[3]7 stycznia 2011 @ 21:09


78. 'Razem byśmy odkryli trzynasty miesiąc, ósmy dzień tygodnia, i dwudziestą piątą godzinę doby. Tęcza na niebie miała by osiem kolorów, obłoki były by różowe w kształcie serduszek a ptaszki na łące ćwierkały by słodko. I to jest właśnie powód dla którego nie chcę być z tobą. Taki świat był by zbyt szczęśliwy i przesłodzony. Jeżeli będę chciała znaleźć się w takim miejscu to porostu się naćpam i żaden romantyczny brunet nie będzie mi do tego potrzebny.' K921
Za trzy tygodnie rozpocznie się sesja, a ja już czuje na sobie ogromny ciężar związany z egzaminami. Boję się, że nie zaliczę jakiegoś przedmiotu, a wtedy będzie lipa. Doszłam do wniosku, że te studia nie są moimi wymarzonymi. Swoją przyszłość zawsze wiązałam z muzyką, z którą niestety nie wyszło, bo rzeczywistość jest brutalna, a życie drogie. Także teraz zostały mi już tylko marzenia i zaciśnięcie zębów, by skończyć licencjat, a potem szczerze powiedziawszy nie wiem co dalej. W zasadzie powinnam się przejąć tym rokiem, by go zdać, za bardzo wybiegam w przyszłość. Niestety niepoprawna ze mnie optymistka. A dziś doszłam do wniosku, że czuję się w pewnej mierze ignorowana. Tu, na uczelni mam grupę znajomych, z którymi przebywam i nie wiem jak oni to widzą, ale mam wrażenie, że jestem dla nich zbędnym balastem, oczywiście nie dla wszystkich, ale jest kilka takich osobników, którzy pewnie przyznaliby mi rację. Nie moja wina, że nie jestem "dziewczęca" tak jak inne dziewczyny, nie rajcują mnie tematy włosów, paznokci i co założyć na siebie lub nie. Osobiście wolę pogadać z facetami na konkretne rzeczy lub nie mówić w cale. Zwisa mi to, że dwa dni z rzędu noszę te same dżinsy, najwyższe buty jakie mam to adidasy, a moje włosy nigdy nie tykały farby. Od czasu, kiedy się odsunęłam od dziewczyn, one również się odizolowały i wykluczyły mnie ze swojego "świata". Kurcze, strasznie rozpaczam z tego powodu, normalnie nie mogę tego przeżyć -,- Nie oszukujmy się, zawsze lepiej dogadywałam się z chłopakami i to z nimi spędzałam najwięcej czasu. Ale niestety dzieli nas przepaść, której nie umiem przeskoczyć. Niby się kumplujemy i w ogóle, ale czuję, że mają oni do mnie dystans, tylko dlatego, że jestem dziewczyną. No tego zmienić nie mogę, a to pogarsza sprawę. Nigdy nie miałam z tym problemów, a na studiach wyszło, że nie każdy potrafi się odnaleźć w nowej sytuacji. I dla facetów baba zawsze zostanie babą, która ma ładnie wyglądać, być szczupłą i głupią. Ja tak nie potrafię, ale to nie mój problem.

[13]12 stycznia 2011 @ 17:22


79. „Śmierć, podatki i pluszowe misie... trzy rzeczy, na które możesz zawsze liczyć.” Garfield
Ojojojj, mało dziś we mnie optymizmu, jeżeli ironiczny uśmiech można uznać za za przejaw optymizmu. Mam jakoś słaby nastrój od rana, jak widać jeszcze się utrzymuje. Na studiach wszystko mi się wali, w domu wszystko mi się wali, ogólnie życie mi się wali i nic na to nie mogę poradzić. Już mam dość. Tak się załamałam, że teraz to mi wszystko jedno. Zdam czy nie, obojętnie, przynajmniej gdybym oblała nie musiałabym oglądać tych wrednych twarzy. Może jednak studia to nie dla mnie? Nie mam siły nawet myśleć. Sądziłam, że takie problemy mnie nie dotyczą, jednak się przeliczyłam. Dziś dowiedziałam się, że moje przyjaciółka wychodzi za mąż, jestem już tak okropna, że nie miałam siły się cieszyć razem z nią. Pomimo tego jestem ogromnie szczęśliwa, że w końcu ułoży sobie życie, że nie będzie się marnować tak jak ja teraz to robię. Chyba nie umiem nim dobrze zarządzać, a to jest śmieszne, studiuję zarządzanie, ale takich rzeczy tu nie uczą. Błąd. Dziś jestem jakaś zmarnowana, nawet nie chce mi się pisać, a to już musi być źle, nawet poszłam z ostatniego wykładu do domu, bo albo bym wybuchła płaczem, albo stała się jeszcze bardziej obojętna - bardziej się już chyba nie da. Albo obie rzeczy naraz. Już raz miałam łzy w oczach, ale się powstrzymałam, trzeba być twardym, a nie miętkim. Pewnie dlatego ludzie mnie tak postrzegają a nie inaczej. Udaję twardą, a w rzeczywistości jest inaczej. W każdym razie kończąc mój niezmiernie interesujący wywód, chciałabym tylko się zareklamować odnośnie konkursu blogów, jeżeli ktoś ma ochotę zagłosować na mój blog to instrukcja jest podana nad notką, a jeśli nie to się nie obrażę, ale czasem trzeba pomóc "szczęściu", jeżeli tak to można nazwać.

