[8]1 stycznia 2014 @ 12:23


Sylwester był z polsatem, ale nie w Gdyni (z lenistwa) tylko na kanapie (z wygody). Jednakże nie żałuję, że z MN zostaliśmy w domku. Było zimno, a "koncerty" na pół gwizdka. Nie będę wymieniać nazwiskami, ale np taka Liszowska skoro nie zna angielskiego jak i Lemon nie powinni śpiewać w innym języku jak polski (o ile w ogóle mają głos;/).
Poza tym się nie wyspałam.
Jutro fryzjer.
Matka póki co nic nie mówi, że MN u nas nocował. Dziwne.

Podsumowanie roku 2013:
- zjebałam sobie życie MF-em - policja, niebieska karta, scysja z rodzicami, ciągłe awantury, ucieczki z domu - jednym słowem same problemy;
- utyłam ;|
- regularnie odwiedzałam psychiatrę;
- ex KK wychujał nas z wyjazdem do Zakopanego, a ja głupia o 5 nad ranem stałam na dworcu i czekałam na autobus;
- byłam na tylu rozmowach kwalifikacyjnych, że nawet ich nie zliczę;
- spotkałam najwspanialszego mężczyznę na świecie ♥♥♥
- obroniłam się;
- trzeci rok z rzędu byłam na Woodstocku;
- dostałam się na mgr - już nie chce mi się studiować;
- dostałam pracę w ZARZE;
- zostałam zwolniona, bo kierowniczka zatrudniła za dużo osób, a że sklep jest zamknięty to nie mieli gdzie nas trzymać;
- rozleniwiłam się.

Jak czytałam poprzednie podsumowanie to dostrzegłam wiele szczegółów, w tym roku bardziej ogólnie, ze względu na wydarzenia z okresu MF. Moje życie opierało się na schodzeniu z drogi matce i chowaniu się po kątach, żeby nie dostać za byle co. Non stop wspominany jest zeszły rok.
Także uważam, że tamten rok był tragiczny - jeśli chodzi o MF i problemy z nim związane, o matkę, która się czepia wszystkiego i pracą, a raczej jej brak.
Poza tym, bez MN bym sobie nie poradziła. Gdyby nie on to moje życie naprawdę nie miało by sensu. Nawet nie chcę myśleć, jakby wyglądało, czy do końca bym się uwolniła od MF...

[8]3 stycznia 2014 @ 16:47


Kiedy czekałam na fryzjerkę miałam strach w oczach, nawet chciałam uciec stamtąd. Bałam się, że zniszczy mi włosy, zetnie tak, że będę wyglądać jak idiotka - przecież rok zapuszczałam.
Kiedy powiedziałam jej jak chcę wyglądać ona stwierdziła, że musi mi umyć włosy i już, bo inaczej cieniowanie jej nie wyjdzie. Na to nie byłam przygotowana, ale stwierdziłam, że co mi szkodzi, zobaczymy co będzie dalej.
A. ścięła mi 5 cm z długości, wycieniowała na dole, wyrównała maszynką, wklepała milion odżywek we włosy i pierwszy raz wyszłam od fryzjera zadowolona. Byłam w szoku, że moje włosy mogą tak dobrze wyglądać. Naprawdę. Ponadto za to wszystko zapłaciłam 50 zł. Nie jest to dużo zważywszy, iż włosy sięgały mi za łopatki i są bardzo gęste. Jednak zmiana salonu fryzjerskiego wyszła mi na plus.

Dziś byłam na rozmowie, o której wcześniej wam pisałam. Ale moje przeczucie mnie nie myliło - niepotrzebnie się fatygowałam. Okazało się, że praca jest w Szwecji, gdzie w ogłoszeniu nie wspomnieli o tym ani słowem, ponadto to był zwyczajny kasting. Babka miała listę 50 osób i tylko sobie odhaczała kto przyszedł, a kto nie.
Z resztą czytałam opinie na temat tej firmy - też się jej naszukałam, bo ani w ogłoszeniu, ani babka nie powiedziała jak się nazywa - okazało się, że oszukują i naciągają ludzi, a szkolenie to nic innego jak nauka manipulacji - coś jak Lyoness. Także nie polecam firmy Eco-vital.

