędzać dużo czasu, gdyż mam sporo planów na kwiecień oraz pozostałe nadchodzące miesiące. Wiem tyle, że będę się ruszać w każdy możliwy sposób. Bo ruch to podstawa, nie wystarczy tylko mniej jeść.

[3]27 marca 2009 @ 19:28


19. Every time you say no thank you to food, you say yes please to thin.
No cóż u mnie w porządku. Chudnę. W swoim tempie, ale zawsze coś. Dziś trochę bardziej zaszalałam, ale moja silna wola wróciła. Nigdy nie czułam się tak dobrze. Teraz mogę wszystko. Co do mojego samopoczucia, tak jak ostatnio - bez zmian. Odnoczę takie wrażenie jakby potrącił mnie autobus. W kwestii uczuć czuję się emocjonalnym kaleką, takim genetycznym, ślepym zaułkiem. Odstraszam lepiej, niż strach na wróble. W zasadzie o to mi chodziło, więc co jest nie tak? Chyba w życiu każdego człowieka przychodzi taka chwila, że musi wreszcie przyznać się przed sobą, że do czego sam umyślnie doprowadził tak na prawdę nie wyszło mu na dobre, a nawet pociągnęło za sobą odwrotne konsekwencje. Albo one takie miały być, ale nie brało się ich pod uwagę? Przecież teraz mało kto myśli o konsekwencjach swoich czynów. Po to wyznacza się sobie cele by je realizować. Reszta jest nie ważna, do czasu kiedy przychodzi taki moment, że zamiast radości odczuwa się beznadziejność, niemoc i bezradność wobec całej reszty, nad którą nie ma się kontroli. Ostatnio stałam się jakaś pusta. Moje życie polega na liczeniu każdej zjedzonej kalorii, chodzeniu do szkoły, wychodzeniu z psem i na nauce. Mam wrażenie, że to nigdy się nie skończy, że nigdy nie osiągnę tej wagi co zamierzam. To takie błędne koło. Tycie - chudnięcie - tycie - chudnięcie - tycie. Mam nadzieję, że to tylko moja chora wyobraźnia płata mi figle, bo ja chcę schudnąć, niczego więcej nie chcę, niczego więcej.

© joliment