[14]1 października 2011 @ 19:02


Widzę, że serwer coś siada i zdjęcia się nie ładują, ale to nic, zaraz wstawię nowe :D
Chciałabym nieoficjalnie się pochwalić, że zaliczyłam rachunkowość. Strasznie się cieszę, że mam to $#%^* za sobą :P Nikomu nie życzę warunku z tego przedmiotu z tą kobietą. To byłby horror po prostu.



[9]2 października 2011 @ 15:00


Wczoraj to był sajgon. Rano ojciec wyjechał, potem zjechały się obie ciotki, które wcześniej bardzo namieszały, matka z jedną się kłóciła, no i ogólnie taka komedia to była. To był dziwny dzień. Póki co czekam na telefon od oddziałowej i dostałam kontakt do dziewczyny, która ma takie same objawy jak ja i stwierdzili u niej guza przysadki. Poleciła mi ordynatora w redłowie, do którego się wybiorę w tym tygodniu. Mam nadzieję, że w szpitalu szybko zrobią mi rezonans i inne badania i będę znać diagnozę (w końcu!). Z tego co czytałam to ten guz rzadko kiedy jest złośliwy i można go też zaleczyć lekami - jak jest w jej przypadku. A gdyby nawet to można go mikro chirurgicznie usunąć i z głowy. Kurcze, nawet zapomniałam jak to jest być całkowicie zdrowym.



[9]3 października 2011 @ 14:09


Zaliczyłam już wszystko. Ze staty facet wpisał mi 4. Ale jakoś nie potrafię się z tego cieszyć. Chciałabym mieć już ten szpital za sobą, chcę wiedzieć co mi jest, bo mam dosyć takiego życia, dłużej już chyba nie wytrzymam. Przysięgam, że jak lekarze znów nie będą wiedzieć co mi jest to coś sobie zrobię. Ja już tak nie mogę.

edit
Jednak idę do Akademii Medycznej. Prawdopodobnie w piątek.

[11]4 października 2011 @ 16:24


159. All children are artists. The problem is how to remain an artist once you grow up. - P. Picasso
Olałam sobie ostatni wykład. Naprawdę nie chciało mi się czekać dwóch godzin na to by spać przez kolejne półtorej. Poza tym nie było listy, notatki skseruję i heya. Ten semestr jest lajtowy. Praktycznie nie mam ćwiczeń, a dziś miałam a'la wejściówke u S. Zajebisty koleś, poza tym, że jest niewidomy i popełnia przez to śmieszne gafy, a niektóre czubki w mojej grupie to wykorzystują.

Jutro z kolei mają dzwonić ze szpitala i powiedzą kiedy mam przyjść.

Widzę, że moja matka bardzo się przejmuje, ale stara się o tym nie rozmawiać, w ogóle gdyby mogła to by na mnie nie patrzała. Jak każdy boi się diagnozy.

Ojciec nawet nie wie co się dzieje. A jak się dowie to pewnie mało go to obejdzie. Życie.

Tak na marginesie nie uważam, że mam najgorzej na świecie, że jestem strasznie chora itp. Znam dziewczyny, które mogły by narzekać na swój stan zdrowia, ale tego nie robią. Moje dwie przyjaciółki mają nowotwory, ale jakoś dają sobie radę. Naprawdę nie mam źle. Ale gdybym mogła sobie czegoś życzyć to chciałabym wyglądać jak kiedyś. Nic więcej. Oddałabym wszystko by znów poczuć się dobrze w swoim ciele.

[20]5 października 2011 @ 12:47


Najgorsze jest to czekanie.

[20]7 października 2011 @ 17:09


Boję się, tak strasznie się boję. Dopiero teraz do mnie dotarło co się dzieje.
To wszystko mnie po prostu przerosło.

Do wizyty w szpitalu zostały 4 dni.

