[11]2 października 2013 @ 14:30


Ostatnimi czasy już nie mogę patrzeć na moje włosy i zastanawiam się ile jest prawdy w tym co pisze Kosmetyczna Hedonistka. Czy to tak samo zadziała na moje włosy? W sumie nie mam czarnych, raczej brąz z a'la czerwonym/rudym. Mam już 5cm odrostu i naprawdę wypadałoby coś z tym zrobić. Poza tym szkoda mi włosów, by zrobić dekoloryzację u fryzjera, zwłaszcza, że mimo, iż farbowałam włosy parę razy to nie mam siana. Ah trudna decyzja.
Ponadto zawiozłam już dokumenty do ZARY. Teraz tylko czekać na szkolenie.

[20]6 października 2013 @ 11:27


I dopadła mnie choroba. Straszna sprawa.

Najbardziej denerwuje mnie niekonsekwencja mojej matki wobec mojego brata. Narzeka, że nic nie robi, że nie ma obowiązków, a sama gotuje mu obiadki, robi śniadanie do pracy... On w zasadzie przychodzi na gotowe. Jego zajęciem poza pracą jest granie na komputerze. Także jak on stwierdził, że nie chce studiować, to rozumiem, iż on będzie robić przy sobie wszystko + sprzątać i wychodzić z psem. Chciałam mu ułatwić życie, ale skoro on nie chce, to mu utrudnię :] Ja też za niedługo zaczynam pracę, dodatkowo studiuję dziennie i robię wszystko inne. I do jasnej ciasnej nie narzekam!
Skoro matka nie umie go wychować to ja go wychowam :)
Da bum tss!

[8]8 października 2013 @ 18:45


Niedawno wróciłam z uczelni.
Ewidentnie mi się tam nie podoba. Ludzie jacyś mało życzliwi, nie wiadomo gdzie co jest, a wykładowcy jakby z choinki spadli. Ale pochodzę i popatrzę, zawsze przecież mogę zrezygnować.

Łeb tak mnie boli, że szkoda słów.

[10]11 października 2013 @ 11:00


W końcu odezwali się z ZARY. W tym lub przyszłym tygodniu będę podpisywać umowę, w końcu! Tak strasznie mi się nie chce siedzieć w domu i robić wszystko. Myślałam, że jak brat rzuci studia to mnie odciąży, gówno prawda. Matka znów się mną wysługuje. Nie pamiętam, kiedy któreś z nich wyszło z psem.

[10]14 października 2013 @ 17:57


Nie mam ostatnio weny. Do niczego.
Czekam cały czas na telefon z zary, chciałabym w końcu podpisać umowę i wziąć się do pracy.
Nie lubię czekać.
Na uczelni całkiem spoko, cieszę się jedynie, że dobrze trafiłam wybierając wykład do wyboru. Facet, który go prowadzi jest konkretny, rzeczowy, zabawny i co najważniejsze ludzki. Szkoda, że pozostali to tacy chuje, których nawet zwolnienie ze szpitala nie interesuje, bo się pod samochód wpadło.
Z moim MN naprawdę dobrze nam się układa. Nie sądziłam, że z jakimkolwiek jeszcze facetem będę się tak dogadywać :) Żałuję tylko, że tak późno go poznałam, że musiałam przejść przez takie bagno, narobić sobie tyle problemów z poprzednim, by teraz było okej. Jednakże przypadek rządzi człowiekiem i cieszę się, że go spotkałam :)

[11]18 października 2013 @ 10:30


Nie lubię, gdy KK robi mi głupie aluzje przy innych.
Olewam grupową integrację. Nie dość, że późno, to tak mnie zniechęciła do swojej osoby, że naprawdę mi się odechciało tego wyjścia.

edit.
Dziewczyny wróciły jakoś po północy. KK od „uprzejmego” smsa się nie odezwała. Nie rozumiem, jak można się tak obrażać??? Poza tym, w smsie pisze mi, że nie wierzy w to co mówię, a swojemu facetowi, który ją okłamywał od początku i okradał wierzyła we wszystko. I gdzie tu jest logika? ;)
Stwierdziłam, że nie będę się odzywać, czy wchodzić w dupę bez mydła. Zawsze mogła na mnie liczyć, a tu taki cios od niej. Przestałam być dobra. Dosyć za to dostałam po dupie.

