[9]3 listopada 2013 @ 11:32


Nie wiem czemu, ale się stresuję przed dzisiejszym dniem. Wiem, że muszę stanąć na kasie, muszę się tego wszystkiego nauczyć, a wiedzy do przyswojenia jest sporo. Poza tym mam dwa projekty do zrobienia i brak czasu na nie.
Zastanawiam się czy pójście do pracy nie było błędem, albo czy pójście na mgr to nie był błąd. Sama nie wiem. Na uczelni jest do kitu, nikt nic nie tłumaczy, na ćwiczeniach lecimy z koksem, babka nawet nie powie co skąd się wzięło.
Chyba mój błąd (o ile mogę to tak określić) wziął się z tego, iż miałam iść do pracy na cały etat i na studia zaoczne, a nie na pół etatu i studia dzienne. Na zaoczne się nie przeniosę, bo z mojej pensji nie starczy mi na abonament, bilet i na zapłacenie czesnego. Serio to nie wiem co robić. Wykształcenie wyższe mam, póki co mgr nie jest mi do niczego potrzebne. Nie wiem czy w ogóle chcę to studiować. Naprawdę nie wiem. Cały ten okres od kwietnia do września szukałam konkretnej pracy, by nie musieć już iść na studia i w zasadzie przyznam się bez bicia - poszłam na nie z braku laku.
Najgorsze jest to, że nie mam z kim o tym porozmawiać.

[15]5 listopada 2013 @ 15:44


Póki co staram się ogarniać na tyle ile mogę, jeśli później nie będę w stanie to będę myśleć.

Wczoraj na kasie źle wbiłam płatność kartą, zamiast Mastercard to wpisałam Maestro. Z tego co mówiła mi A. to jest tylko fikcyjna różnica i nie powinno nic być, jednakże czy w gotówce się pomyliłam to już nie wiem. Z tego co mi się wydaje to raczej nie. A to wszystko przez to, że do sklepu przyszedł Rosjanin z małym synkiem, na którego wrzeszczał, targał za włosy, uszy i lał po tyłku. Facet to robił na moich oczach. Ja byłam w szoku, jednakże jak powiedziała mi menedżerka nie mogę go pouczać, jedynie prosić by zachowywał się ciszej, bo jest w miejscu publicznym. Tragedia. Poza tym typ podszedł do mnie do kasy i zostawił czapkę i szalik na pół godziny ;| jakbym kurcze miała stać i czekać na niego. Brak słów.
Jutro idę na wieczór, na szczęście będę z W., także przynajmniej będę miała buzię do kogo otworzyć i nie będzie jak wczoraj, kiedy to byłam sama na dziale ;/

[4]8 listopada 2013 @ 22:21


Jestem dziś wykończona. Pobudka o 4:30, dostawa na 7:00, parę godzin spędzonych na magazynie szukając wiatru w polu, kilka godzin szkolenia, które i tak mogę sobie wsadzić w dupę, bo już wszystko wiem.
A co najfajniejsze, to dowiedziałam się, że muszę zrezygnować z zajęć we wtorek, środę i czwartek, bo jest obowiązkowe zatowarowanie i będziemy na sklepie po 12 godzin :] Nie było pytania czy mam szkołę, czy mam ćwiczenia, ważne zajęcia (!) tylko regionalna powiedziała, że obowiązkowo musi się stawić cały dział i koniec.
Raz mogę sobie odpuścić, ale potem do końca semestru już nie. Usłyszałam tylko, że firma wymaga ode mnie, żebym też była elastyczna, skoro oni dostosowują mi się do grafiku ;/ Zajebiście.

Tak w ogóle już mi z MN minęło 5 miesięcy i sama nawet nie wiem, gdzie się podział ten czas. Wciąż jest jak na początku, chemia, motylki i inne cuda :) Nie sądziłam, że w ogóle doświadczę takiej miłości, pełnego zaangażowania, zrozumienia, przyjaźni... Oby takich miesięcy było więcej.

[11]14 listopada 2013 @ 10:26


Szczerze to nie mam czasu na pisanie tutaj. Po tych trzech dniach zatowarowania kręgosłup w dupę mi wchodzi. Poza tym grafik mam tak tragiczny, że szkoda słów, zawsze mam na popołudnie i nie mam dosłownie czym wrócić do domu, bo zmiana kończy się o 22:30 ;/ Może uda mi się jeszcze z kimś zamienić. Bleh.

[6]17 listopada 2013 @ 12:16


Grafiku nie da się zmienić/przyjść wcześniej/skończyć wcześniej. Dostałam tylko opierdol od kierowniczki. Także nie mogę podskakiwać, bo jeszcze mnie zwolnią.
Poza tym moje stopy od uniformowych butów czują się tragicznie. Tak niewygodne, że szkoda słów, jednakże zaraz zakładam wełniane skarpety by je rozejść. Przecież muszę w nich pracować...

[10]22 listopada 2013 @ 12:07


Kiedy w końcu coś się ruszy w moim życiu? Mam wrażenie, że wszystkie etapy się zatarły i nie ma jakiegokolwiek postępu. Najpierw studia, potem kolejne, ciężka praca z niezbyt ciekawą perspektywą na przyszłość. Niby wszystko po kolei, ale nie tego bym chciała. Ciężko pracowałam na wymarzoną pracę, a teraz jedynie na co mnie stać to praca w sklepie. Nieważne, że z-ca mojej kierowniczki ma niższe wykształcenie niż ja, za co mnie "terroryzuje". Nie wiem ile muszę jeszcze zrobić, uczyć się by pracować na właściwym dla siebie stanowisku i firmie...

[6]29 listopada 2013 @ 21:50


Jak się wali - to wszystko.
Zwolnili mnie (kierowniczka z uśmiechem na twarzy wręczyła mi wypowiedzenie, ogólnie chodziło o to, że mnie nie lubi i zasłaniała się, że to ze względu na tempo pracy i nasze relacje - cokolwiek to znaczy).
Muszę sama się utrzymywać, matka się wkurwiła za to zwolnienie i uważa, że to moja wina, bo jestem gruba.
Tyle ciężkiej pracy poszło się jebać. Ogółem nie polecam firmy ZARA - Auschwitz-Birkenau jak się patrzy ;/
Dobranoc.

© joliment