[8]1 listopada 2011 @ 16:41


178. Katar w Średniowieczu leczono wkładając choremu do nosa cebulę z musztardą.
Jak na listopad to jest strasznie ciepło. Byłam z psem w samej bluzie i nie zmarzłam. Rodzina się nie zjechała. W sumie nie robi, i tak nie chodzę na groby, ale czuć, że jest inaczej. Od kilku dni się nudzę. Przeczytałam wszystkie możliwe książki, nasłuchałam się muzyki i co chwilę wychodzę z psem, ale i tak nie mam co ze sobą zrobić. Brakuje mi kontaktu z ludźmi. Już drugi raz czuję się tak wyalienowana na tym zadupiu. W zasadzie mogłabym się pouczyć, ale nie ma czego. Albo ja nie wiem w co ręce włożyć. Nikt nam nic nie wytłumaczył, jakbyśmy byli alfą i omegą i wiedzieli co robić. Ale w czwartek dowiem się co i jak, przynajmniej mam taką nadzieję.
Mam strasznie zmienne nastroje. Z agresji wpadam w furię, potem płacz i mam ochotę się powiesić. Już nawet obmyślałam plan na którym drzewie to zrobić. Nigdy nie było tak źle.

[8]2 listopada 2011 @ 16:32


Dziś drzewa wyglądały tak pięknie. Zastanawiałam się jakbym wyglądała na jednym z nich.

[3]3 listopada 2011 @ 22:16


ehh dziś znów "kumpel" z grupy zmieszał mnie z błotem. a reszta nic nie mówiła, po prostu się patrzyli i podśmiewali. mam już dość takiego traktowania. na dodatek pan S. słyszał to i też nie zareagował. po prostu byłam w szoku. już miałam się rozpłakać. jak tak można?! dziwicie się, że nie chce mi się żyć. nie mam po co ani dla kogo żyć! jestem na uczelni i w domu traktowana jak gówno, kurcze taka prawda!
na dodatek ten kosmiczny ból. nie wytrzymam.

[9]5 listopada 2011 @ 22:02


Byłam dziś obczaić laptopa z matką. W poniedziałek pojadę i go kupię. W zasadzie nie chce mi się czekać tak długo, ale bank jutro jest zamknięty, więc no cóż. Jakoś przeżyję. Jutro wpada do mojego brata chłopak od korków (ten fajny, ale zajęty). Także ogarnę dom, by jakoś tu wyglądało. W piątek idę do szpitala i powoli zaczynam się bać. Co jeśli i tak dalej.

[12]8 listopada 2011 @ 16:20


Mam już własnego laptopa. W sumie to się cieszę, zawsze to więcej prywatności. Poza tym to u mnie sajgon teraz. Przez ten szpital nie będę miała kiedy się uczyć i w sumie z czego. Potrzebuję internet, żeby zrobić projekty. Ehh. A faceci to świnie.

[9]9 listopada 2011 @ 16:12


Zastanawiam się co jest ze mną nie tak, co ja robię źle? No co???
Znów to samo, jak sprzed pięciu miesięcy.
Poddaję się, naprawdę już się poddaję.
Skończyłam.

[4]10 listopada 2011 @ 22:01


Kochane, dziękuję za te słowa otuchy :* Naprawdę wiele dla mnie znaczą, nie wiem jakbym sobie poradziła bez was. Tymczasem jestem już spakowana. Zaopatrzyłam się w notatki, krzyżówki, mp3 i hmm resztę niezbędnych rzeczy. Odezwę się w poniedziałek lub wtorek. Wtedy napiszę wam wszystko co i jak. Trzymajcie się :*

[9]15 listopada 2011 @ 14:07


Wróciłam.
To były najgorsze cztery dni, jakie mogłam spędzić w szpitalu. Pomijając towarzystwo głupich, starych bab, nieprzespanych nocy, niewygodnego łóżka i pobudki o 5, bo sprzątaczka musiała wymienić śmieci to i tak jestem w punkcie wyjścia. Resztę wyników dostanę za tydzień i lekarze nie wiedzą o co kaman. Oglądało mnie multum studentów - czułam się jak jakiś królik doświadczalny i za każdym razem trzeba było opowiadać jedno i to samo. Wiadomo muszą się uczyć, ale przy mojej chorobie "obrzydzenia do siebie" to ten pomysł dr K., M. i R. nie był najlepszy. Przeszłam załamanie nerwowe, już skakałam przez okno. Nawet się rozpłakałam, ale zwisało mi to, że te głupie baby mnie widzą. Naprawdę ich intelekt nie przewyższał przedszkolaka. Także w sumie to cieszę się, że już jestem w domu, w końcu się wyśpię i wezmę prysznic, bo w szpitalu nie miałam odwagi, w toalecie brud i smród. Masakra. Także jest jak wcześniej, z tym, że resztka mojej pewności siebie została wychłostana i już nigdy więcej nie pokażę się nikomu naga.

