[17]2 stycznia 2009 @ 11:07


6. [...] uczucie samotności potężnieje, kiedy próbujemy mu się sprzeciwiać, a słabnie, kiedy najzwyczajniej w świecie je ignorujemy. Paulo Coelho
I tak też właśnie zrobię. Od dziś nie będzie mi nikogo brakować, nawet nie będę o tym kimś myśleć. Koniec, skończyłam, to nie ma sensu. Zwłaszcza, że wyglądam taaak. Od teraz pełna koncentracja. Nie ma nic ważniejszego niż moje odchudzanie i tracenie na wadze, po prostu nie ma! Ależ to optymistycznie brzmi, z nutką egoizmu, ale mówi się trudno. Jeżeli mam być chuda (a tak się stanie) muszę cos poswięcić. Teraz trzeba słowa wprowadzić w czyn, skoro wcześniej mi się udawało to niby czemu teraz nie ma? Dam radę. W końcu to moje największe marzenie.

[2]7 stycznia 2009 @ 16:54


7. Prawdziwym błędem jest błąd popełnić i nie naprawić go. Konfucjusz
Jednym słowem masakra. Tyle mam nauki teraz, sprawdzianów, wypracowań, że nie wiem od czego zacząć. Najlepiej od początku, ale problem w tym, że jest tego masa Nie lubię tego. Niestety takie jest życie. Nie mogę doczekać się ferii. A po biorę się do nauki i podciagam się z wszystkich przedmiotów. Bo tak nie może być, mam straszne oceny, zwłaszcza, że ścisłe przedmioty oprócz matmy w tym roku mi odpadają. A ja chciałam zacząć jeszcze prawo jazdy. Hahahaha. Muszę sobie je zrobić, bo bez niego ani rusz. A w klasie maturalnej mam zamiar mieć zdany ten test. Tymczasem z nerwów zamiast nie jeść i chudnąć, to ja jem i tyję. Ale paradoks. Najgorsze jest to, że nie mam jak was teraz odwiedzać. Ale za jakiś czas to się zmieni. Moje nastawienie też musi się zmienić. Zero żarcia!

[5]16 stycznia 2009 @ 17:07


8. Genetyczny ślepy zaułek.
Jestem ostatnio strasznie zabiegana. Zaczęło się wystawianie ocen semestralnych, poza tym, że się strasznie opuściłam w nauce to muszę juz załatwić sobie jazdy, żeby rozpoczać prawko. Choć jednak staram się poprawiać i w ogóle. Teraz jest tyle tej nauki, że szok. A jednak mam czas na jedzenie! Dobra - miałam, bo powiedziałam sobie koniec i o dziwo idzie mi :) W życiu prywatnym jest odwrotnie. I tu jest pies pogrzebany. Wszystko się sypie. W klasie istnieję tylko wtedty jak ktoś coś chce, a tak to no cóż, lepiej by było gdybym była niewidzialna, ale, że nie jestem to nie jest fajnie. W domu jak zawsze - lepiej nie pisać. A księcia na białym rumaku jak nie było tak nie ma. Albo nie wie, że ma mnie szukać. Ta druga opcja chyba bardziej odpowiada zaistniałej sytuacji. W każdym razie trzeba sobie jakoś dać radę. Będzie dobrze. Od 2 lutego mam ferie, więc sobie odpocznę. Błogie lenistwo ;)

[10]24 stycznia 2009 @ 20:36


9. Hunger hurts but starving works when it costs too much to love.
Moje życie to konkretna porażka. Jestem anty-towarzyska, to jest pewne. Już nie wiem jak się zachowywać w obecności innych ludzi, którzy o dziwo chcą ze mną przebywać. Dziś doszłam do wniosku, że to bardzo zły pomysł. Wszyscy mnie nienawidzą. Po dzisiejszym dniu na pewno Ci, z którymi przebywałam zmienili zdanie o mnie. Nie warto się ze mną zadawać i tyle. Trudno, nie potrzebni mi przyjaciele, kumple czy znajomi. Jeżli mają ranić to wolę siedzieć sama ze sobą. Bynajmniej nie będę musiała się martwić, kto co o mnie pomyśli. Pff. Dotychczas dobrze mi się żyło z samą sobą, wolę tego nie zmieniać. Poza tym, matka próbuje za mnie decydować na jaki kierunek studiów pójdę i kim będę w przyszłości - mam się stać maszynką do zarabiania pieniędzy. Teraz to mi wszystko jedno. Nigdy nie zrealizujemy swoich marzeń, więc po co w ogóle je mieć? Niepotrzebne zaśmiecanie głowy bzdurami.

[8]29 stycznia 2009 @ 18:40


10. If there's a will there's a way.
Tak sobie pomyślałam, skoro mam czas to mogę coś napisać :) W zasadzie troszkę mnie ostatnio poniosło. Każdy miewa złe dni. W jednej sprawie nie miałam racji, ale kto jest nieomylny? Zazwyczaj mogłam polegać na swoim przeczuciu, a tym razem mnie zawiodło. Tymczasem w moim umyśle panuje chaos, pociesza mnie fakt, że już niedługo ferie. Jeszcze tylko jutro i koniec tej przygnębiającej szkoły. No i w czasie tego wolnego mogę całkowicie poświęcić się odchudzaniu. Codziennie ćwiczenia, zero tłustego żarcia i w sumie lenistwo. Wiem, że dam radę i może po feriach będę w końcu jakoś wyglądać. Nie mam zamiaru się turlać po chodniku jak do tej pory. Najważniejsze jest to by udowodnić sobie, że potrafię. Reszta jest nie ważna, choć miło zobaczyć jakie oczy robią znajomi, którzy widzieli mnie przed dietą. Tak było w gimnazjum, teraz też tak będzie. Ale nie ma co snuć planów jak to będzie kiedy będę chuda, teraz jestem gruba i tyle. Powoli się to zmienia, ale już w weekend dam czadu. Mam tyle siły w sobie, że muszę się jakoś wyładować, a najlepiej na ćwiczeniu. Skakanka, brzuszki, płyta wracają do łask!

© joliment