[3]19 października 2013 @ 19:56


KK najwyraźniej bierze mnie na przetrzymanie i się nie odzywa. Mam wrażenie, że biorę udział w teatrzyku dla pięciolatków. Z tym, że ja mam 22 lata, a nie 5 i biorąc mnie na „przetrzymanie”, tak naprawdę robi sobie na złość, nie mi. Ale jak tak się zastanawiam, to MN ma rację. Ona zawsze taka była, zachowywała się jak dziecko, a ja tego nie widziałam, może bardziej zwróciłam na to uwagę jak była z Arturem, wtedy rzeczywiście pokazała jaka jest. A, że wyszło jak wyszło, on ją okradł i okłamał, bo dawała sobą manipulować, a kiedy ja - jej dobra kumpela, którą zna tyle czasu, nie mogłam z nią wyjść na imprezę, bo w sadzie rodziców było włamanie (gówniarze włamali się do domku i moja mama musiała tam jechać) to mi nie uwierzyła i się jednym słowem fochnęła. Nie wiem czemu byłam tak głupia, że tyle czasu się z nią zadawałam, mimo, iż wiedziałam, że ją interesują tylko imprezy i nowe ciuchy, na które swoją drogą mnie nie było stać. Chyba sprawiało jej to satysfakcję, że co chwilę mogła się pochwalić czymś nowym, a ja chodziłam w tych samych dziurawych butach przez 4 lata, o czym doskonale wiedziała.
Teraz widzę jak bardzo się różnimy. Należymy do różnych światów. Jej wszystko przychodziło lekko, to co zapragnęła to miała. Chciała jechać na Coke'a? Jechała. Chciała do Barcelony? Też pieniądze dostała. Koncert Lady Gagi w Ergo Arenie? Poszła! Heineken? Też. I wciąż do mnie pretensje czemu z nią nie chodzę i nie jeżdżę. Bo jeśli mogłabym pojechać to na jedną rzecz, nie na wszystko -> wyjazd do Zakopanego z jej ex, który nie doszedł do skutku, bo ją okłamał i nas nie poinformował, że wyssał sobie z palca rodzinę posiadającą pensjonat. Po tej aferze miałam zakaz wyjazdu gdziekolwiek :] Dzięki wielkie Artur! Żeby urodzić się takim chujem też trzeba mieć szczęście. Podsumowując. Straciłam resztki zaufania do niej. Niech żyje sobie beze mnie.

[7]20 października 2013 @ 19:30


Dziś jakaś taka nie do życia jestem. Szybko zbiera mi się na płacz, chodzę zła i najchętniej wskoczyłabym pod koc i już z niego nie wychodziła.
Pogoda również nie nastraja optymistycznie.

[6]23 października 2013 @ 19:30


W piątek idę na 4 godziny do pracy, w końcu :) Póki co będzie to w Galerii Bałtyckiej, gdyż nasz sklep w Rivierze zostanie otwarty dopiero 15-nastego listopada, no chyba, że uda im się wcześniej, choć nie wiem. Dwa piętra ogarnąć to nie jest taka prosta sprawa. Tak w ogóle będę na dziale dziecięcym ;D Póki co. Naprawdę się cieszę, że ten wolny czas sensownie spożytkuję. Już nie chce mi się siedzieć w domu i w kółko sprzątać, gotować i wychodzić z psem. Zbrzydło mi codzienne robienie obiadków mojemu bratu, bo on przecież ciężko pracuje i mu się należy... -,- Mam nadzieję, że teraz nie będą mnie tak wykorzystywać i obowiązki zostaną jakoś równo podzielone, a nie, że ja robię wszystko, a mój brat leży i myśli.

[14]25 października 2013 @ 22:41


Jakiś czas temu wróciłam z pracy. Było w sumie fajnie, jednakże padam na twarz. Tak jak pisałam wcześniej, jestem na dziale dziecięcym i już póki co na nim zostanę. Od poniedziałku do czwartku będę mieć szkolenie z kasy bodajże, później wolne, po tygodniu spotkanie integracyjne i kilka dni przed otwarciem naszej galerii będziemy już tam układać towar na półkach i przygotowywać się na rzeszę klientów. W międzyczasie muszę spotkać się z dziewczynami, by ogarnąć projekty. Nie chcę wszystkiego ogarniać w sesji. Zobaczymy też jak wyjdzie z pracą, mam nadzieję, że uda mi się pogodzić ją ze studiami.

[13]31 października 2013 @ 19:52


Jestem po czterech dniach szkolenia z obsługi kasy fiskalnej i jej systemu. Uważam, że cztery dni to trochę mało, zwłaszcza, że nie było terminala i niektórych rzeczy nie jestem w stanie bez niego zrobić, a w trakcie szkolenia to była czysta abstrakcja. W każdym razie w niedzielę, poniedziałek i środę mam szkolenie już w sklepie. Mam nadzieję, że ktoś jednak w te dni będzie obok mnie i będzie kontrolować to co robię. W ogóle zastanawiam czym menedżerowie sugerowali się przy wyborze ludzi na miejsce kasjera?? Boję się jedynie faktu, że pomylę się w wydawaniu reszty bądź przy zwrocie, nie daj boże reklamacji. Yhh. Jednakże największym moim problemem jest dyskalkulia, czyli w ogóle policzenie w pamięci czegokolwiek. Nie wiem czemu na mnie trafiło, że muszę mieć takie problemy ;/

edit
Wiem, że kasa pokazuje resztę. Ale zdarza mi się mimo tego wydać komuś za dużo. Zamiast jednej dziesiątki to daję dwie itp. Dlatego napisałam o dyskalkulii. Logiczne, nie? ;)

© joliment