[7]1 lutego 2014 @ 18:30


Niestety festiwal kolorów nie odbędzie się w Trójmieście. Wielka szkoda. To trochę (bardzo) niesprawiedliwe, że wszystko dzieje się w centralnej/południowej Polsce. A już myślałam, że zadzieje się coś fajnego. No trudno się mówi. Jest jeszcze Woodstock :)

Miałam postanowienie nie pisać o szkole, ale tak jestem zdenerwowana, że szkoda słów. Wczoraj powinny być wyniki z międzynarodowego, ale wiecie co się okazało? Facet stwierdził, że tyyyle osób zdało, że nie chciało mu się robić listy i kazał zostawić indeksy tym co przyszli to wpisze im ocenę (o ile zdali). (Jakby kurcze nie mógł zrobić listy osób, którzy nie zdali, ale chyba jak widać ciężko przychodzi mu myślenie). No myślałam, że wybuchnę! Co za osioł z niego! Nie dość, że nie ma listy, nie wiadomo kto zdał, to nie można go złapać, ani się dodzwonić. Owszem, ma konsultacje - 8:30 jutro! Oszalał... Egzamin trwał półtorej godziny, bo nie dał nigdzie informacji, że odbędzie się później, na dodatek w innej sali, w innym budynku, na innym wydziale! potem jak łaskawie przyszedł to rozdawał na przemian białe i zielone kartki, kazał wkładać je w koszulki, numerować ławki, a potem oznajmił, że będą minusowe punkty za złe odpowiedzi. No nienormalny. Żałuję, że wybrałam tą uczelnię, ale z kolei w poprzedniej nie było takiej specjalności. Powtarzam sobie tylko: jeszcze półtora roku i koniec.

edit.
Marketing międzynarodowy zaliczony. Fuck yea!

[12]3 lutego 2014 @ 15:00


Nauka gardłem mi wychodzi.
Pojutrze laryngolog.

Używała któraś z Was Lerosett?

[11]4 lutego 2014 @ 19:58


Makroekonomia zdana.
Koncepcje zarządzania poszły mi źle. Pytania o mrówki, organizm i budowę maszyn nie były tym czego się spodziewałam.

[edit]
No więc - laryngolog. Gdy znalazłam się w słabo oznaczonym budynku z małym banerem OTOLARYNGOLOG, pierwsze kroki poczyniłam w kierunku rejestracji by się zapytać kiedy wchodzę, skoro byłam zarejestrowana na konkretną godzinę. Dowiedziałam się, że w ośrodku panuje kto-pierwszy-ten-lepszy i nieważne, że rejestrowałam się ponad dwa miesiące wcześniej na godzinę czternastą trzydzieści, to weszłam i tak po krótkowłosej blond pani, która nie wiedziała o jakiej porze ma wejść do doktora, ale na pewno jest przede mną^^
Jednakże, kiedy po tej pani weszłam przed swoim czasem minut bodajże piętnaście - co mnie ucieszyło, bo przecież szybciej wrócę do domu - pan doktor wypytał w czym problem, wtedy ja wyjaśniłam z czym borykam się na co dzień i w efekcie zostałam zbadana. Uszy, nos, gardło, jakieś gorące lusterko i diagnoza: nie wiem co to może być. Wprawdzie nie mam krzywej przegrody nosowej, ani też czegoś czego nie potrafię wymówić. Prawdopodobnie mam wysuszoną śluzówkę, może to być uczulenie, skutek wielu chorób gardła i przepisano mi tabletki i dwa spraye, po których mam zacząć normalnie bez problemu oddychać.
Nie wiem czy to coś da, skoro jestem leczona na nie-wiem-co-to.

[5]7 lutego 2014 @ 19:47


Prawo zdałam na 5. W końcu opłaciła się nauka z kodeksem w ręku. Czekam jeszcze na wyniki z koncepcji, ale to już jest nieważne, najwyżej będę mieć jedną poprawkę.
Byłam dziś na rozmowie do Van Graaf'a. Odniosłam pozytywne wrażenie o osobach tam pracujących, było przyjemnie, niezbyt formalnie - tak jak zawsze sobie wyobrażałam rozmowę kwalifikacyjną, a nie spęd trzydziestu osób bijących się jawnie o kilka miejsc i przekrzykujących się jeden przez drugiego. Ponadto praca jest na 3/4 etatu, co mnie troszkę przestraszyło, ponieważ w Zarze było mi dosyć ciężko pracując na pół - tam miałam same popołudnia. Co jeszcze? W tej firmie panują inne zasady, kasjerzy zajmują się tylko kasowaniem, każdy ma jasno określone obowiązki. Dla mnie to lekki szok, po tym co przeszłam w Zarze, gdzie robiłam wszystko i musiałam stać na baczność. Ale no nieważne. Do końca przyszłego tygodnia mają się odezwać, jeśli będą zainteresowani. W poniedziałek mam rozmowę w IGS Schreiner jako Spedytor Morski (taaak zaszalałam), a we wtorek do PHU Delta, czyli też odzieżówka, tym razem sportowa. Najbardziej bym chciała załapać się gdzieś na pół etatu póki co, przynajmniej do skończenia tego roku. Nie ma mowy o przejściu na zaoczne w tym momencie, kiedy nie wiem, czy po okresie próbnym po prostu mnie nie zwolnią.