[11]5 stycznia 2014 @ 20:00


Wzięłam się za ogarnianie pokoju, notatek, zaopatrzyłam się w kalendarz, w którym wypisałam wszystkie terminy egzaminów, lekarzy. Teraz tylko wziąć się do nauki.
Ponadto wciąż mam problemy z pracą, lub jej brakiem. Taaak strasznie chciałabym pracować, ale - no właśnie - ale.
Wczoraj rozmawiałam ze znajomą, która jest w moim wieku i pracuje w firmie informatycznej i jest w szoku, że nie mam pracy i się mnie pyta jakiej szukam, a ja jej odpowiedziałam, że już każdej. I tu wciąż nie mogę się pogodzić z tym, że moja matka nie powiedziała mi, że w jej firmie szukali pracownika. Chyba lubi robić mi na złość.

Wie ktoś z was coś na temat indywidualnego toku nauczania na studiach?


Trochę czytałam w internecie, ale to nie to samo co relacja osoby, która miała z tym styczność.

[13]8 stycznia 2014 @ 18:50


Teraz nie mam wyjścia, muszę wziąć się do nauki. Egzaminy zaczynają się od poniedziałku. Codziennie. Najs.

[15]10 stycznia 2014 @ 23:16


Ostatnio mam fazę na Starbucks'a. Mimo, iż w Polsce działa już kilka ładnych lat, to dopiero teraz go odkryłam. Nigdy wcześniej mnie do niego nie ciągnęło - do tego doszedł brak środków ($$$) i tak sobie żyłam w niewiedzy, aż pewnego grudniowego popołudnia (po ciężkim dniu - a jakże!) zamówiłam Pumpkin Spice Latte. Bita śmietana, gałka muszkatołowa, syrop dyniowy zrobiły swoje. Szczerze polecam tą sezonową kawę! Od tej pory znajduję wiele powodów by tam zajść i napić się kawy bądź gorącej Hazelnut Hot Chocolate. Każda pora jest dobra na czekoladę - niezależnie od diety. Także jak przystało na prawdziwego kawosza posiadam kartę stałego klienta. Dostajemy kartę ładując ją np. za 30 zł i płacąc nią za kawę. Ciekawy deal.
***

Od jutra przysięgam zacząć się uczyć. Naprawdę.

[1]12 stycznia 2014 @ 16:00


Nauka na Organizację Funkcji Personalnej poszła tak w kit. Nie da się przyswoić 150 slajdów o maśle maślanym. Jednakże później wrócę do tego i przestudiuję to jeszcze raz. Teraz biorę się za Statystykę Matematyczną (o zmoro). Długo to odkładałam, ale chyba najwyższy czas przypomnieć sobie o co tak naprawdę chodzi, a mianowicie o to, by utrudnić mi życie! Nigdy nie lubiłam przedmiotów związanych z matematyką, finansami, badaniami i innym liczeniem, które jest psu na bude potrzebne. Fakt, jak musiałam to się nauczyłam tak, że mogłam w nocy recytować, ale chyba nastał taki moment, kiedy mam już dość studiowania, uczenia się rzeczy, które mijają się z rzeczywistością i po zaliczeniu o nich zapomnę. Owszem, sama wybrałam sobie taki kierunek, ale czemu w takim razie wszystko ciekawe i potrzebne przedmioty są na ostatnim roku, ostatnim semestrze?! Ten semestr to typowy przykład zapchaj dziurę.
***

Brakuje mi chyba wewnętrznego spokoju. Cały czas czuję się rozerwana, jakbym za czymś goniła - niekoniecznie wiedząc za czym, jakby to wszystko nie było tym czego chcę.
Problemy się nawarstwiają, szukanie wymarzonej pracy przedłuża się w czasie, wynajęcie mieszkania tym bardziej. Trochę inaczej sobie wyobrażałam to moje życie. Już nawet nie wspominam o sytuacji „rodzinnej”, bo ona od początku jest do dupy, ale nawet zawodowo nie jestem w stanie się spełnić, bo albo mam za wysokie wykształcenie w stosunku do stanowiska, na które aplikowałam, albo nie mam doświadczenia w branży, albo prościej mówiąc nie mam pleców. W takich momentach zawsze żałuję, że urodziłam się akurat TU a nie gdzie indziej, gdzie rodzice wspierają swoje dzieci, gdzie pracę dostaje się w związku z umiejętnościami, a nie, że jest się synem szwagra babci kuzynki. Jednakże czasu się nie cofnie. Już zostanę dzieckiem, którego matka nie chciała, bez pracy, studiując dla zabicia czasu i marząc o życiu, którego nigdy nie będę mieć.

