[1]2 października 2009 @ 22:07


34. All this drama drags me down, and drives me insane, but nothings going to keep me out of the game.
Zacznę od początku. Po pierwsze utyłam, po drugie w szkole idzie mi fatalnie, po trzecie jestem chora i po czwarte zrobiłam coś o co nigdy bym siebie nie posądziła. Tydzień temu w sobotę znów z matką się pokłóciłam, ona cały czas na mnie wrzeszczała i wyzywała od najgorszych. Potem wyszła na pogrzeb. Byłam tak wściekła, zdenerwowana i smutna, że w efekcie chwyciłam golarkę taty, ale pomyślałam, że jest za słaba, toteż przypomniało mi się, że te zwykłe maszynki są ostre. Więc wzięłam jedną, rozmontowałam i wyciągnęłam żyletkę. Po pocięciu się nie czułam się lepiej. Zobaczyłam, że ręka mi się otwiera i leje się z niej krew. Wpadłam w panikę, najlepsze jest to, że nie chodziło o rękę tylko o to, że jest nieposprzątane, a matka niedługo wróci. Za to brata ogarnął strach i przerażenie, zadzwonił do ojca, który raz dwa przyjechał i zabrał mnie do szpitala. Jak już dojechaliśmy na pogotowie myślałam, że zemdleję, czułam jak odjeżdżam, a najpierw musiałam wypełnić jakieś papiery itd, wtedy dopiero musiałam iść do poczekalni i czekać aż mnie wywołają. Ojciec się zdenerwował, że najpierw papierkowa robota, a potem załatwia się pacjenta. Jak mnie pielęgniarka wywołała to prawie spałam. Ściągnęli mi bandaż i zapytałam lekarza czy można to jakoś plastrem skleić, a on na to, że będziemy szyć. Tak zaprowadzono mnie do sali operacyjnej, jak szłam to mijałam ludzi siedzących na łóżkach, którzy patrzyli się na mnie i na moją rękę. Większość była podłączona do kroplówki. Weszłam do sali i się położyłam na stole. Wtedy lekarz zaczął robotę. Nie powiem, że było to przyjemne uczucie, ale nie koncentrowałam się na bólu. Sądzę, że lekarze się połapali od czego ta rana, bynajmniej takie miałam wrażenie. Chociaż Ci co o tym wiedzą sądzą, że to maszynka mi spadła na rękę i przyciskając się do pralki rozcięła mi rękę. Wiem, strasznie oklepane, ale nie wiedziałam co wymyślić na poczekaniu. Szwy będę mieć ściągane tak koło wtorku. Niby tylko pięć szwów, ale zrobiłam to na własne życzenie. Ale osoba, która się tnie nigdy z dnia na dzień nie przestanie. Od tamtej pory nie dotykam niczego ostrego. Cały czas mam przed oczami tą otwartą skórę i to mięso. Nie zapomnę o tym, a ta blizna będzie mi o tym już zawsze przypominać.

[0]14 października 2009 @ 15:07


35. Live for today because tomorrow is just a promise, and promises can always be broken.
No cóż, od czego tu zacząć? Nie chce mi się pisać o szkole, bo szkoda słów, rana się goi już. Za miesiąc nie będzie widać, ale blizna zostanie. Nie myślę o tym. Są kremy itp, bynajmniej jakoś zamaskuje stare blizny. Zwolnienie z w-fu mi się skończyło, ale jednak ręka jeszcze mnie boli, wczoraj na apelu jak klaskałam to mnie dopiero rozbolała. Najwyżej coś podrobię, bo póki co nie dam rady z tym ćwiczyć, a po drugie te paski nie wyglądają za ciekawie, poczekam, aż będę mogła je ściągnąć i wtedy założę jakiś plaster, póki co to wszystko musi oddychać. Kurcze nie chce mi się już z tym męczyć. Niby rodzice wiedzą wszystko, a moja matka nie ma zielonego pojęcia do czego doprowadziła. W szpitalu już odlatywałam, a ojciec mnie podtrzymywał, żebym się nie przewróciła. Jednak w porządku z niego gość, i nie powiedział matce, to już w ogóle. Niewielu jest takich. Zmieniając tak lekko temat, doszłam do wniosku, że na studniówkę nie idę. Po prostu nie i tyle.

[0]24 października 2009 @ 20:04


36. Przypadek – to Bóg przechadzający się incognito.
Czuję się fatalnie. Mam dość wszystkiego. Dziś matka przeszła samą siebie. Zrównała mnie z błotem przy ciotce, a o przepraszaniu nie wspomnę. W zasadzie nie dowiedziałam się niczego nowego o sobie. Wiem, że jestem gruba, głupia, psychiczna i muszę się leczyć. Tak wygląda mój każdy dzień. I jakim jeszcze ona to tonem mówiła. Tak się popłakałam, że miałam ochotę wyjść z domu i nie wrócić. Na moje nieszczęście lało. I posiedziałam w internecie i wiem na co jestem chora. Jakby pisano o mnie. To jest straszne, a moja matka gdyby o tym się dowiedziała, powiedziała, że to nieprawda i mam się wziąć za siebie. Już wiem w czym tkwi problem. Ale sama sobie z nim nie poradzę, także zostanie tak jak jest.

© joliment