Jakiś czas temu wzięłam się za czytanie książki The fault in our stars John'a Green'a. W ogóle muszę nadrobić zaległości książkowe. Mam mnóstwo ebook'ów na laptopie, które obiecałam sobie, że w końcu przeczytam, ale jakoś nigdy czasu nie starczało, poza tym wolę wziąć książkę do ręki, aniżeli męczyć oczy na laptopie. Ale teraz nie ma odwrotu, mam aż tydzień ferii, więc wykorzystam go należycie :)

[14]9 lutego 2014 @ 12:55


Wczoraj moja matka przeszła samą siebie. Ale może od początku. Przez sesję miałam mało czasu na wszystko (o ile w ogóle go miałam), to moja matka tego nie rozumiała. Stwierdziła, że M. już do nas nie przyjeżdża tak często, więc wydedukowała, iż się pokłóciliśmy i już nie jesteśmy razem (tzn. już mnie nie chce, no bo jak to możliwe, by jakiś mężczyzna mnie pokochał?!). Próbowałam jej tłumaczyć, że on na informatyce ma dużo więcej materiału ode mnie i naprawdę siedzi i się uczy. Niestety moje tłumaczenie nic nie dało, jakby grochem o ścianę. Ona uważała, że ma rację. Najciekawsze jest to, że chciała mi udowodnić, że nie jestem nikogo (jego) warta. Nie wiem, jakbym była jakaś ułomna (?). W każdym razie M. przyjechał do „mnie” wczoraj. Nie wiem co w moją matkę wstąpiło, ale ani na chwilę nie byliśmy sami. Widzieliśmy się pierwszy raz od dłuższego czasu, a ona kazała nam siedzieć z nią w salonie i najzwyczajniej w świecie nas pilnowała. Zdenerwowała mnie, kiedy zaczęła jeździć po mnie i wrzeszczeć, a nie moja wina, że nie ma pamięci do tego co powiedziała mi 5 minut wcześniej... Wszystko jak zwykle, by popisać się przed M. że ona tu rządzi ;/ Później wypiła za dużo wina i zaczęła dziwnie się zachowywać, męczyć psa i w ogóle. Nie spodobało mi się to zachowanie. Także dzień tak nam zleciał, że nawet nie było chwili abyśmy mogli sami porozmawiać i najzwyczajniej w świecie się przytulić. Ona nie znosi tego widoku i zabroniła mi miziać się pod jej dachem^^ Zasłania się, że ona przy nikim do ojca się nie przytulała, nawet przy swoich rodzicach. Jenyy to, że oni się nie kochają i nie okazują sobie (mi) uczuć, nie znaczy, że ja jestem taka sama.

[8]11 lutego 2014 @ 13:39


Jestem po rozmowie /kolejnej/ i mam lekko mieszane uczucia, ale trzeba czekać. W czwartek mam rozmowę o praktyki bezpłatne. Eh grunt to doświadczenie.
Nastrój jak pogoda - beznadziejny.

[8]17 lutego 2014 @ 13:30


Od kilku dni zbieram się do napisania tej notki, ale za każdym razem z marnym skutkiem. W zasadzie nie wiedziałam jak zacząć, więc się poddałam, ale chyba dłużej już nie mogę przed tym uciekać. W cale nie jest tak kolorowo. Jest beznadziejnie. Mój związek legł w gruzach. Nie widujemy się, nie rozmawiamy tyle, ciągle się kłócimy. Jego obsesyjna zazdrość mnie przerosła. Mam dość. Nie chce być z kimś, kto nie ma dla mnie czasu, a jego życiem rządzi matka, która zabiera mu telefon, bo prowadzi kretyńskie rozmowy.
Tak w ogóle przed chwilą dostałam telefon ze sklepu sportowego - nie chcą mnie. Ostatnia nadzieja w VG. Nawet na polu zawodowym jest do kitu. Stwierdziłam, że się poddaję i już nie szukam pracy. Nie będę zaprzątać sobie głowy czymś niemożliwym, lepiej wezmę się za pisane magisterki.
Najśmieszniejsze jest to, że jutro są moje urodziny, a moja matka do brata wyleciała z tekstem co on chce dostać na swoje urodziny. Nieważne, że są za miesiąc :]
Wspominałam, że nienawidzę moich urodzin? Od 5 lat wszyscy o nich zapominają i tak naprawdę nie miałam takich z prawdziwego zdarzenia, zwykle ich nie miałam, a jak już to obchodziłam z bratem. Więc zaczęłam udawać, że ich nie ma i tak cała reszta świata.

edit.
Pociesza mnie fakt, że w sierpniu w Gdańsku będzie Justin Timberlake. W końcu jakiś konkretny koncert koło nosa.