[19]8 października 2011 @ 14:35


Strasznie chce mi się spać, jestem wykończona jak po 10 godzinach ciężkiej pracy, a tylko zmyłam podłogę.
Wczoraj wieczorem byłam na spacerze z kumpelą i jeszcze gorzej się przeziębiłam. Tabletki na gardło mi się skończyły, jest mi zimno i pada deszcz.
Matka jest na szkoleniu, ojciec martwi się tylko o psa, ja nie mam na nic siły, a serce wali mi jak szalone.

[6]9 października 2011 @ 13:07


163. Sure as Kilimanjaro rises like Olympus above the Serengeti, I seek to cure what's deep inside.
Tak się ostatnio zastanawiałam ilu ludziom tak faktycznie na mnie zależy. Doszłam do zaskakujących wniosków, otóż ludzie pamiętają o mnie wtedy kiedy coś chcą, potrzebują notatki, skończył im się tusz w drukarce, nie mają neta, zostali sami w domu i nie mają co robić, pokłócili się z chłopakiem/dziewczyną (niepotrzebne skreślić), albo z braku laku - nudzi im się na fejsie to napiszą. Nie sądziłam, że jest aż tak źle.

Jutro wpada do mnie kumpela, dawno jej nie widziałam. Ostatni raz chyba jakoś pod koniec sierpnia, może początek września, to był ten moment, kiedy byłam gotowa zmienić studia, bo bałam się, że nie zaliczę poprawek. Trochę namieszałam z tymi studiami, ale cóż, jakoś mi się zaliczyło i nie było potrzeby zmieniania, ani brania kredytu na warunki. Poza tym nie chce mi się opowiadać jej o tym wszystkim. Było minęło.

Kupiłam sobie krzyżówki, a tak na zabicie czasu na wykładach, chociaż gra w statki też jest bardzo wciągająca.

Ostatnio spoważniałam. Nie wiem czy to dobrze czy nie, ale strach już poszedł w niepamięć. Jestem gotowa na każdą diagnozę.

[6]10 października 2011 @ 14:31


Jutro czeka mnie wizyta w szpitalu. Oddziałowa mówiła, by się przygotować, bo mogą mnie wziąć na oddział, ale to zależy od liczby wolnych miejsc. Także no nie nastawiam się. Poza tym nie lubię tego szpitala. Tam po raz ostatni widziałam dziadka. Także z niczym miłym mi się nie kojarzy. Ale jak tu nie będą chcieli mnie przyjąć, to matka stwierdziła, że weźmie mnie do prywatnej kliniki. Szczerze mówiąc już dawno powinna to zrobić, ale co ja będę jej gadać, ona przecież wie lepiej.
Niedawno wyszła ode mnie moja znajoma, ona przynajmniej sobie żyje, ma fajnego męża, dobrze wygląda i jest zdrowa. A ja już oświadczyłam matce, że nie rozstanę się z nią do końca jej dni.
Yhh powinnam upiec ciasto dla A., ale jak mam to zrobić, skoro jutro mnie nie będzie na uczelni, pojutrze nie wiem, a ona biedna czeka na zapłatę za zdany egzamin :P
Wczoraj nie pogadałam sobie z tatą, brat zepsuł nowe słuchawki i jeszcze bezczelnie kłamał, że to nie on, normalnie wyszłam z siebie i stanęłam obok. Także w najbliższym czasie z nim nie porozmawiam.
Normalnie zaraz zasnę na stojąco. Ale najpierw pozamiatam, matka będzie za 20 minut, a ma zły humor.

edit 18:39
Jeśli nie odezwę się jutro to znaczy, że jestem na oddziale, aż jestem ciekawa co z tego wyjdzie.
Trzymajcie się!

[8]11 października 2011 @ 18:40


Dzięki układom mojej matki pójdę do szpitala 11 listopada. W sumie to już niedługo.
Babka przede mną ma termin na połowę stycznia, także niech żyją znajomości i za miesiąc dowiem się, a raczej upewnię w tym co mi dolega.