[21]13 stycznia 2014 @ 18:52


Normalnie wykrakałam ten śnieg ;C

[10]17 stycznia 2014 @ 09:55


Statystyka matematyczna zdana na 4+, co za tym idzie jestem zwolniona z egzaminu. Taaak strasznie się cieszę, bo egzamin mamy z tak nienormalnym facetem, że mógłby dać pytanie ile widzisz kwiatków na łące. Niestety tydzień jeszcze się nie skończył - mam dziś na 17:00 (tak - właśnie taka godzina) zaliczenie z Koncepcji zarządzania - czyli tego co wszyscy idioci wymyślili pod wpływem jakiejś choroby psychicznej, alkoholu, czy jakiś innych środków odurzających. Najgorsze jest to, że trzeba umieć te ich bzdury, o których połowa ludzi istnieniu nawet nie wie. Najgorzej do głowy wchodzą mi takie pamięciówki, więc nie wiem co to będzie. A od wtorku do czwartku kolejne trzy zaliczenia. Trzeba będzie efektywnie wykorzystać ten weekend.
***

Znów spadł chu..wy śnieg. Nieee, on ciągle pada! Oszaleć można -,-

edit.
Koncepcje zarządzania poszły mi raczej przeciętnie, jak nie źle. Pozostaje mi czekać.
Śnieg stoi i stoi i podobno ma być go więcej...

[9]19 stycznia 2014 @ 11:17


Wstałam dziś wcześniej - jako, że mam sporo do nauki, należałoby ogarnąć materiał tak aby starczyło na wszystko czasu. Wczoraj udało mi się przepisać dwa zadania, a raczej je zrobić, bo kumpela, która mi je wysłała miała błąd na błędzie i w środku jeszcze błąd, także ciut mi zajęło zrozumienie jak to powinno rzeczywiście wyglądać. Także teraz czas na Badania operacyjne!
Btw rano oglądałam pogodę, wszędzie ładnie, prócz pomorskiego. Ale lepiej aby śnieg był w styczniu, aniżeli jak parę lat temu w kwietniu, kiedy to powinna być już wiosna.
Od jakiegoś czasu obserwuję Make life easier i rzeczywiście znajdują się tam stylizacje godne uwagi, coś w stylu zdjęć tumbler'owskich. Jednakże nie dla mnie. Ostatni zestaw wyniósł by mnie z cztery pensje, a gdzie tu jeść? żyć?
Ponadto cały czas chodzi za mną pomysł by stworzyć coś podobnego, ale na naszą kieszeń. Chociaż wybić się w dzisiejszych czasach jest naprawdę trudno. Po sesji znów wrócę do tego tematu i może dojdę do jakiegoś lepszego wniosku :)
&&&

Wracając do problemów. Wciąż nie mam pracy, nic nie widać na horyzoncie, więc o usamodzielnieniu się mogę zapomnieć. MN ma zapieprz, może nie zaliczyć jednego przedmiotu, nie ma pracy, więc też nie ma jakichkolwiek lepszych perspektyw ode mnie. Jesteśmy skazani na rodziców.
A wiecie co mnie najbardziej wkurza?
Mój brat leń śmierdzący siedzi w domu, rzucił studia, z pracy go zwolnili - gra na komputerze i od matki ani razu nie usłyszał, że ma pracy szukać. A ja? Non stop słyszę wyrzuty. Nie mam teraz kiedy jej podjąć. Już pal sześć, że studiuję dzienne. Wcześniej potrafiłam pogodzić studia i pracę po zajęciach to teraz też dam radę, chodzę z rozmowy na rozmowę i nic. I tu jest pies pogrzebany.
Ciekawe kim byłam w poprzednim życiu, że w tym obecnym tak słabo mi się wiedzie.

[7]23 stycznia 2014 @ 11:57



(Scena z filmu Zaczarowana - a ci Panowie tańczyli u Mary Poppins!)

Najgorsze (sesyjne) dwa tygodnie mojego życia minęły. Zostały mi jeszcze tylko trzy egzaminy, ale je przeżyję. Aż sama jestem w szoku, że tak dobrze mi idzie (odpukać w niemalowane!). Póki co zero poprawek. Zobaczymy jak wyjdzie z badaniami operacyjnymi, które poszły mi słabo, bo babka dała nam zadania, które pierwszy raz widzieliśmy na oczy, a wcześniej mówiła, że da z naszych ćwiczeń -,- Ogólnie studia nie są złe.
&&&

Śnieg dziś znów padał, na termometrze -20, mam ochotę na zakupy, nie spałam od trzech dni.