[3]19 lutego 2014 @ 13:41


Wczorajszy dzień spędziłam z M. i było miło. W ostateczności nie poszedł na zajęcia i został ze mną. Na początku nie byłam zachwycona tym pomysłem, bo nie chcę by opuszczał ćwiczenia, ale z drugiej brakowało mi go. Tak strasznie rzadko się widujemy. Co z resztą działa na naszą niekorzyść, bo bardzo się kłócimy, czasem już nie wiem o co. Zazdroszczę tym wszystkim parom, które mają dużo czasu dla siebie, które są w stanie nawet i zamieszkać razem. A tak a propos dziś wracałam z AK. Bierze ślub 15 sierpnia. Kiedy usłyszałam ile dotychczas pieniędzy władowała w wesele to się za głowę złapałam, no, ale z drugiej strony robi je na 100 osób - więc nie jest to mały wydatek. Jak ma się kogo zaprosić to na pewno to ma sens, ale jak nie ma się rodziny, ani kasy to jest to chyba zbędne. Kiedyś marzyłam o wielkim weselu, ale z biegiem czasu zmieniłam zdanie, wolałabym pojechać na jakąś wycieczkę, czy zainwestować w mieszkanie. No cóż, siła priorytetów.

Ponadto chciałabym podziękować z całego serca Jaćce ;*** za piękną kartkę. Sprawiła mi wiele radości i przypomniała, że jednak ktoś jednak o mnie pamięta ;* Jeszcze raz dziękuję ślicznie, naprawdę musiałaś w nią włożyć dużo pracy ;**

Moja mama zaproponowała mi, abym chodziła do dwóch babeczek robić zakupy i wykonywać drobne prace. W sumie póki nie mam konkretnej pracy to czemu nie? To nie to samo co ciśnienie w sklepie, gdzie zawsze brzuch mnie bolał przed pójściem do niej ;/

[2]22 lutego 2014 @ 19:30


Od rana sprzątam ze skutkiem takim, że przeciążyłam rękę i nawet nie mogę pisać. Ale za to oświeciło mnie i mam temat pracy magisterskiej :D Mam nadzieję, że promotorowi przypadnie do gustu i nie będzie kręcić nosem. Mam plan szybko napisać pracę, żeby potem się z nią nie bujać.
We wtorek mam spotkanie z tymi starszymi babeczkami, odnośnie pracy - robienie zakupów i inne drobne prace. Moja mama wynegocjowała stawkę 12 zł/h - sądzę, że całkiem spoko, zważając, że ta praca to nic ciężkiego.
Mój kumpel zaproponował, żebyśmy się dziś spotkali, ale nie mam siły - i tak jestem po trzech kawach - a padam na twarz. Z resztą nie lubię jak ktoś z takim opóźnieniem się umawia.

[5]24 lutego 2014 @ 14:25


Pojechałam specjalnie po zajęciach do galerii. Szukałam torby/torebki. Czegoś konkretnego. Jednakże niczego konkretnego nie znalazłam. Oczywiście wykorzystałam moje 10% rabatu w rossmannie i to by było na tyle. Jutro kolejne seminarium, a ja wciąż nie mam sprecyzowanego tematu, kiedy inni dokładnie wiedzą o czym chcą pisać. Chociaż w przypadku licencjatu też długo nie miałam tematu, by potem napisać trzy rozdziały w kilka dni.

Nie pisałam Wam tego, ale mam problemy z KK. Która znów pokazuje rogi. Pomiata mną, rządzi się, robi awantury. Dziś zrobiła scenę, bo usiadłam z kim innym na ćwiczeniach. Koszmar po prostu. Nie chcę tak żyć, ale jestem z nią w każdej możliwej grupie, wykładach do wyboru, czy projektach... AK zwróciła mi uwagę, że nie mogę być taka miękka i mieć własne zdanie, ale kiedy przychodzi co do czego i ktoś podnosi na mnie głos po prostu się gubię. Taki świat chyba nie jest dla mnie.


edit
Zmieniłam wykład do wyboru. KK będzie wściekła, bo już nie będziemy na nich razem.
Czemu ona jest taką egoistką???
Czemu ja jestem tak mało stanowcza?

[6]25 lutego 2014 @ 18:00


Zostałam zwyzywana na maksa. I to dlatego, że jestem na innym wykładzie, niż ona...

[15]26 lutego 2014 @ 19:14


Lekcja 1.

  • asertywny:
    wyrażający swoje poglądy w jasny i otwarty sposób i dbający o jak najlepsze zaspokojenie swoich potrzeb, ale przy tym szanujący zdanie i potrzeby innych ludzi; domagający się respektowania swoich praw, ale nie kosztem innych


  • Wniosek:
    Wprowadzić w życie.

    [7]28 lutego 2014 @ 15:45


    Dziś tym razem usłyszałam, że moja matka chce się mnie pozbyć z domu, bo nie może na mnie patrzeć.
    Obojętnie co robię i tak jest źle.
    Poszłabym, ale gdzie i za co?

    © joliment