[3]12 października 2011 @ 14:53


szczerze to nie mam siły na nic, nawet na dojście do łóżka.

[4]13 października 2011 @ 18:37


Nie wiem jak wytrzymałam dziś od 7 na akademii, najlepsze jest to, że w damskiej toalecie jest zepsuta klamka i przekonałam się o tym na własnej skórze. Dosłownie. Rozcięłam sobie rękę przez przypadek. Brak słów.
Wczoraj odezwała się do mnie moja "przyjaciółka" po miesiącach ciszy. Znów się zaręczyła, chyba po razy trzeci, jakoś jej poprzednie związki nie wypaliły. Wątpię, żeby i tym razem doszło do ślubu. Nie, żebym źle jej życzyła, ale ona, ja i J. nie nadajemy się do tego i ona dokładnie o tym wie, przeszłyśmy przez to samo i w zasadzie jesteśmy takie same. Tylko próbuje to w sobie zagłuszyć.
A tak poza tym to stres mnie zżera od środka, ludzie na am patrzą się na mnie inaczej, to jasne, że nie jestem tak wylewna, radosna i rozmowna jak kiedyś. Albo to ja dałam im taki powód. Za dużo się wydarzyło w ciągu kilku ostatnich miesięcy, podchodzę do wszystkiego bardziej sceptycznie i nieufnie. Byłabym w szoku gdyby było inaczej. Czasy się zmieniają, ludzie się zmieniają.

[9]14 października 2011 @ 19:51


Nie sądziłam, że zmienię się w taką pesymistkę. Piosenka Don't stop believing już mnie nie przekonuje.

[9]16 października 2011 @ 15:04


Chciałabym, żeby czekolada nie tuczyła, kawa nie była gorzka, papierosy nie uzależniały, a miłość istniała.

[9]18 października 2011 @ 20:37


Dlaczego fajni faceci są zawsze zajęci? No dlaczego?
Zostanę starą panną.

Nienawidzę siebie, za wszystko.

[11]20 października 2011 @ 18:42


W drodze na akademię myślałam, że zwymiotuję, chciałam, bardzo chciałam, ale to była ulica, ludzie naokoło, ehh. Jest mi źle, bardzo. Mam gdzieś te wszystkie tabletki, które biorę, mam ochotę wyrzygać wszystko to co zjadłam. Chcę czuć się czysta, a nie ograniczona. Także albo umrę z głową w kiblu, albo serce mi stanie jednego pięknego dnia. Nieważne kiedy. Już mi wszystko jedno.
Dziś poza tym byłam u lekarza ze zwolnieniem, na początku nie chciał mi go dać, ale jak wyjaśniłam mu co i jak to dał mi zwolnienie ze wszystkiego i nagle stał się milutki. Teraz wzbudzam w ludziach jedynie litość. Nie sądziłam, że ten dzień nadejdzie.
[za 22 dni szpital]

[19]23 października 2011 @ 10:31


Wczoraj byłam z matką w centrum na zakupach. Cały czas mi zrzędziła, że wyglądam jak prosiak, że powinnam schudnąć, a po 30 minutach spędzonych w sklepie stwierdziła, że potem idziemy na lody. Dosłownie szczena mi opadła. Przy okazji szukałam kurtki zimowej, była jedna fajna w małym rozmiarze i dupa. Także zdenerwowałam się, stwierdziłam, że nie chcę żadnej kurtki, powiedziałam matce, żeby zainwestowała mi kase w ipoda i tyle. Wtedy poszłyśmy na lody, boże jak ja tego żałuje! Ona wzięła sobie trzy gałki, z bitą śmietaną i polewą, na dodatek w wafelku, bomba kaloryczna! Ja zrezygnowałam z tego wszystkiego, wzięłam już nie pamiętam jakie dwie gałki i poszłam. Kiedy byłam w drodze do toalety zatrzymała mnie znajoma. Przez nią moje lody zostały w żołądku, a nie w toalecie. Poza tym tych zakupów nie zaliczam do udanych, bo jak coś mnie się podobało, to moja matka była na nie, w sumie cały czas był na nie. Ostatni raz z nią jechałam. Następnym razem wezmę ojca.