[8]17 listopada 2011 @ 15:16


Ogarnęłam się w końcu i przeszłam na konkretną dietę. Jestem naprawdę z siebie dumna, nie dałam się ani jednej pokusie, mimo, że miałam ochotę. Czuję, że mogę wszystko, teraz jest to możliwe. Matka nie aprobuje mojego wyboru, no cóż, jak chce to niech je te świństwa, ja nie mam zamiaru. Nie przejmuję się nią, bo i tak zrobię po swojemu. Udowodnię im wszystkim, że chcieć to móc!

[22]19 listopada 2011 @ 12:10


"Dobra kumpela" odbijająca Ci faceta - bezcenne.

[10]20 listopada 2011 @ 19:16


Niestety jak zwykle na własnej skórze muszę się przekonać, że ludzie są źli, egoistyczni, podli, chamscy, fałszywi i dwulicowi. Jednak moja mama miała rację: nie rób nikomu dobrze, a nie będzie tobie źle.
Albo może dobrze się stało. Otworzyłam oczy i w końcu zobaczyłam, że ta z którą niby się kumplowałam tak naprawdę miała mnie gdzieś. Szukała jedynie własnej korzyści. A on, no cóż, niby jest okej, ale niby nie. Gdyby był wartościowym facetem to by ją olał, a że nie jest... Wiecie jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o seks.
Nieważne co o nim myślałam wcześniej. Wczoraj wszystko się zmieniło. A ja muszę iść do przodu. Wciąż skoncentrowana na diecie jak nigdy.
Naprawdę mówię wam, nie wiem jakim cudem udaje mi się panować nad sobą, że nie rzucam się jak wcześniej na słodycze, ciasto i resztę niezdrowego jedzenia. Ta jak wy sama jestem w szoku. Wydaje mi się, że otrzeźwiałam w szpitalu, przerażona wizją nowotworu nie chciałam wyglądać tak do końca życia. I czuję swego rodzaju satysfakcję, że w końcu moje "chcieć to móc" rzeczywiście jest "móc". Tak jak sobie postanowiłam, to tak będzie. Muszę coś zrobić ze swoim życiem w końcu. Chciałabym wstawać rano i uśmiechać się do siebie i głośno stwierdzić, że jest dobrze. Na pewno minie sporo czasu, żeby tak się stało. I będę musiała zrzucić wiele kilogramów by to powiedzieć. Ale mimo tego jestem zmobilizowana do działania, nikt już nigdy nie powie, że na nic mnie nie stać. Bo stać mnie na wiele.

edit
Nie mam guza przysadki!!! :D

[5]24 listopada 2011 @ 17:53


Strasznie mi zimno, siedzę pod kołdrą, a wciąż się trzęsę. Jestem zmarznięta do szpiku kości. Dziś był pożar "na niby" i wywalili nas z uczelni na boisko i staliśmy bez kurtek jakieś pół godziny. Wiem, że będę chora. Czuję to. Poza tym z dietą idzie dobrze, na wagę nie wchodzę, ponieważ dostałam okres i czuję się jakby przejechał mnie autobus. Po tym tygodniu jestem fizycznie i psychicznie wykończona. Chciałabym pójść spać i się nie obudzić. To wszystko już mnie przytłacza.

[5]25 listopada 2011 @ 14:38


Brak mi słów na niego. W dupie go mam! Jak się umawia to niech chociaż dotrzyma słowa do cholery! Założę się, że w tej chwili zabawia się z tą pizdą.

edit
Dobra już panikuję, nie powinnam. Ale ostatni raz było podobnie - on się nie odzywa, a potem mnie zostawia.

Jutro się widzimy to mu wygarnę.

[7]26 listopada 2011 @ 16:29


No więc spotkaliśmy się dziś. Poszliśmy do parku, szliśmy w zasadzie cały czas przez lasek. Poza tym zmarzłam, był straszny wiatr, później swoich włosów nie mogłam rozczesać, no ale cóż. Było pozytywnie, on mówił cały czas, a ja heh nie wydusiłam za wiele. Zawsze mam coś do powiedzenia to jednak on zdominował naszą rozmowę. Co dalej, nie wiem. Czy coś z tego wyjdzie, nie wiem. Nie nastawiam się. Uznaję to po prostu za normalnie spotkanie dwójki znajomych.

[10]28 listopada 2011 @ 12:57


Co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr.

[13]29 listopada 2011 @ 19:59


Czemu w życiu nie ma opcji wytnij albo wróć?
No pytam się, dlaczego?

© joliment