[9]1 października 2012 @ 19:17


Wczoraj wróciłam po nocce od MF. Matka jak powiedziała, tak zrobiła - spakowała moje rzeczy w worki i próbowała wyrzucić mnie z domu, powiedziałam jej, że zadzwonię na policję, to ona wtedy się na mnie rzuciła i pobiła. Później stwierdziła, że mocniej powinnam dostać. Krzyczałam, wołałam brata, a on nic. Popierał ją. Straciłam do niej szacunek. A ojciec? Kazał mi oddać klucze i się wynosić.

Po wszystkim przyszła do mnie i się pyta czy wiem za co dostałam i że to było dobre, gdyż powinno mi się oberwać.
Nadal sądzicie, że skoro to moja matka to mam to olać?

Ponadto matka dała mi ciotkę do telefonu i ta mnie pojechała równo z wujkiem. Cała rodzina mnie nienawidzi.
Zostałam sama.

[4]4 października 2012 @ 19:45


Ten nowy semestr mnie przeraża, wszyscy wykładowcy już nas straszą jak to ciężko będzie, mało kto zdaje w pierwszym terminie i takie tam, poza tym sama tematyka zajęć mnie zniechęca (jednakże sama wybrałam taki kierunek, więc mogę mieć pretensje tylko do siebie - i mam!). Tak w ogóle czekam na trzeci termin z rachunku kosztów - teraz muszę zdać i nie ma żadnego "ale".

Ponadto za tydzień w piątek jadę na szkolenie, a wtedy w poniedziałek podpisuję umowę i w końcu może jakaś kasa wpadnie. Nie wspominam już, że w tym samym czasie odbywa się konferencja w parku technologicznym, na którą niestety nie pójdę, eh, a tak się cieszyłam.

Z MF jest dobrze, z dnia na dzień kocham go coraz bardziej : ) Wczoraj przywitał mnie różą, byłam trochę zaskoczona, taki miły początek dnia.
Z perspektywy czasu widzę, że potrzebowałam kogoś takiego jak on, by mi pokazał na czym polega życie, no i co to znaczy kochać.

W domu jak w domu. To już nie jest dom. Smutny obowiązek.

[7]6 października 2012 @ 11:22


Czy to nazwiecie wyborem?

Albo rodzina albo on.
Albo masz wszystko, albo nie masz nic.
Zostajesz i z nim zrywasz, albo wyprowadzasz się i nic nie dostaniesz.

I gdzie teraz jest konstytucja?




Moja matka cierpi na schizofrenię.

[13]7 października 2012 @ 15:04


Cierpię sobie codziennie, nieprzerwanie od dwóch miesięcy.
Biję się z myślami.
Płaczę co drugi dzień.
Jestem wykończona psychicznie, nie mam siły na naukę.
Chcę, aby ten koszmar się już skończył.

[4]12 października 2012 @ 19:21


Czas szybko leci, jak zwykle.
MF zmienił kierunek studiów i dostał się na informatykę, grunt to robić to co się lubi :) Ponadto zaległe pieniądze z renty już wpłynęły i może pospłacać rachunki, a także zająć się samochodem, w końcu będzie czym jeździć. Wygląda na to, że wychodzi na prostą, w końcu jakoś zaczyna się układać.
U mnie z kolei niezmiennie. Praca się przekłada, bo nie ma dla mnie miejsca w grafiku, co mnie po prostu rozbraja, strasznie potrzebuję pieniędzy, a jak na złość nie mogę zabrać się do pracy.
Poza tym uczelnia, dodatkowe wykłady kończą mi się o 19, dzień w dzień jestem w domu po 20, nie mam siły na nic. Ale przyłączyłam się do koła Młodych Menedżerów :) Czuję, że może tam się spełnię i zdobędę jakieś nowe doświadczenie, a także umiejętności, w każdym razie zapowiada się obiecująco.
Jutro mam poprawkę z rachunku kosztów, cały czas jeszcze sobie wszystko powtarzam, nie wiem co to będzie, chyba już liczę na szczęście.

[5]18 października 2012 @ 18:56


Poprawka poprawki zdana.
W domu nic się nie układa.
Udzielam się w kole naukowym i jutro jestem trzeci dzień na konferencji YBF. Muszę mieć jakieś zajęcie. Muszę.

[4]21 października 2012 @ 15:29


Póki co jest okej w domu, o dziwo, ciekawe jak długo, także nie nastawiam się.
Z MF widziałam się wczoraj, czas szybko nam zleciał, po wszystkim mam zakwasy XD Brakowało mi tego.

[13]23 października 2012 @ 18:54


MF miał rację, zbyt szybko się podnieciłam spokojem w domu. Dziś rano znów była awantura.
Tylko czemu nie jestem w stanie podjąć stanowczych kroków? Nie wiem czego się obawiam.
Czy sąd to nie ostateczność? Chociaż w tym wypadku czy to nie jest dobre rozwiązanie?

© joliment