[10]24 października 2011 @ 17:35


Dzisiejszy cały dzień zleciał mi na ogarnianiu projektów na uczelnie, dosłownie cały czas mam je przed oczami. Na szczęście skończyłam i odpoczywam teraz przy "Bohemian Rhapsody".
I tak standardowo nie chce mi się nic. Matka znów mnie z równowagi wyprowadziła. To cud, że nie odeszłam jeszcze od zmysłów.

[10]26 października 2011 @ 12:01


Jakiś czas temu wróciłam ze szkoły. Projekt wypadł wspaniale i dostaliśmy z M. piątki. Dziewczyny przed nami nie miały tyle szczęścia, chociaż miały łatwiejszy temat. No cóż, teraz tylko zostaje mi się pouczyć na jutrzejszy projekt. Wczoraj głowa mnie tak bolała, że nic nie widziałam. Wszystko pulsowało i wirowało. Umarłam.

[9]27 października 2011 @ 21:48


Dzisiejsza prezentacja spodobała się wszystkim, tylko nie babce. Powiedziała, że albo nam wstawi 3, albo poprawiamy. Byłam w szoku. Tyle się nad nią napracowaliśmy z M., a ona tak nas zjechała przy wszystkich. Miałam prawie łzy w oczach. No nieważne. Dostałam okres i czuję się standardowo. Ketonal nie pomaga. Poza tym dziś ludzie kolejny raz pokazali na co ich stać. Nie mam już siły na robienie dobrej miny do złej gry.

[12]30 października 2011 @ 13:22


Strasznie się nudzę. Tydzień weekendu to jednak nie najlepszy pomysł. Szkołę mam dopiero w czwartek, a potem znów wolne. Umieram w domu. Jestem w szoku, co się ze mną dzieje?!
W ogóle zapomniałam, że cofamy zegarki, dopiero brat mnie oświecił. Ehh. Oglądam, a raczej oglądałam maraton z House'm, kiedy to matka przyszła i zamiast ruszyć dupe do swojego pokoju, gdzie ma telewizor, to siedzi na dole i nie mam co ze sobą zrobić. U góry nie ma axn :(
Za 12 dni szpital.

Aaa i najważniejsze chyba. Poznałam takiego gościa, studiuje u mnie na am, jest dosyć w porządku, aktualnie w trakcie magisterki. Ale nie wdepne w to samo gówno jeszcze raz. Obiecałam sobie żadnych facetów. I dotrzymam słowa.


OMG, on chce się spotkać. Jak mnie zobaczy to ucieknie przerażony. Takiej komedii jeszcze nie widziałam.

[8]31 października 2011 @ 11:52


Życzenie "na zdrowie" po kichnięciu wzięło się z Francji, z czasów, gdy w Europie szalała "czarna śmierć". Zarażonych dżumą męczyło kichanie, kichającemu więc życzono "na zdrowie" by kichanie nie było objawem choroby.

Największa fala tsunami miała wysokość 524 metrów.

W XVII w. w Indiach migdały zastępowały cukier.

Wenus jest jedyną planetą w Układzie Słonecznym, która obraca się przeciwnie do ruchu wskazówek zegara.

Neurolog Henri Rubenstein odkrył, że minuta szczerego śmiechu zapewnia 45 minut późniejszego rozluźnienia.

W USA co 30 sekund rozpoczyna się nowy proces sądowy.

Twoje serce bije około 103680 razy w ciągu dnia.

Podczas śmiechu wydzielają się endorfiny, substancje podobne do heroiny i morfiny o uspokajającym działaniu na organizm.

© joliment