[9]15 stycznia 2011 @ 20:48


80. Zakochanie - przed użyciem zapoznaj się z sercem drugiej połówki, lub skonsultuj się z rozumem, gdyż każda miłość niewłaściwie wybrana zagraża twojemu życiu lub zdrowiu. K921
Wczoraj urządziłyśmy sobie z koleżankami spotkanie klasowe. Myślałam, że będzie nas więcej, ale jednak była nas piątka. Fajnie było powspominać okres za czasów liceum, brzmi to odlegle, a jednak to było stosunkowo niedawno. Doszłyśmy do wniosku, że zrobiłybyśmy wszystko, by wrócić do LO. Teraz jak na to patrzę przez pryzmat studiów, to mogłabym się uczyć wszystkiego, przecież materiału było tak niewiele, a matura to pikuś. No cóż, człowiek jest mądry po fakcie. Ogólnie to wybrałyśmy się na piwo, bo jednym dużym trochę mi się kręciło w głowie, ale było spoko, dużo rozmawiałyśmy, a potem poszłyśmy na frytki. Dowiedziałam się wielu rzeczy na temat mojej klasy, o których nie miałam pojęcia. Aż głowa mnie bolała od tych niusów. Zwłaszcza, że ranek miałam pełen wrażeń. Po wykładzie z finansów wróciłam do domu i obskoczyłam kilka sklepów i poszłam do biedronki. Tam spotkałam ojca mojej przyjaciółki, w sumie nie widziałam go dosyć długo, ponad pół roku i tak sobie rozmawialiśmy i zapytałam o nią i dowiedziałam się, że J. ma raka mózgu. Dosłownie szczęka mi opadła i nie wiedziałam co powiedzieć. Moje życie wywróciło się do góry nogami. Najpierw jedna przyjaciółka miała raka, a teraz ona. Teraz się śmieję, że jeszcze tylko ja brakuję do kompletu. W tak krótkim czasie zrozumiałam jak życie jest kruche, że wystarczy chwila by zejść z tego świata. A ja sama targnęłam się na siebie. Ten rok będzie trudny.

[5]20 stycznia 2011 @ 14:43


81. You think this is too horrible to have really happened, this is too awful to be the truth! One Flew Over the Cuckoo's Nest
Sesja, sesja, sesja. W tym tygodniu mam 6 kół, już padam na twarz - dosłownie. Jestem tak zmęczona, że kiedy wracam autobusem to się pilnuję, żeby nie przysnąć, bo mogę przejechać swój przystanek. Nawet kawa już nie pomaga. A to nie dobrze. Dziś zostały mi jeszcze finanse - babka oszalała oznajmiając nam tydzień wcześniej, że zrobi kolokwium -,- normalnie porażka, a poprawa jest tydzień później. Nie ma mowy by się tego nauczyć, to jest taki materiał, że głowa boli. Poza tym, denerwują mnie już niektóre dziewczyny z roku, gdybym mogła to bym podeszła do nich i wyszarpała za te włosy, naprawdę. Zachowują się jakby były nie wiadomo kim, chyba pomyliły adres. No cóż, przynajmniej mam D. i P., którzy są bardziej normalni niż one. Co jeszcze? Hmm próbowałam coś się odezwać do mojej przyjaciółki - pisałam o tym w notce poniżej, skończyło się na kilku esemesach, nie ma jej w mieście, przecież ma ferie, o czym zapomniałam. Czuję się fatalnie. Chciałabym być przy niej, wytłumaczyć, że nowotwór wcześnie wykryty jest uleczalny, ale nie dziwie się jej, mój świat się zawalił, kiedy się dowiedziałam, że ona jest chora, a co dopiero ona sama poczuła. Mam wrażenie jakbym traciła wszystkie bliskie mi osoby. Najpierw moja rodzina się rozpadła, potem jedna przyjaciółka, teraz druga. Co będzie następne? Zawalę studia? Bym się nie zdziwiła. Takie kongo mamy, że aż szkoda słów.

[6]25 stycznia 2011 @ 16:10


82. Life is nothing but the occasional burst of laughter rising above the interminable wail of grief. Dedication
Finansów nie zaliczyłam, poprawa jest w piątek. W przyszłym tygodniu zaczynają mi się egzaminy, wszystko by było fajnie, gdyby nie fakt, że dwa są ustne. Nie wiem jak to zalicze, po prostu nie wiem. Pisemnymi aż tak się nie przejmuję. Poza tym zastanawiam się co mam zrobić ze studiami, nie daje już rady, chyba one nie są dla mnie. Kumpel cały czas mnie przekonuje, że jest inaczej, ale mam coraz większe problemy z pamięcią, boję się, że nadejdzie taki dzień, że zapomnę jak się nazywam. Teraz nie pamiętam co robiłam chwilę wcześniej, a dzień to nawet nie wspomnę. Jednym słowem jest źle. Poza tym dowiedziałam się wczoraj, że moja kumpela z dzieciństwa rzuca studia, rozpocznie coś innego w październiku. Kurcze, a zawsze dobrze się uczyła. Ja nie wiem co się dzieje z tymi ludźmi. Wiem, że moje problemy to nic w porównaniu do reszty świata, ale uważam, że jak na swój wiek, a to już prawie 20 lat, mam trochę za dużo na głowie. Chciałabym się niczym nie przejmować, nie podejmować decyzji, nie myśleć. Dbać tylko o siebie. Ale tak się nie da. Dlatego mam nadzieję, że sprzedamy dom. Fakt, jest śliczny, ten las za oknem i łąki przepiękne, ale te dojazdy wkurwiające. Taa, jak są plusy to muszą być i minusy.

edit.
Kurwa, technologii też nie zaliczyłam. Ja pierdole. Wale to wszystko.

© joliment