[8]25 stycznia 2014 @ 19:00


Byłam dziś z matką na zakupach. No nie uwierzycie. Matka pierwszy raz sama z siebie kupiła mi ciuchy. Kazała mi przymierzać, bo jej się nie chciało. Nic nie wspomniała, że dostałam wypłatę (XX czasu temu) i z niej powinnam zapłacić. W sumie na to byłam przygotowana. Jestem ciekawa co się musiało stać, że bez wyrzutów wydała tyle pieniędzy. Może dotarło do niej, że wyglądam jak lump i wstyd gdziekolwiek ze mną wyjść.
&&&

Wciąż czekam na wyniki z badań operacyjnych i marketingu międzynarodowego, które to poszło mi co najmniej źle. W poniedziałek egzamin z makroekonomii, później z prawa cywilnego i koncepcji zarządzania (po drodze - oby nie - poprawki z badań i marketingu). Już osiwiałam z tego powodu.
Wciąż wysyłam CV.

[4]27 stycznia 2014 @ 19:00


Przed przedostatni egzamin za mną. Był kosmiczny. To był chyba test sprytu, a nie wiedzy czy inteligencji...
Dopadło mnie niechcemisię.

[2]28 stycznia 2014 @ 21:28


Dziś jak najbardziej uskuteczniałam nic nie robienie. Tylko obawiam się, iż jeśli się przyzwyczaję do tego, to ciężko będzie mi się zabrać za naukę. Chociaż już jest.

Kasa się kończy, zostało mi ostatnie 100zł, które dosłownie schowałam do skarpety, by mnie nie korciło. Miałam nadzieję, że do końca stycznia uda mi się coś znaleźć, ale chyba marne szanse, bo i tak znikąd się nie odzywają i jestem zmuszona zamknąć konto, za którego prowadzenie potrącają mi z wypłaty, a nie mam zamiaru znów być na minusie.

W domu o dziwo okej, chociaż nie wiem czy to można nazwać tak. Przynajmniej da się przeżyć, a co w obecnej chwili jest najistotniejsze.

Dziś na stopę spadły mi metalowe puszki i zrobił mi się krwiak. Rok temu złamałam sobie palec u stopy, a teraz u drugiej mam takie nie wiadomo co pod paznokciem. Najlepiej uciąć i nie będzie problemu.

Poza tym źle się czuję. I fizycznie i psychicznie. Totalna huśtawka emocjonalna. Znów doszło do tego, że robię rzeczy sprzed dwóch lat. Już nie mam na to siły, mam wrażenie, że wszystko wymknęło mi się z rąk.

[4]30 stycznia 2014 @ 19:48


Póki co mam wolne od nauki, albo skutecznie od niej uciekam. Fakt, najbliższy egzamin jest we wtorek, to jednak nie czuję na sobie ciśnienia, by uczyć się już dziś. Dwa, trzy dni wystarczą, zwłaszcza, że jakiś czas temu miałam z tego materiału koło. Najbardziej rozwaliła mnie informacja na temat zaliczenia z prawa. Facet sobie wymyślił, że odbędzie się ono ostatniego dnia sesji -,-

Jutro miałam mieć rozmowę o pracę, ale jak przeczytałam opinie o firmie to się przestraszyłam. Przedsiębiorstwo pokroju ostatniego. Oszukiwanie ludzi, wyzysk, mobbing i wszystko co nieludzkie. Ponadto miałby być to casting, testy i ocena znajomości programów. Babka sama powiedziała mi to przez telefon. W ogóle z tą pracą było tak - złożyłam CV na inne stanowisko, ale zadzwonili do mnie, że na nie już kogoś mają, ale czy nie byłabym zainteresowana innym - bez zastanowienia się zgodziłam. Jednakże kiedy się zastanowiłam to dotarło do mnie na co się zgodziłam. Po pierwsze nigdzie w internecie nie było ogłoszenia z tym konkretnym stanowiskiem, to po drugie do końca nie wiedziałam co wchodzi w skład zadań i obowiązków i ogólnie czym się charakteryzuje, a że nie lubię iść w ciemno to napisałam meila do tej babeczki. Jej odpowiedź była co najmniej wymijająca i tajemnicza. Brzmiała tak, jakby jutro mieliby testować kandydatów jak zwierzęta. No nieważne.

Jest tak przeraźliwy mróz, że nie mam siły/ochoty wychodzić z domu.

© joliment